Dołącz do czytelników
Brak wyników

Felieton

15 lipca 2021

Od redakcji #7/2021

82

Czy łatwo jest wygrać wyścig MTB? 

Chyba nie bardzo, bo jak startuje stu ludzi i tylko jeden może być zwycięzcą, to statystyka podpowiada, że jest tylko jedna setna szansy na zwycięstwo. Wyłonić się z dwustu jest jeszcze trudniej. Chociaż przepisy Tour de France, dzięki licznym klasyfikacjom, różnorakim premiom czy choćby temu, że wyścig trwa miesiąc, powodują, że każdy może sobie znaleźć tydzień, żeby pokazać się z dobrej strony. Czyżby?

 

POLECAMY

Obserwując Puchar Świata XCO w Leogangu, zastanawiałem się, dlaczego w męskim ściganiu Polacy klasyfikują się tak daleko. Przecież z tak dużej populacji jak nasza można odsiać wybitnych sportowców, bo nie wszyscy utalentowani chłopcy grają w piłkę nożną. Choć nie potrzeba geniusza, żeby dojść do wniosku, że w piłę grać się najbardziej opłaca i to na poziomie uniemożliwiającym wyjście z grupy. Naszym kolarzom nie brakuje ani energii, ani determinacji. Skończyły się czasy wyjazdów nyską i gotowania makaronu na parkingu, rowerów nie skręca się drutem i nie wyszukuje opon w śmietnikach wozów technicznych. Mimo to dalej zamykamy się gdzieś w drugiej połowie stawki i oprócz kilku przypadków nie prezentujemy się na przedzie w ważnych wyścigów MTB.

Kiedy obserwuje się moc pierwszych i najszybszych, można odnieść wrażenie, że ogląda się produkcje Marvela. To naprawdę są superbohaterowie, a ich moc uskrzydla kibiców. Przekaz telewizyjny pozwala doskonale śledzić przebieg wyścigu i przetasowania, całkowicie ginie jednak trudno uchwytne poczucie uczestniczenia w krzesaniu sił całkiem niepojętych i zbliżonych do jakichś przedwiecznych rytuałów dla półbogów. Kibice w Leogangu byli dość mocno wyselekcjonowani. Większość z nich to kolarze oraz kolarki i doskonale zdawali sobie sprawę, jak wielkim wysiłkiem jest okupione stworzenie wrażenia lekkości jazdy. Zebrani na zewnątrz taśm byli lepszymi lub gorszymi kolarzami górskimi: młodzież aspirująca do elity pucharu świata, byli kolarze MTB tworzący kadrę trenerską czy techniczną, fani ścigający się amatorsko, obiektywnie potrafili ocenić, jak sami prezentowaliby się w porównaniu. Kolejną z warstw tego wydarzenia była różnica poziomów pomiędzy pierwszą dziesiątką a kolejnymi, to bardzo nachalnie rzuca się w oczy. „Ogony” zdejmowane dublami czołówki sprawiają wrażenie czołgania się, choć dobrze wiemy, że reprezentanci uczestniczący w pucharze świata są tam, bo wcześniej zmiażdżyli lokalną śmietankę.

 

 

Foto Pauline Ballet A.S.O.

 

W Leogangu miało miejsce jeszcze jedno: na starcie zabrakło liderów klasyfikacji. Jeden z nich postanowił sprawdzić się wśród najlepszych kolarzy Ziemi. W efekcie Mathieu van der Poel przez tydzień jechał w żółtej koszulce! W tym czasie grał na nosie pretendentom do zwycięstwa i całej reszcie harcowników. Marzący o złotym medalu w Tokio kolarz MTB był najlepszy na całym globie, bo nikt nie był w stanie odebrać mu tego wyróżnienia w najważniejszej klasyfikacji, najważniejszego wyścigu świata. W ten sposób pokazał, że MTB to nie jest niszowy sport dla przegrywów, którzy nie potrafią nic osiągnąć w „prawdziwym kolarstwie”. Udowadniał, że kolarstwo górskie ma sportowców na poziomie globalnym. Choć osobiście wolałbym widzieć naszych bliżej czołówki, to postawa Holendra zmienia perspektywę i nawet dubeltowe duble wyglądają nieco lepiej. 

 

Foto otwierające Miłosz Kędracki

Przypisy