Dołącz do czytelników
Brak wyników

Otwarty dostęp , bB info

21 marca 2022

NR 57 (Marzec 2022)

Fabryka rowerów 15.01

0 836

Czternastego stycznia dotarłem do Częstochowy, w której nazajutrz miało mieć miejsce otwarcie nowego sklepu. Ale nie było to coś, nad czym da się przejść do porządku dziennego. Stoję przed Wami wstrząśniety, niezmieszany i relacjonuję rozemocjonowany.

Wojtek Kluk tak rozpoczął swoją opowieść: Zaczynałem pracę w branży rowerowej, zdając z piątej do szóstej klasy podstawówki. Ponieważ skasowałem wcześniej trzy rowery, udało mi się przekonać mamę, że potrzebuję czegoś porządniejszego i że taki prawdziwy rower wytrzyma nawet pode mną. Mama się zgodziła, choć nie było to dla niej łatwe, bo wychowywała mnie sama. Jednak postawiła warunek, że będę go spłacał za pieniądze zarobione w sklepie rowerowym. Więc najpierw dorabiałem na zapleczu, potem w serwisie, a następnie w sklepie. Wówczas najbardziej chciałem być kolarzem, ale na całe szczęście miałem wypadek, który wykluczył to marzenie. Co w tym szczęśliwego? Potem się przekonałem, że nie miałem do kolarstwa ani zdrowia, ani talentu, tylko same chęci. Ale to nie oznaczało dla mnie rezygnacji z roweru – dodał Kluk. Miałem możliwość pracy w kilku dużych firmach, a poznając branżę i ludzi w niej działających, postanowiłem otworzyć swój własny sklep.
 

Jednocześnie z pracą w branży rowerowej przez piętnaście lat byłem zawodowym strażakiem. Teraz jestem emerytem, a od niedawna nawet rencistą. Dlatego chcę teraz korzystać z pełni życia - mówi Wojtek Kluk.


Chciałem stworzyć miejsce pełne pasji i wraz z Czarkiem Mullerem i Mariuszem Tomalskim otworzyliśmy sklep w bloku przy ulicy Łódzkiej. Dość szybko udało się nawiązać kontakt z Trekiem i staliśmy się sklepem partnerskim tej marki, ale nie wszystko szło po mojej myśli, bo w moich planach uzupełnieniem handlu drogimi rowerami miały być tanie i popularne. W tym celu planowałem uruchomienie współpracy z Unibike, ale znów miałem szczęście, bo żeby zrealizować ten plan, zabrakło nam 60 000 zł. Nie martwiłem się tym długo, bo w dniu otwarcia zrobiliśmy obrót zaplanowany na cały przyszły miesiąc, no i tak to się zaczęło na swoim. Mimo przebudowywania i aneksji kolejnych pomieszczeń Farbykarowerow.com na Łódzkiej w Częstochowie dotarła do granic możliwości lokalowych i kiedy nadarzyła się okazja, Kluk z kamratami rozpoczął, wydawało się szaleńczy, remont ruiny po serwisie samochodowym. Efektem tego stała się otwarta zaledwie dwa lata temu słynna bordowa stodoła na Słonimskiego, o której Kluk mówi: Wciąż uważam ją za jeden z najładniejszych sklepów w Polsce. To było dobre miejsce, tylko krąg klientów i przyjaciół stale się poszerzał. Dlatego, choć sama powierzchnia sprzedażowa była tylko trochę za mała, świat i handlowanie rowerami zmieniło się tak bardzo, że Fabrykarowerów.com musiała znaleźć nowe miejsce. Kluk dużą wagę przywiązuje do wytłumaczenia powodów tak szybkiej zmiany lokalu. Akcentuje problemy z magazynowaniem oraz przepływem towaru w firmie. Żeby przyśpieszyć proces, szef Fabrykirowerow.com wprowadził nowatorski sposób dwufazowego przygotowania rowerów do sprzedaży. Chciał wykorzystać potencjał swojej rozrastającej się załogi tak, żeby zwiększyć efektywność zespołu. W pierwszej fazie szybcy mechanicy stawiali na koła rowery wyciągnięte z kartonów i przekazywali je dalej. Ten wstępny montaż odbywał się w osobno wynajmowanych pomieszczeniach, skąd przewożono je do Stodoły żeby tam najwyżej wykwalifikowani mechanicy  dokonywali ostatecznej regulacji przedsprzedażowej czy opracowania po fittingu. Najpierw tankowałem busa raz w miesiącu, potem raz w tygodniu, ale – jak się okazało – że trzeba to robić trzy razy w tygodniu, zaczęliśmy szukać dużej powierzchni w jednym miejscu – mówi krewki właściciel Fabrykirowerow.com.
 

