Dołącz do czytelników
Brak wyników

Felieton

19 kwietnia 2021

Od redakcji #4

0 254

W tym roku co i rusz otrzymujemy informacje od firm wspominające o okrągłej rocznicy ich powstania. Jedni mają 100 (Shimano), inni 50 (Cannondale), 30 lat obchodzi Giant Polska. Są tacy, co szczycą się, że na rynku są już 20 (Storck) czy 15 lat (YT). Festka? Dekada – kawał czasu


Jednak i my mamy poważną rocznicę, i mamy zamiar obchodzić ją przynajmniej przez rok. Ćwierćwiecze „bikeBoardu” zaczęło się naprawdę skromnie, choć miało miejsce w całkiem nieskromnych czasach. W Polsce rodziły się fortuny i kapitalizm, a ludzie chcieli żyć tak, jak na Zachodzie, i byli gotowi dużo temu poświęcić. Ale ponieważ komunikacja pagerem uchodziła wówczas za szczyt lansu, pojawiło się miejsce dla czasopisma ze zdjęciami i fachowym opisem. Przypominam sobie, jak pod koniec kwietnia, w przemokniętym namiocie, snuliśmy na jawie sny o potędze. Jak ślepy dżokej z kawału o Wielkiej Pardubickiej nie widzieliśmy żadnych przeszkód. Mieliśmy też czyste intencje i nieuzasadnioną niczym wiarę we własne możliwości. Idealny koktajl zwycięzców.

POLECAMY

 

Byliśmy przekonani, że na świecie nie ma nic piękniejszego niż kolarstwo górskie… i może jeszcze snowboard, i chcieliśmy wykrzyczeć to światu w pysk. Ale nie wyglądało to nawet tak, jak w memach pokazujących lata dziewięćdziesiąte na podstawie filmu o Jurku Kilerze. U nas było przaśnie jak cholera. Linoleum odłaziło od podłogi, a zdjęcia robiło się manualnymi Zenitami na kliszę. Najśmieszniej było, jak ktoś się na tym linoleum potknął, a zdjęcie wyszło. Zimą w redakcji pisaliśmy w kurtkach, latem na sesje jechało się Citroenem C15 w... sześciu. Premią mógł być piecyk pod biurkiem i życzliwy policjant, który pozwalał jechać dalej wzruszony opowieścią o gazecie rowerowej. Zamiast pensji dostawało się rower… do sprzedania i to wszystko traktowaliśmy jak dolce vita. 

 

Choć do tej pory na naszych łamach ukazało się niemało wspomnień na temat początków MTB, to nie przypominam sobie, żebyśmy do sprawy podeszli metodycznie i z refleksją. Najczęściej były to materiały na podstawie wspomnień ważnych postaci. Starsi panowie z kocykiem na kolanach opowiadali, jak to było w tych strasznych latach siedemdziesiątych, a my siedząc wokół ich fotela słuchaliśmy w nabożnej ciszy. Artykuł Maćka Machowskiego powstał po dwóch bardzo długich redakcyjnych kolegiach, w czasie których przypominaliśmy sobie początki. Okazało się, że luki w pamięci, kłopoty z dokładnym dopasowaniem dat uniemożliwiały publikację swobodnej rozmowy bez wstydu.

 

Opóźnienie, z jakim pojawiało się kolarstwo górskie w Polsce, wynikało z zacofania gospodarczego całego kraju, a rower górski nie był produktem pierwszej potrzeby. Kiedy Maciek stworzył linię czasu pojawiania się rozlicznych rozwiązań, które uznaliśmy za kamienie milowe rozwoju technologii MTB, dotarło do nas, że wiele rzeczy, które wydają nam się obecne w cywilizacji od zawsze, pojawiło się bardzo niedawno. A niektóre wydarzenia z najnowszej historii Polski występowały równolegle z pojawieniem się istotnych dla MTB premier. Artykuł o historii technologii MTB założyliśmy na dużej powierzchni – miał zajmować aż 10 stron. Ale kiedy do redakcji zaczęły spływać materiały, zdaliśmy sobie sprawę, że ten plan się nie powiedzie. Więc dołożyliśmy drugie tyle papieru i doszliśmy do wniosku, że w tym numerze... opiszemy tylko czasy sprzed koła 29”, a reszta pójdzie w numerze majowym. Taka historia. 

 

Pani Kołaczkowska powiedziała kiedyś: „Średniowiecz? A po co do tego wracać?”. Doceniam jej wyczyny w tym skeczu, bo pokazują, że nawet jeśli historia nie zawsze jest pouczająca, to bardzo często jest naprawdę śmieszna. I dobrą ilustracją byłby fotoreportaż z prezentacją mody z początkowej fazy MTB. Ale ja jeszcze nie mam do tego dystansu, pozwalającego mi przejść do porządku dziennego nad francuskimi getrami w fioletowe i zielone plamy, w jakich zadawałem szyku w pierwszych numerach „bikeBoardu”. Dlatego na ten fotoreportaż musicie jeszcze poczekać. 

Przypisy