Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport

2 sierpnia 2022

NR 61 (Lipiec 2022)

Juniorzy są przyszłością

0 172

Na początku lipca na Mistrzostwach Europy Juniorów i Orlików w MTB XCO w portugalskiej Anadii Natalia Grzegorzewska, zawodniczka Mitutoyo AZS Wratislavia MTB Team, wywalczyła brąz, stając na podium z dwoma Szwajcarkami.

W  tym samym wyścigu Kinga Żur była 32. Michał Szyszko, który również świetnie sobie radzi w tym sezonie, zajął 30 miejsce, Maksymilian Wiśniowski, czwarty z Polaków, był 42. Po tym wyścigu Maja Włoszczowska powiedziała: Dawno nie widziałam tak bombowej atmosfery w kadrze Polski. Czysta przyjemność obcować z tak pozytywną grupą. Brawo dla Przemka Gierczaka, trenera reprezentacji, za stworzenie prawdziwej drużyny, z nieocenioną pomocą Aleksandry Szynal, fizjoterapeutki, Pawła Wojczala i Kuby Wiśniewskiego. Gratulacje i podziękowania za piękną jazdę dla wszystkich zawodników. Nie każdemu dopisało szczęście, ale taki jest sport. Ważne, że była walka do końca. Oczywiście wszyscy jesteśmy w skowronkach po medalu Natalii. Po wielu latach posuchy w kategoriach juniorskich wynik cieszy wyjątkowo.
Tak trzymajcie #teampolska!

POLECAMY

Słowa utytułowanej zawodniczki, która obecnie, będąc na sportowej „emeryturze”, wciąż bardzo aktywnie działa w tematach okołosportowych i sama aktywnie, choć chyba bardziej na luzie, ściga się na gravelu, naprawdę wiele mówią o tym, co i jak dzieje się w reprezentacji. Jeśli dobrą atmosferę w teamie zauważa „człowiek z zewnątrz”, to nawet bardzo chcąc pohamować entuzjazm, trudno się nie cieszyć. Talenty młodych zawodników w dobrej atmosferze mają większe szanse rozkwitnąć. Tak to działa w szkole, zakładzie pracy, biurze, domu, wszędzie. Jesteśmy dobrej myśli, słysząc takie głosy i obserwując zawodników.

Od początku sezonu w juniorskiej kadrze coś drgnęło. Już na zawodach UCI Junior Series w ramach pucharu świata w Albstadt Natalia Grzegorzewska była trzecia, chwilę później na zawodach tej samej rangi w Nowym Mieście na Morawach piąta. Kinga Żur w Albstadt zdobywa miejsce 25., w Czechach jest 11. Najlepszy z juniorów Mateusz Szyszko w Niemczech jest 25. ze stratą 4:19 minut, w Nowym Mieście już 14.

Żeby nie zapeszać, zapytaliśmy troje juniorów o ich „zwykłe życie”, jak zakochali się w kolarstwie górskim, jak trenują i jak odpoczywają.

W kasku wygląda się całkowicie inaczej

Natalia Grzegorzewska 
(Mitutoyo AZS Wratislavia MTB Team)

Maciej Mikołajczyk, „bikeBoard”: Jak rozpoczęła się Twoja przygoda ze sportem? Kiedy i dlaczego postawiłaś na rower MTB?
Natalia Grzegorzewska
: Miałam 5 lat, kiedy wystartowałam w swoim pierwszym wyścigu. Do kolarstwa zachęcił mnie mój tata, który we wcześniejszych latach ścigał się, jednak była to cięższa dyscyplina, a mianowicie downhill. Razem ze swoim tatą jeździłam na wycieczki rowerowe, bawiliśmy się jazdą, która z biegiem lat coraz bardziej zaczynała mi się podobać, i tak dzisiaj kolarstwo stało się częścią mojego życia.

Masz w swoim dorobku nie tylko mistrzostwo kraju w kolarstwie górskim, ale także w jeździe indywidualnej na czas BMX. Próbujesz swoich sił jeszcze na tych drugich rowerach?
Tak, próbuję swoich sił w innych rodzajach kolarstwa, głównie ze względu na rozwój i poznawanie nowych rzeczy. BMX przydaje się w kolarstwie górskim i można dzięki niemu świetnie doskonalić swoją technikę. Jest to ciekawy sport, który, o dziwo, bardzo męczy przy krótkiej jeździe. Pracuje przy tym całe ciało i nawet niewielka różnica w ułożeniu na rowerze zmienia styl jazdy.
 