1. Muzeum rowerów składa się nie tylko z historycznych Treków. Owszem można na własne oczy zobaczyć słynnego Y, czyli „gitarę”, ale wiszą ciekawe Kleiny, a nawet bardzo unikalny Bontrager. 


Wszystko albo nic

Nowy budynek z zewnątrz nie ma takiego charakteru jak stodoła, ale jednocześnie nie przytłacza, zwłaszcza że tłem są wielkopowierzchniowe sklepy spożywcze i meblarskie. Ot, jedna z kilku porównywalnej wielkości hal. Kiedy przekroczyłem próg, stanąłem jednak jak urzeczony. Przede wszystkim przestrzenią. Za plecami mieniły mi się barwami i krzykliwymi logotypami koszulki podarowane Wojtkowi Klukowi przez sportowców przyjaciół. Wśród darczyńców Kluk wymienia Darka Baranowskiego, Zenka Jaskółę, Przemka Niemca, a zjadliwie dodaje też, że: Dwie przekazał nawet Trek. Kiedy to mówi, wręcz ocieka sarkazmem i wymownie patrzy na przedstawiciela Treka, Kacpra Wójcika.
 

2. Trek OCLV 5500 należący do Lance Armstronga znalazł się na wystawie dzięki Jarkowi Popowiczowi. Kluk mówi: Jarek załatwił mi też rower Mollemy. 

 

3. Pomalowany na błyszczący chrom carbon Emonda robi kolosalne wrażenie. Integracja i organiczne kształty pozwalają myśleć, że wykonano  ją z rtęci. Po angielsku to quicksilver.


Po lewej stronie spod zacienionego sufitu zstępują podświetlone eksponaty w postaci rowerów związanych historycznie z Trekiem. Każdy zasługuje na chwilę kontemplacji. Każdy z nich był ogniwem, dzięki któremu Trek budował doświadczenia, a przy pomocy niebanalnych gwiazd sportu zyskał pozycję jednej z najbardziej innowacyjnych marek rowerowych. Patrząc na muzealne eksponaty, wychwyciłem kilka wynalazków, bez których nie wyobrażam sobie nowoczesnego roweru. Ale pokazano także wiele dyskusyjnych projektów. Dojście do perfekcji wymaga odwagi i pogodzenia się z tym, że część z pomysłów czy rozwiązań to ślepe zaułki ewolucji. Wystawa, której kustoszem jest Wojtek Kluk, jest na tyle szczera, że międzynarodowa korporacja, dumna ze swoich osiągnięć, nie była w stanie zaakceptować jej narracji. Możemy jednak zobaczyć tu i Kleina Mantrę, który uważam za najgorszy rower MTB w historii i rower Lance’a Armstronga, o którym pamięć, tak jak jego zwycięstwa w TdF, wykasowano. Czy słusznie? Kwestia zwycięstw osiągniętych nieuczciwie jest bezdyskusyjna – oszust. Jednak nie tylko dla mnie był w tamtych czasach herosem, który zwyciężył raka i wielu innym chorym dawał nadzieję. Udowodniał, że pokonanie tej tragicznej choroby jest możliwe, wystarczy tylko postawić absolutnie wszystko na szali zwycięstwa.
 

4. Zamykanie roweru w akwarium o pojemności kilku metrów sześciennych wyglądało przerażająco. 

 

5. Esencją Fabrykirowerów jest sprzedaż rowerów dla pasjonatów. Ekspozycja pokazuje całą kolekcję Treka, a nie tylko najdroższe modele i pozwala wybrać coś w normalnym budżecie. 

