Dołącz do czytelników
Brak wyników

Felieton

25 sierpnia 2021

Od redakcji 8/2021

0 62

Coś się kończy, coś się zaczyna

 

POLECAMY

Po Igrzyskach zostaną mi w głowie dwa obrazy, a psychologowie niech nie wyjaśniają mi, co ze mną jest nie tak. Pierwszy to stojąca spokojnie na samiuteńkim końcu grupy miotających się bez składu zawodniczek wyprostowana postać. Stoi w bezruchu, podczas gdy inne próbują wyłuskać się z kamiennego labiryntu, jaki zastawili na nie projektanci trasy w Izu. A drugi to szlochająca, brzydko ustawiona do osi obiektywu, z długim od płaczu nosem i nieładnie opuszczonymi kącikami oczu złota medalistka olimpijska. Ale ten drugi obraz pokazuje jeszcze jedną sylwetkę. Tyłem do widza stoi inna zawodniczka, do której tak bardzo chce się w tym momencie przytulić Neff. We wpisie, który łączy się z tym zdjęciem, możemy przeczytać wzruszające wyznanie miłości, podziwu i szacunku. Tak to pisał Petrarka do Laury. Oba te obrazy pokazują tę samą osobę.

 

Wjazdu Mai Włoszczowskiej na metę wyścigu XCO na Igrzyskach w Tokio nie widziałem, ale widziałem jej zdjęcia na linii mety. Siedzi byle jak na siodełku, jest rozluźniona, choć nie do końca jeszcze pewna, jak to przedstawiać innym. Odbieram jej mowę ciała jako pogodzenie się z faktem, że wjeżdża na metę jako ostatnia nie zdublowana. Ważniejszy jest jednak moment, który opisałem na początku. Stojąc na skraju miotającej się grupy, chłodno obserwuje spętloną ciżbę konkurentek. Maja Włoszczowska sygnalizuje, że wbrew pozorom ona nie jest na ostatniej pozycji w tym wyścigu, tylko że jest już na czele kolejnego etapu, a reszta nie zdaje sobie z tego sprawy.

 

Kilka dni później przyszła kolejna wiadomość, że zostanie członkinią Komisji Zawodniczej Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Nawet jako mało zorientowany i niebywały na salonach pismak, połączyłem kropki. Maja anonsowała chęć zakończenia kariery po IO w Tokio, ale mówiła mi też, że nie chce tak po prostu skończyć jazdy, uciec od sportu i opaść na pielesze, tylko chce jeszcze powalczyć, pobyć z koleżankami, pokazać się na wyścigach, które mogą sprawić jej frajdę. Wejście do struktur MKOL to jeszcze jedna zmienna i znakomita trampolina do rozpoczęcia kariery we władzach sportowych. Inna nasza królowa sportu, nie żyjąca już, wielka lekkoatletka Irena Szewińska po zakończeniu kariery sportowej przez prawie 30 lat zasiadała w Zarządzie PZLA, a przez 12 lat była jego prezeską. Od 1998 r. Szewińska była członkiem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.

 

Obie to twarde landrynki. Ani Szewińska ani Włoszczowska nie ukończyły najłatwiejszych dla wyczynowca studiów na AWF-ie. Szewińska ukończyła Wydział Nauk Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim ze specjalizacją ekonomia transportu. Maja Włoszczowska jest absolwentką matematyki finansowej i ubezpieczeniowej, którą studiowała na Wydziale Podstawowych Problemów Techniki Politechniki Wrocławskiej. Takiego wykształcenia ta świetnie wykalkulowana osoba nie zmarnuje. Idę o zakład, że stojąc na tej kupie kamieni pod Tokio, Maja Włoszczowska już przewidywała kilka następnych ruchów na szachownicy swojej kariery. Choć jestem wdzięczny za sportowe emocje, jakie nam przez tak wiele lat zapewniała, jestem przekonany, że jeszcze przez jakiś czas jej sportowa forma będzie spędzać sen z powiek rywalkom – i w Polsce (MP) i za granicą. Zobaczcie, jak długo przyzwyczajała nas do swojego odejścia przyjaciółka Włoszczowskiej Gunn Rita Dahle. Ale jestem pewien, że dla polskiego sportu Maja Włoszczowska zapisze się nie tylko jako seryjna mistrzyni Polski, vice mistrzyni Europy i Świata, mistrzyni Europy i Świata oraz dwukrotna medalistka olimpijska.

Wiem. Nie tak się pisze do Laury. 

 

 

Przypisy