 

Jeszcze niedawno startowałaś głównie w Pucharze Czech. Jak porównasz te zawody z ostatnimi zmaganiami w cyklu UCI Junior Series XCO?
W zeszłym sezonie istotnie próbowałam swoich sił w Pucharach Czech, gdzie zawodniczki są dobre i walczą o każdą pozycję. Trasy naszych sąsiadów z południa na pewno wymagają umiejętności i są naprawdę dobrze zorganizowane. Poziom rywalizacji zmienia się z roku na rok, zaczynając od Pucharów Polski poprzez występy na Pucharach Czech. W tym sezonie mogłam stanąć pierwszy raz na linii startu Pucharu Świata i szczerze mówiąc, czuć różnicę. Zawody te przyciągają mnóstwo kibiców, organizacja i obsługa jest na wysokim poziomie, a przeciwniczki ze świata są naprawdę mocne.

Czujesz się docenioną zawodniczką? Jesteś już dość rozpoznawalna w Kłodzku? Wiem, że dostałaś specjalną nagrodę od starosty…
Myślę, że tak. Jestem pracującą osobą, która robi to, co lubi, a kolarstwo to nie tylko same wyścigi, ale jest to poza nimi ciężka robota na treningach, która później przeradza się w sukcesy. Moim zdaniem kolarstwo nie należy do łatwych sportów i często nie jest to doceniane, natomiast uzyskiwanie nagród, takich jak „Osobowość Roku”, którą otrzymałam od starosty, bardzo buduje i na pewno jest to motywacja do dalszej pracy. W Kłodzku możliwe, że ludzie mnie kojarzą, choć szczerze, w kasku wygląda się całkowicie inaczej.

Jesteś zawodniczką Mitutoyo AZS Wratislavia MTB Team. Jak odnajdujesz się w tym zespole?
Jest to drugi sezon, w którym reprezentuję ten klub, i jestem zadowolona z bycia jego częścią. Jest w nim sporo fajnych osób, które również rozwijają się w kolarstwie i uczą pokonywać swoje bariery podczas jazdy na rowerze. Poza oczywiście zawodnikami są też ludzie, którzy pomagają na zawodach i sprawiają, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik, jednak największe wsparcie i pomoc, jakie mogę dostać, to na pewno moi rodzice. Mama z tatą są ze mną i pomagają mi w każdym osiągniętym sukcesie. To dzięki nim mogę być tu, gdzie jestem, i robić to, co robię, za co im bardzo dziękuję.

Czy podium w Albstadt dodało Ci skrzydeł? Spodziewałaś się przed startem, że będziesz w czołowej trójce, czy było to dla Ciebie kompletne zaskoczenie?
Każdy start i każdy rezultat dodają skrzydeł. Są wzloty i upadki, a każdy wyścig jest wyścigiem i nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć, więc nie można z góry spodziewać się wyniku. Podium Pucharu Świata z pewnością dało mi „kopa” do działania i bardzo się cieszyłam, mogąc stanąć na nim na zawodach takiej rangi. Po przejechaniu mety byłam w lekkim szoku i pełna emocji, ale wiem, że to dopiero początek takich startów, więc mam motywację do dalszej pracy.

Robisz to, co kochasz, i doskonale się przy tym bawisz. Co podoba Ci się w kolarstwie MTB?
Na pewno techniczne trasy i przeszkody. Uczę się cały czas nowych rzeczy, bo z każdego wyścigu wynosi się cenną wiedzę. Kolarstwo z pewnością nauczyło mnie zarówno pokonywania swoich słabości i dążenia do wyznaczonych celów, jak i systematycznej pracy, która podczas uprawiania sportu jest bardzo ważna.

Jaką aurę podczas zawodów lubisz najbardziej?
Pogoda podczas wyścigu bywa bardzo zaskakująca. Trzeba być gotowym na każde warunki – od prażącego słońca po ulewny deszcz. Nie mam ulubionej pogody na wyścig, ale gdy jest mokro, często trasy stają się trudniejsze i przy tym wymagają dobrej koordynacji i jeszcze większego skupienia.

Myślisz o występie na igrzyskach?
Tak, ale wiem, że przede mną jeszcze sporo pracy i skupiam się na aktualnych wyścigach. Mogę jednak powiedzieć, że igrzyska olimpijskie są na pewno jednym z moich marzeń.