 

6. Olga Jałowiecka po szczęśliwym zakończeniu operacji „Wanna”.


Warto sobie przypomnieć, że lekarze nie dawali mu w zasadzie żadnych szans – nie na sport, nie na zwycięstwa, ale na życie w ogóle! Niestety Armstrong postawił więcej, niż miał, i choć wygrał z rakiem, to przegrał z nowotworem, który rozdął jego ego do rozmiarów nieoperacyjnych. Jednak zanim ostatecznie zmieniła się opinia na jego temat po zakończeniu w grudniu ostatniej chemii, pojawił się w styczniu na treningu Cofidisu i przejechał 100 km. Ale ani to, ani fakt, że ogłosił swoje całkowite wyleczenie i że wraca do sportu, nie zmieniło decyzji jego ówczesnego teamu, który nie przedłużył z nim kontraktu. Zainteresował się nim US Postal/Discovery, którego dostawcą sprzętu był Trek. W 2016 roku Lance Armstrong przyznał się, że brał przed chorobą i po niej. Odium jego win spadło na wszystkich, z którymi się zadawał. Czy w tym wszystkim zawinił rower? To było pytanie retoryczne. Ostatecznie model 5500, dzieło sztuki inżynierskiej, był jedynym legalnym sposobem Armstronga na zyskanie przewagi nad konkurentami. Możemy wieszać psy na gościu, który oszukiwał i zmuszał do oszukiwania, ale rower, na którym święcił swoje tryumfy, jest niewinny i warto go zobaczyć w Częstochowie, choć poddałbym dyskusji dobór komponentów. Mimo wszystko konstrukcja ramy zdecydowała o kierunkach rozwoju współczesnych rowerów. Gdzieś u powały Fabrykirowerow.com zobaczyłem też górskiego Treka – Team Issue z początków lat 90. XX w. Nie, żebym się jakoś specjalnie wzruszał, jednak zapis EKG wykazałby zmianę parametrów. Unikalny, bo pokryty wyłącznie lakierem zabezpieczającym, eksponował industrialny wygląd carbonu, co w jego czasach graniczyło z szaleńczą odwagą. Ówcześnie – jak już coś było carbonowe, to musiało być pokryte dodatkową warstwą regularnej we wzorze tkaniny maskującej życie wewnętrzne kompozytu UD, realnie przenoszącego obciążenia. Dziś taki ekshibicjonizm inżynierski jest normą bo dzięki temu rower jest lżejszy, wówczas był uznawany za faux pas. Konstrukcja tego roweru okazała się kamieniem milowym w konstruowaniu rowerów górskich, a założenia konstrukcyjne OCLV STP (taka sama rama, ale z dodatkowym damperem pod siodełkiem) są bardzo podobne do zastosowanych w pucharowym Supercaliberze, który pozwala rozwijać talent Jolandzie Neff. Mój zachwyt wychwycił Mariusz Tomalski, kierownik sklepu, który podszedł i zapytał z nieukrywaną dumą: No i jak ci się tu podoba? Zacząłem się egzaltować, werbalizując jak najęty to, co wcześniej tylko myślałem sam do siebie. A Mariusz tak słuchał i słuchał, i grzecznie zwrócił mi uwagę: A w sklepie już byłeś? Zaraz, zaraz, to ja nie jestem jeszcze w sklepie? Minęło już z pół godziny, odkąd wszedłem, a ja wciąż byłem w błędzie! Stałem w pubie sportowym zorganizowanym w ogromnym westybulu Fabrykirowerów.com. Kluk tak wyjaśnia powody takiej organizacji i przestrzeni: Chcieliśmy mieć sklep z małą kafejką, ale po pierwsze, serwujemy 20 000 kaw rocznie, a deal z budynkiem był taki, że albo bierzemy wszystko, całą powierzchnię, albo nic. Zacząłem więc się rozglądać za ludźmi, którzy pomogliby mi w realizacji tego pomysłu. Mój kolega ze straży, Sebastian Zasępa, zajmuje się gastronomią od lat i zadzwoniłem do niego, że jest lokal marzeń. Nie namawiałem go szczególnie długo i pub sportowy Fabrykarowerów jest teraz na głowie Sebastiana. Jest to jedyne znane mi w Polsce miejsce, które w tak ogromnej skali poświęcone jest rowerom. Wystrój i nastrój są sportowe, ale przewaga kolarstwa za sprawą wystawy koszulek i eksponatów rowerów historycznych związanych z Trekiem zdecydowanie przeważa nad ścianką wspinaczkową, torami do kręgli czy skromnym nawiązaniem do przyjaźni z żużlowym klubem Włókniarz Częstochowa czy piłkarskim Rakowem. Idealne miejsce na imprezę dla kolarzy albo istotne urodziny. Dla ułatwienia jubilat wybierze sobie prezenty za ścianą.
 