Czy Jastrzębie-Zdrój i inne nasze miejscówki mają dobre trasy? Czy jest gdzie ścigać się w Polsce?
Trasy w naszym kraju są fajne. Jest gdzie się ścigać, choć jest to na pewno zależne od regionu. Dla mnie najlepsze trasy pucharowe znajdują się oczywiście na południu, w województwie dolnośląskim, gdzie królują góry. Najlepsze miejscowości do ścigania w Polsce to na pewno Jelenia Góra, Wałbrzych i Boguszów-Gorce.

Jakie plany na najbliższe miesiące ma Natalia Grzegorzewska?
Najbliższe miesiące są bardzo obfite w starty. Przygotowuję się do docelowych imprez, jakimi są Mistrzostwa Polski i Świata. Aktualnie zbieram punkty, które dadzą mi dobrą lokatę na startach. (Mistrzostwa Polski odbędą się już 22-24 lipca w Boguszowie-Gorcach – przyp. red.).

Sam asfalt by mnie zanudził

Kinga Żur 
(Świętokrzyskie Cycling Academy)

Kinga Żur jest obecną Mistrzynią Polski juniorek, a od tego sezonu reprezentuje barwy Świętokrzyskie Cycling Academy. W tym roku błyszczy nie tylko w kraju, ale i za granicą. Podczas Pucharu Świata w Czechach zajęła wysokie 11. miejsce.

Maciej Mikołajczyk, „bikeBoard”: Co sprawiło, że postawiłaś na kolarstwo MTB, a nie np. na siatkówkę, koszykówkę czy tenisa?
Kinga Żur
: Od małego bardzo lubiłam uprawiać sport, ale właśnie szczególnie chętnie wybierałam rower. Razem z innymi dzieciakami z okolicy chętnie jeździliśmy, ale jak nie było z kim, to zbytnio mnie to nie demotywowało. Kiedy w naszej miejscowości odbywał się kolarski wyścig, chodziliśmy kibicować. Wtedy nie myślałam o tym, że kiedyś na poważnie będę trenować, ale sam klimat zawodów i rywalizacja od zawsze mi się podobały. Startując w zawodach po raz pierwszy, miałam 10 lat. Co ciekawe, wygrałam.

Jesteś wciąż aktualną Mistrzynią Polski juniorek w kolarstwie górskim. Jak jeździ się w koszulce z orzełkiem na piersi?
Samo zdobycie tytułu Mistrzyni Polski i bycie na zdjęciu wraz z innymi, którzy tę koszulkę również wywalczyli, jest czymś wyjątkowym. Opisać się tego nie da. Trzeba to po prostu przeżyć, jednak gdy startuję teraz, rzeczywiście posiadanie orzełka na koszulce to wielka duma i wyróżnienie, ale staram się o tym nie myśleć i po prostu jechać, jak najlepiej potrafię, i zawsze dawać z siebie sto procent.
 


Jesteś rozpoznawalna w swoim liceum? Jak godzisz naukę z uprawianiem sportu?
W mojej szkole nie jestem rozpoznawalna bardziej niż inni. Jest dużo osób, które również rozwijają swoje pasje, i głupotą byłoby się jakoś wywyższać czy zwracać na siłę na siebie uwagę. Z drugiej strony moja frekwencja w szkole jest raczej niska, więc przychodząc do niej, skupiam się, żeby czegoś się nauczyć i nadrobić zaległości. Idzie mi to całkiem nieźle, choć może moje stopnie nie należą do wysokich, raczej przeciętnych, ale nie mam większych problemów, by zaliczyć materiał, który był przerabiany podczas mojej nieobecności. Pogodzenie nauki z treningami nie jest łatwe, zwłaszcza zimą, ponieważ moje powroty ze szkoły zbiegają się ze zmierzchem. Niestety, wtedy pozostaje mi jazda z mocnymi lampkami. Moim ulubionym przedmiotem jest matematyka, z kolei najgorszym zdecydowanie język niemiecki. Chciałabym pójść na studia, ale jakie, to na razie nie zdradzę.

Jak oceniasz poziom rywalizacji na krajowym podwórku? Co sądzisz o kondycji polskiego MTB XCO?
Poziom rywalizacji w Polsce na pewno się sporo podniósł w stosunku do zeszłego roku. Świadczy o tym chociażby to, że wyniki naszych reprezentantów na Pucharach Świata są wyższe i wszystkie Puchary Polski są wpisane do kalendarza UCI, dzięki czemu przyjeżdżają do nas zawodnicy z zagranicy. Myślę, że polskie MTB ciągle się rozwija i wszystko idzie w dobrym kierunku.

Jesteś teraz na fali. Wygrałaś wyścig w Krynicy-Zdroju, a także w Teplicach. Jakie masz sportowe cele na resztę tegorocznego sezonu?
Wiadomo, że chciałoby się jak najwięcej wygrywać, ale trzeba przede wszystkim poprawiać swoje słabe strony i wtedy wyniki same się pojawią. Moje główne cele to na pewno zakwalifikować się na MŚ i pojechać na nich swój najlepszy wyścig. Poza tym mierzę w obronę tytułu Mistrzyni Polski, ale na pewno nie będzie to łatwe.

Co podoba Ci się w kolarstwie górskim? Jakie warunki pogodowe podczas zawodów lubisz najbardziej?
Stricte ulubionej aury nie mam, ale na pewno nie znoszę takich pomiędzy, czyli że jest błoto, które zaczyna przesychać. Tego definitywnie nie cierpię. W MTB zawsze coś się dzieje, a sam asfalt by mnie zanudził.

Masz swojego sportowego idola, jakiś wzór do naśladowania?
Tak, są nimi Nino Schurter i Kate Courtney. Kate inspiruje mnie tym, że zawsze walczy do końca i nigdy się nie poddaje, a Nino podziwiam za to, jak potrafi się „bawić” rowerem.

Czego życzyć Kindze Żur na koniec naszej rozmowy?
Nieograniczonej siły do poprawy swoich niedoskonałości.

Lubię, gdy z twarzy leją się litry potu, a nogi pieką od skwaru

Mateusz Szyszko 
(Warszawski Klub Kolarski)

Mateusz Szyszko to sportowiec, który od dziesięciu lat jest reprezentantem Warszawskiego Klubu Kolarskiego, a aktualnie trenuje pod okiem Adama Starzyńskiego. Jest obecnym wicemistrzem Polski, ale w tym sezonie ma chrapkę na złoty medal. W 2022 roku z powodzeniem próbuje swoich sił na arenie międzynarodowej. Poznajcie go bliżej.

Maciej Mikołajczyk, „bikeBoard”: Swoją poważną przygodę z kolarstwem zacząłeś w głównej mierze dzięki swojej mamie. Na swojej drodze spotkałeś również Ryszarda Szurkowskiego. Jak wspominasz spotkanie z nim?
Mateusz Szyszko
: Rzeczywiście, moją kolarską przygodę rozpocząłem dzięki mojej mamie, która zabrała mnie na pierwszy wyścig rowerowy do Czerska (obok Góry Kalwarii). Byłem wtedy pięcioletnim chłopcem, który bardzo lubił jeździć na rowerze. Już od małego kochałem rozpędzać się do dużych prędkości i czuć wiatr we włosach. Wyścig w Czersku był również pierwszym wyścigiem cyklu Poland Bike, a atmosfera na tych zawodach była niesamowita. Bardzo mi się to spodobało i zapragnąłem jeździć na takie imprezy. Przez kolejnych kilka lat razem z rodzicami wybieraliśmy się na większość maratonów rowerowych organizowanych na Mazowszu. Jako dziecko zwykle miałem do pokonania krótkie dystanse, ale frajda ze ścigania była niesamowita. Na jednym z wyścigów w Legionowie, który akurat nie poszedł mi najlepiej, spotkałem wybitnego kolarza – Ryszarda Szurkowskiego. Pamiętam, że miałem wtedy na sobie koszulkę Mistrza Świata, a utytułowany polski zawodnik powiedział mi wtedy, że może też kiedyś będę mistrzem. Jego słowa są cały czas w mojej pamięci i mam nadzieję, że wkrótce staną się faktem.
 


Twoim sportowym idolem jest Mathieu van der Poel. Czym imponuje Ci ten kolarz? Czy są jeszcze inni zawodnicy, którzy są dla Ciebie wzorem do naśladowania?
Mathieu van der Poel to z pewnością mój największy kolarski idol. Holender imponuje mi swoim odważnym i dynamicznym stylem jazdy, a także niezwykłym zacięciem w walce o zwycięstwo podczas każdego wyścigu. Lubię oglądać zawody z jego udziałem, podczas których zawodnik Alpecin-Deceuninck zawsze daje z siebie sto procent. Jego niezwykłe zacięcie oraz upór i determinacja w dążeniu do celu niezwykle mi się podobają. Widać, że każdy wyścig jest dla niego kolejną okazją do zwycięstwa i zaprezentowania się z jak najlepszej strony. Oprócz Holendra mam jeszcze dwóch sportowych idoli – biegacza Eliuda Kipchoge oraz norweskiego triathlonistę Kristiana Blumenfelta. Oboje są obecnymi mistrzami olimpijskimi oraz dobitnie pokazują, że dla człowieka nie ma rzeczy niemożliwych. Nieustannie przekraczają kolejne granice wytrzymałości ludzkiego organizmu oraz pobijają rekordy praktycznie niemożliwe do przebicia. Słynne hasło lekkoatlety z Kenii – No Human is Limited towarzyszy mi podczas każdego dnia i każdego ciężkiego treningu.