7. Rowery Electra w plażowym otoczeniu prezentują się znakomicie. Jednak na zdjęciu uwagę przyciąga pordzewiały amerykański krążownik szos.

Sklep

Przejście z pubu do sklepu jest jak skok w czasie i przestrzeni. Za plecami zostawiamy półmrok i historyczne pamiątki i wchodzimy w jasność i high-tech. Wszyscy, z którymi rozmawiałem, stwierdzili, że czują się jak we Friedrichschaffen w czasach największej świetności tych targów. Powierzchnia nie przygniata i nie deprymuje, bo jest podzielona na stoiska. Całość to około 1300 m2. Wystawiamy tu 240 rowerów na powierzchni około 500–600 m2 – mówi beznamiętnie Kluk. Warto pamiętać, że w innych sklepach upakowanie ekspozycji bywa dwukrotnie większe. Zapoznanie się z ofertą Fabryki, nie mówiąc już o możliwościach porównania poszczególnych modeli, zdecydowanie uprzyjemnia percepcję. Komfort klienta jest na miarę eleganckich salonów z modą. Zapytałem Kluka, czy jest gotowy na te trudne czasy, w których żyjemy. Trochę popłynęliśmy, omawiając sytuację polityczną i sposób manifestowania sojuszy, ale oprócz emocji Wojtek Kluk pokazał pozytywną stronę swojego biznesu, stwierdzając, że aktualny na początku marca stan magazynowy to ok. 1700 rowerów. Jest z czego wybierać. Ekspozycja Treka nie dominuje przestrzeni. Są inne stoiska, które łączą własny charakter z teatralnością wystawy targów konsumenckich. Dobrze eksponują nie tylko ducha poszczególnych marek, lecz także pozwalają dobrze się przyjrzeć ekskluzywnym produktom, których najczęściej w sklepach dotknąć się nie da. To jest naprawdę unikalne. Pierwszym z nich jest gigantyczny, liczący 120 m2 serwis z dwunastoma stanowiskami. W lożach ulokowały się dwa gabinety fittingu prowadzone przez Michała Barczyńskiego. To nietypowe, że pod jednym dachem można zdecydować się na dopasowanie zgodnie z różnymi filozofiami: Precision Fit lub Gebiomized. Dalej jest grota Therabody i uniwersum Assosa. Środkowe rejony zajmują ekskluzywnymi wystawami Garmin, Rudy Project, Pirelli, Ceramic Speed i Wahoo, jest strefa Named Sport i dyskusyjnie eksponowane buty On Running czy Thule na BMW. BMW jest partnerem motoryzacyjnym Fabrykirowerow, ułatwia nam imprezy oraz ekspozycję Thule, zresztą jestem ich ambasadorem – wyjaśnił mi Kluk, kiedy z zaskoczeniem odnotowałem samochód na powierzchni rowerowego sklepu. Ale na koniec zostawiłem sobie opis miejsca, które robi najmocniejsze wrażenie. Fenomenalne stoisko Electry i jej akcesoriów jest jednym z ostatnich, do których można dotrzeć w całym sklepie. Jan Sentowski z duetu Gawron&Sentowski projektującego elementy artystyczne rozstawione w różnych miejscach Fabrykirowerow.com opowiedział, że: Chcieliśmy nawiązać do korzeni Elecktry kalifornijskiego brandu o hippisowsko-sufringowym kolorycie i zestawić to z klimatem Mad Maxa. Dlatego w centrum stoiska dominuje wbity w wydmę wrak hotroda. Jest skorodowany i nieużyteczny, ale z widocznymi atrybutami malowanymi przez pilotów II wojny światowej na swoich myśliwcach. To oni pierwsi chcieli skompromitować militarystyczne podejście i w ironiczny sposób traktowali rekreacyjne samochody do nielegalnych wyścigów. Dookoła imponującego wraku zgromadzono nowoczesne, ale i lekko nostalgiczne rowery typu cruiser. Faktycznie, jak to przedstawił Sentowski, łączą się zarówno z kulturą Beach Boys, surfingiem, jak i początkami MTB, kiedy postaci takie jak Gary Fisher przerabiały je na klunkery, czyli pierwsze terenowe zjazdówki świata.
 

8. Podział na stoiska kolejnych marek daje możliwość do przeprowadzenia eventów. Na otwarciu Fabryki Przemek Niemiec ścigał się z klientami na trenażerze Wahoo.


Ale stoiska to w Fabrycerowerow.com nie wszystko, jest jeszcze duża sala niezbędna do rehabilitacyjnych aktywności prowadzonych podczas fittingu przez Barczyńskiego, jest 38 m2 tzw. brudnego serwisu z myjnią. Jest magazyn rowerów, a nad serwisem antresola z magazynem serwisowanych rowerów. Są biura sklepu internetowego i studio TV. Rozmach bez pominięcia szczegółów, które robią wrażenie na zwiedzających i klientach. W miesiąc po otwarciu Wojtek Kluk powiedział nam, że przez pierwsze tygodnie sklep był traktowany jak muzeum. Wycieczki przyjeżdżały zwiedzać – mówił. Wcale się nie dziwię, bo liczba szczegółów, smaczków i detali pozwala przychodzić tu wielokrotnie i inspirować się kolarskimi podnietami. W wejściu znalazła się ogromna instalacja, mająca upamiętnić Stanisława Królaka. Unikalna technika własna duetu Gawron&Sentowki wykorzystuje dekonstrukcję dwuwymiarowego zdjęcia w trójwymiarowy obiekt i uwzględnia nawet kilka wiele mówiących pompek sprezentowanych na rzecz powstania tego dzieła przez panią Ewę Królak-Bończak – córkę słynnego pogromcy Ruskich. W podobnej technice wykonano portret innego legendarnego kolarza Marka Galińskiego, który umieszczono w wejściu do sklepu. Są dioramy, są misie w strojach Fabrykirowerów. Chodzisz i zwiedzasz. Kiedy na dzień przed otwarciem Kluk oprowadzał nas przedpremierowo po przestrzeniach, trwały jeszcze ostatnie prace nad dopracowaniem szczegółów. Wszyscy byli mocno zmęczeni i Kluk, funkcjonujący dosłownie na oparach, z coraz intensywniej szklącymi się oczyma, powiedział: Chodzi mi zasadniczo o to, żebyście wiedzieli, że tu jest mnóstwo serca włożone i kupę pracy. I to nie tylko mojej, ale też moich ludzi, którzy tam jeszcze ciężko zapierdzielają, i Oli… To jest naprawdę ciężka tyrka, wyrzeczenia, czas… Zabrałem go moim dzieciom… i po prostu jestem zajebiście zmęczony. Po czym zwalił się na krzesło wzruszony do głębi Wojtek Kluk. Nie mogliśmy go utulić, za duży chłop z niego, ale zgotowaliśmy mu burzę oklasków. 
 

9. Misie w strojach roboczych. 

 

10. Pierwsza gravelówka full suspension Treka. Zrobiona na bazie Supercalibera. 

 

11. Paulina Kornicka z zastępcą szefa serwisu, Romkiem Kalembą, omawiają strategie marketingowe. 

 

12. A dzień wcześniej szef serwisu, Czarek Muller, sprawdzał, czy wszystko w jego królestwie zapięte jest na ostatni guzik. 


Fabrykarowerów.com to są ludzie

Na Łódzkiej było nas trzech. Potem doszedł Romek, Michał, Ola i powoli skład się poszerzał. W nowej Fabrycerowerów pracuje ponad 40 osób, teraz dwie dochodzą. Nie chodzi jednak o liczby, ale o zaangażowanie i serce, jakie wkładają te osoby w rozwój naszej firmy. My się z ludźmi szanujemy, ja się dzielę kasą, rozbudowujemy relacje przyjacielskie i dlatego Fabrykarowerów.com się rozwija – mówi Wojtek Kluk. Na pytanie, jak przebiegają u niego rekrutacje, odpowiada: Nie robię! To się wszystko dzieje przez przypadek. Czasami to są koledzy z rowerów, czasami klienci. Wystarczy, że jesteś fajnym człowiekiem, zaciekawisz mnie, to ja cię zatrudnię. Teraz rzeczywiście doszło kilku mechaników z ogłoszenia albo na przykład historia z Mateuszem Komarem. Widziałem, jak mu idzie w ostatnich latach ścigania i powiedziałem: jak będziesz kończył karierę, przyjdź do mnie do pracy.
Nikt się nie ociąga. Kiedy dzień przed otwarciem pojawiła się szklana „wanna”, która miała osłonić stoisko #Gravel34, na które składa się projekt roweru, kasku, butów i stroju zaprojektowanego przez artystów 
Gawrona&Sentowskiego, skrzyknięto cały dream team do pomocy. Szkło już na oko wyglądało na szalenie ciężkie, biorąc pod uwagę wielkość i nieporęczność, nałożenie tego na rower wydawało się trudnym i nawet trochę niebezpiecznym zadaniem. Każda para rąk się liczyła, ekipa Fabrykirowerów przystąpiła tłumnie, krasząc to przedstawienie dowcipnymi, choć nie zawsze parlamentarnymi, komentarzami i przystąpiła do stawiania niewdzięcznego akwarium na unikalnym Treku Emonda. Chwila skupienia, siły, małpiej zręczności, ale przede wszystkim koordynacji dużego zespołu ludzi, pozwoliła unieść i obrócić w powietrzu szklaną wannę i nakryć nią ostatni eksponat przygotowany ku zadziwieniu ludzkości. Olga Jałowiecka, kobieta życia właściciela Fabrykirowerów.com, patrzyła na to wszystko z napięciem. Kiedy udało się bez strat w ludziach i sprzęcie zakończyć operację wybuchła szczerym entuzjazmem. 
Ale relacje wokół sklepu nie dotyczą wyłącznie personelu, to także kontrahenci czy inspirujący biznesmeni, np. Michał Świerczewski z x-kom, który pomaga z różnorodnymi rozwiązaniami związanymi z e-commercem, bo przecież Fabrykarowerów.com to także prężny sklep internetowy. Bartosz Weron, który, gdy tylko dowiedział się o projekcie nowej Fabrykirowerów, z miejsca zadeklarował współpracę, mówiąc: Wojtek, jasne, wchodzimy grubo.
 

 13. Jeden z ambasadorów Fabrykirowerów, słynny Irek Bielenink, sprawdza przyczepność opon Pirelli. Na wystawie stanęła prawdziwa opona F1 tej marki P Zero Yellow medium. 

Personalizacja

Fabrykarowerów ma w swojej ofercie Treki, jeśli to za mało, można zbudować je a’la carte w programie Project One. To personalizacyjny program Treka, w którym dziesiątki wzorów malowania ram i doboru osprzętu pozwalają stworzyć rower tak unikalny, że nie natkniesz się na podobny w całym kolarskim życiu. Kluk idzie dalej, rozpoczął współpracę z lakiernią, która potrafi zrealizować każdy mokry sen rowerowego fetyszysty. Oferowana jest w tym pornografia tak daleko posunięta, że w zasadzie większości zarażonych cyklozą nie powinno się pokazywać wzorów. Tego nie da się odzobaczyć i może to się skończyć w ten sposób, że zaczniesz z domu wynosić przedmioty, żeby wystarczyło na taki custom. Co prawda, jeśli pomalujesz swój rower na błyszczący jak myśliwiec znad pacyfiku „silver”, Trek odmówi ci uznania gwarancji na ramę, ale lakiernia ma taką renomę, że Ceramic Speed właśnie w niej realizuje swój program personalizacji ekskluzywnych wózków przerzutki. Ten nasz pomysł przeznaczony jest dla wyjątkowych odbiorców, bo choć zasadniczo staramy się sprzedać Project One, bo on zapewnia rower fabryczny, gwarantowany bez możliwych konfliktów w doborze osprzętu, to mimo wszystko od czasu do czasu zdarzają się klienci jeszcze bardziej wymagający lub tacy, którzy nie chcą czekać na odbiór pół roku. Albo też tacy, którzy chcą odświeżyć swoją starą ramę, niekoniecznie Treka. Ale to nie jest zwykła lakiernia. Mamy wypracowaną metodę, jak przygotować ramy, żeby nie popsuć mechanizmów, tych wszystkich Iso Speedów, monolinków itp. ustrojstw. Kokpity robimy od 200 zł wzwyż, a za ramy zabieramy się od 2000 zł.
 

14. Detal portretu Marka Galińskiego w artystycznej instalacji Gawron&Sentowski.

 

15. Studio fittingowe w metodologii Precision Fit sąsiaduje ze studiem Gebiomised, to nigdzie niespotykana synergia. 


Miejsce

Właściciel Fabrykirowerów opowiada: Mieściła się tu kiedyś hurtownia rowerów mojego kolegi, Wojtka Bartolewskiego. Był to czas, kiedy był większy od Krossa, teraz się przebranżowił, ale jeździ na rowerze. Tutaj też wygrałem swój pierwszy wyścig wzdłuż Warty w 1997 roku i tutaj zorganizowaliśmy pierwszy Demo Day. Samo usytuowanie obiektu jest super, bo jesteśmy przy trasie DK1, przy tych słynnych częstochowskich fast foodach. Ale za nami przebiega ścieżka rowerowa wychodzącą z centrum Częstochowy w Jurę. Można pojechać czerwonym szlakiem w lewo na Wieluń albo w prawo na Kraków. Zresztą ciekawe jest to, że Prezydent Częstochowy ogłosił właśnie, że miasto pozyskało dotację 45 000 000 zł na budowę ścieżek rowerowych właśnie stąd na Jurę!
W pubie znalazła się ogromna tablica z informacjami o tym, gdzie i jak można pojeździć. Wystarczy zgrać kod QR, żeby ruszyć zgodnie z opisem. Na terenie stoisk Garmin i Wahoo można wypożyczyć do testu nawigacje z wgranymi ciekawymi wycieczkami po okolicy. W każdy czwartek o dziesiątej rano spod Fabrykirowerów zaczynają się Treningi dla bezrobotnych. Trwają dwie godziny i prowadzi je nie kto inny jak Kluk. Jednak zmiana lokalizacji znacznie poszerza możliwości rozwoju w tej dziedzinie. Dlatego wieczorem o 19:00 kolarze MTB wyjeżdżają na Wieczorne Czwartki. Od marca o 19:00 wystartują Szosowe Wtorki, będzie grupa kobieca i męska w dwóch prędkościach. A w soboty i niedziele można przyjechać na nasze grupowe trzygodzinne treningi. Atrakcją jest to, że można przyjść z dziećmi i zostawić je pod opieką nauczycielki, która zadba o to, żeby spędziły czas wesoło i sportowo. Koszt takiej „szkółki” to będzie symboliczne 15 zł – roztacza kolejną wizję szef. Klienci spoza Częstochowy stanowią 70%. Pytali, jak mają się zorganizować, przecież chcą zrobić fitting, a to kilka godzin, a gdzie się przespać, gdzie zjeść. W nowej lokalizacji mamy i hotel, i restaurację na miejscu i dzięki temu można zaplanować taki przyjazd nie na wariata, tylko tak, żeby spędzić go z przyjemnością. Znaleźć czas na rozmowy z nami i dobre dopracowanie roweru. Żyć tym wydarzeniem, a może nawet wybrać się potem z nami na wycieczkę po okolicach – zaprasza wszystkich Wojtek Kluk.

  • Grzegorz Jóźwiak | Colex Poznań
    Muszę powiedzieć, że poczułem się jak na targach. Duża przestrzeń, wszystko fajnie podzielone na stoiska. Robi to naprawdę dobre wrażenie, zastanawiam się, jak to zadziała w naszych warunkach. Sklep na pewno jest imponujący i wyróżnia się na naszym rynku. Handel się przeobraża i na coraz większą skalę odbywa się przez internet. Różne marki uwolniły sprzedaż internetową, Trek również, co jest na pewno jakimś problemem. Duże zaplecze magazynowe może stanowić wyzwanie dla mniejszych sklepów. Taki serwis z pewnością poprawia sprzedaż, jednak wciąż nie stanowi to tak kolosalnego udziału w dochodach sklepu jak w branży motoryzacyjnej.
     
  • Paulina Kornicka | PR & media specialist Trek
    Pierwsza myśl po zobaczeniu tego miejsca nie dawała się wyrazić w cenzuralny sposób. Zabrakło słów. Znałam projekt i zdaję sobie sprawę, że oglądanie wizualizacji nie pozwala odnieść się do zakończonej realizacji, jednak są granice pozwalające działać wyobraźni. Tutaj ten mechanizm u mnie nie zadziałał. Zarówno pub, jak i sklep czy pomieszczenia dodatkowe współgrają i są bardzo spójne. Bardzo przypomina mi to Eurobike, podział na stoiska reprezentujące poszczególne brandy, narracja marek przełożyła się na walory wizualne. Każde miejsce jest ciekawe i zwraca uwagę, ale bez zakłócania obrazu całości. Elektra ma proste stoisko, które robi piorunujące wrażenie. Wyróżnia się w całym sklepie, a jednocześnie nie przytłacza samych rowerów, stanowiąc idealne tło. Pokazuje nastrój zabawy i trochę mruży oko. Wojtek wielokrotnie wyprzedzał trendy i choć czasami jego kolejne pomysły wydają się szalone, to miejscem, w którym się obecnie znalazł, udowadnia, że trafia w sedno. Sądzę, że ten obiekt na stałe wpisze się na mapę polskiej sceny rowerowej, zarówno ze względu na skalę, rozmach, jak i dopracowanie pomysłu. Ma szansę stać się miejscem wręcz kultowym, którego zobaczenie jest warte pielgrzymki. Prezentacja produktu i doskonały dostęp do poszczególnych części i rowerów zachęca, by podejść i dotknąć, dzięki czemu łatwiej podjąć decyzję o zakupie. Do tego dochodzi obsługa, która wie, jak poprowadzić rozmowę. Myślę, że jest to największy sklep w Europie, nie wiem, czy tego typu przedsięwzięcie tak dopracowane i takie ogromne jest gdziekolwiek na świecie.
     
  • Marek Norko | Aspire
    Znam wiele porządnych i topowych sklepów w Polsce, ale dopiero jak widzisz to, co tu się dzieje, możesz stwierdzić, ile tam jeszcze rzeczy można zrobić. Skala jest ogromna, głupie torebki podsiodłowe w ośmiu kolorach jednej marki Electra. Ja wiem, ile trzeba zachodu, żeby to wszystko zgromadzić. Jestem zawodowcem i takie szczegóły robią na mnie wrażenie. Ściągnąć w tych czasach taką masę towaru, to jest coś niebywałego. Piękny sklep, żeby to się tylko wszystko sprzedało.
     
  • Anna Szafraniec | wybitna kolarka MTB
    Ja wiedziałam, że tak będzie, znając Wojtka, podejrzewałam, że będzie z takim przepychem. No bo nie wygląda to jak otwarcie sklepu rowerowego, tylko wielka premiera, rozdanie Oscarów, w ogóle nie ma się wrażenia sklepu rowerowego. Zachwycające są te wszystkie pamiątki znanych ludzi, ale nie powiem ci, że byłam w stanie coś tu obejrzeć, bo cały czas tylko spotykam sławnych znajomych. Rozmawiałam już z Darkiem Baranowskim, Zenkiem Jaskółą, z Przemkiem Niemcem, z Jarkiem Maryczem, z Adasiem Proboszem, z Wojtkiem. Jestem tu prawie godzinę i dopiero weszłam do sklepu, nie spodziewałam się, że będzie Marcin Prokop, Jarek Miodoński, Lesiu Piasecki – mój bardzo serdeczny kolega ze studia TVP Tour de Pologne i zeszłorocznej Gali – samo to świadczy o randze wydarzenia. 

Przypisy