Jesteś wicemistrzem kraju juniorów. Czujesz niedosyt, że nie wygrałeś przed rokiem tego wyścigu?
Mistrzostwa Polski w kolarstwie górskim w 2021 roku były dla mnie bardzo udaną imprezą, gdyż tak naprawdę po raz pierwszy sięgnąłem po pełnoprawny medal mistrzowski w tej dyscyplinie. Warto wspomnieć, że walka o oficjalne medale MP rozgrywa się od kategorii juniora, więc tym bardziej jestem zadowolony ze zdobycia tego trofeum w pierwszym roku rywalizowania w tej kategorii. Co prawda, w przeszłości byłem już medalistą mistrzostw polskich szkółek kolarskich czy młodzieżowym mistrzem kraju w sztafecie, ale sukces odniesiony na trasie w Boguszowie-Gorcach był spełnieniem jednego z moich marzeń. Otrzymanie srebrnego medalu na tym samym podium, na którym za kilka chwil mieli stanąć Mistrzowie Polski Elity, było dla mnie niezapomnianym przeżyciem. Oczywiście czuję trochę niedosyt, że nie wygrałem tego wyścigu i nie zdobyłem biało-czerwonej koszulki z orzełkiem na piersi. Tego dnia Filip Brzóska był jednak wyraźnie mocniejszy od reszty stawki i zasłużenie zdobył największe laury. Ja jednak jestem bardzo zadowolony z mojego wyniku, który na początku sezonu brałbym w ciemno. W tym roku czuję się wyraźnie mocniejszy i dużo lepiej przygotowany, więc zdobycie mistrzowskiego tytułu jest z pewnością moim głównym celem.

Od dziesięciu lat reprezentujesz barwy warszawskiego klubu. Co zawdzięczasz tej drużynie? Jak przetrwałeś kryzysowe chwile?
Warszawski Klub Kolarski to drużyna, w której stawiałem pierwsze kroki w mojej karierze. Na pierwszy trening przyszedłem 10 lat temu, kiedy byłem w drugiej klasie szkoły podstawowej. Można powiedzieć, że byłem wtedy jednym z najmłodszych klubowiczów, a starsi koledzy byli dla mnie wzorem do naśladowania. Mieli oni już na swoim koncie wiele mistrzowskich tytułów, a ja, widząc ich ciężką pracę oraz ogromną pasję do tego sportu, pragnąłem w przyszłości pójść w ich ślady. Pierwsze lata w klubie spędziłem przede wszystkim na czerpaniu jak największej radości z jazdy na rowerze oraz doskonaleniu techniki jazdy w terenie. Wyniki były wtedy kwestią drugorzędną, ponieważ wiedziałem, że w przyszłości przyjdzie na nie czas. Największą frajdę sprawiały mi wspólne treningi, zgrupowania czy klubowe wyjazdy na zawody. To właśnie wtedy odkryłem piękno tego sportu i mam wrażenie, że z każdym kolejnym rokiem utwierdzam się w tym przekonaniu. Oczywiście oprócz wspaniałych i niezapomnianych chwil przyszły również kryzysowe momenty. Był to z pewnością sezon 2020, w którym mimo treningów i dobrego przygotowania, większość wyścigów nie układała się po mojej myśli. Ogromnym wsparciem psychicznym była wtedy moja mama, która wybiła mi z głowy myśli o kończeniu kolarskiej przygody oraz zmobilizowała do konkretnego działania. To właśnie wtedy zacząłem współpracę z moim obecnym trenerem – Adamem Starzyńskim. Patrząc na jej efekty, śmiało można powiedzieć, że był to strzał w dziesiątkę. Przygotowany przez szkoleniowca plan treningowy pozwolił mi wejść na dużo wyższy poziom sportowy, dzięki czemu mogę obecnie nawiązywać walkę z najlepszymi juniorami na świeci...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy