Dołącz do czytelników
Brak wyników

Jak przygotować się na rowerowe podróże małe i duże Wszechstronny
poradnik wyprawowy

Artykuł | 11 maja 2019 | NR 29
184

Zbliża się lato, a więc czas, kiedy coraz więcej osób myśli nie tylko o parogodzinnym wypadzie na rower, ale także kilkudniowych wyprawach czy wielotygodniowej przygodzie w nieznanych zakątkach świata. Jaki wybrać rower, w co się zapakować i jak uniknąć zgromadzenia całej sterty niepotrzebnych rzeczy, których ani razu nie użyjemy? Odpowiedź na to pytanie można by zacząć od nieśmiertelnego: to zależy. No właśnie, zależy.

 

Zbliża się lato, a więc czas, kiedy coraz więcej osób myśli nie tylko o parogodzinnym wypadzie na rower, ale także kilkudniowych wyprawach czy wielotygodniowej przygodzie w nieznanych zakątkach świata. Jaki wybrać rower, w co się zapakować i jak uniknąć zgromadzenia całej sterty niepotrzebnych rzeczy, których ani razu nie użyjemy? Odpowiedź na to pytanie można by zacząć od nieśmiertelnego: to zależy. No właśnie, zależy.

Gdy szkołę lub studia mamy już za sobą i wymiar urlopu wpływa na organizację czasu wolnego, trzeba się zastanowić, na ile dni możemy wyjechać. Inaczej będzie wyglądało pakowanie na krótki, trzy-, czterodniowy wypad, a inaczej na wielodniową wyprawę. Inny będzie też optymalny rower i sposób przewożenia bagażu. Kolejną zmienną w tym wakacyjnym równaniu są noclegi. Możliwości jest wiele, ale ogólnie można je sprowadzić do następującego wyboru: albo jesteśmy samowystarczalni w zakresie spania, albo zdajemy się na usługi noclegowe, dostępne w różnych formach – od couchsurfingu przez agroturystykę aż do nocowania w hotelach. Pierwsze rozwiązanie niesie ze sobą dużą dozę niezależności, niskich kosztów i ducha wolności, ale powoduje, że wieziemy ze sobą dużo większy bagaż. Drugi pozwala na jazdę niemal ,,na lekko”, ale wymaga grubszego portfela. Kwestie budżetu sprowadzają nas z kolei do trzeciego ważnego pytania: ile możemy lub chcemy na to wszystko wydać? Wbrew pozorom różnice mogą być tutaj ogromne.

Możemy znaleźć stary rower w piwnicy, zabrać plecak z szafy i ruszyć w nieznane z założeniem, że nocować będziemy gdzie popadnie. Jest to najtańsza możliwość, ale liczba przygód, która może nas spotkać na trasie, w związku z zepsutym sprzętem czy z powodu zupełnie nieprzewidywalnych dziennych przebiegów, może być bardzo duża. Tak duża, że nie każdy może sobie na to pozwolić, zwłaszcza gdy w grę wchodzi długość urlopu albo lista miejsc, o których odwiedzeniu od dawna marzymy. Istotna jest także kwestia przyjemności z jazdy. Nie każdy chce męczyć się z plecakiem w trzydziestopięciostopniowym upale albo jechać na ledwie toczącym się rowerze. Niewątpliwie jednak budżetowa forma noclegów ma także swój urok.

Znam kilku rowerzystów, którzy potrafią przeżyć trzy tygodnie na rowerze za równowartość 800 zł. Jest to możliwe dzięki tzw. noclegom na gospodarza, czyli liczeniu na to, że ktoś przenocuje nas w domu czy ogrodzie. Można w ten sposób poznać wielu niezwykłych ludzi, ale z drugiej strony nie każdemu takie spanie codziennie u kogoś nieznajomego może się podobać.

 

Drugi model podróżowania to pewien kompromis, w myśl którego jedziemy na porządnym sprzęcie, ale nie wydajemy fortuny na noclegi, śpiąc w namiocie na dziko lub na kempingach. Jeszcze inna koncepcja to jazda bez namiotu i sakw ze spaniem np. w pensjonatach. Niewątpliwie jest ona najbardziej kosztowna, ale też najwygodniejsza. Odbiera nam to jednak trochę tego pociągającego klimatu eksploracji. Cóż, każdy wybiera to, co lubi najbardziej.

Jeśli znamy już, choćby w zarysie, odpowiedzi na powyższe pytania, możemy przystąpić do dalszych wyborów. Mając do dyspozycji np. trzy, cztery dni w ramach długiego weekendu, stajemy przed wyborem trasy i noclegów. Jeśli naszym celem jest np. poznanie słowackich Tatr – czy to na szosie, czy na MTB – to najlepszym wyborem będzie najprawdopodobniej jazda z małą ilością bagażu. W takiej sytuacji – jazda rowerem szosowym lub rowerem z pełną amortyzacją – namiot raczej nie wchodzi w grę. Jesteśmy więc skazani na noclegi np. w gospodarstwach agroturystycznych. Oczywiście można zabrać ze sobą wszystkie biwakowe szpeje, ale przy dużych przebiegach, małej ilości czasu i chęci przejechania jak największej liczby kilometrów dodatkowe obciążenie nie ma większego sensu. Kiedy postawimy na taki krótki rodzaj wypoczynku, otwiera się przed nami cały arsenał bikepackingowych rozwiązań.

W moim rozumieniu podstawą takiej filozofii pakowania jest absolutny minimalizm. Przede wszystkim wybieramy torbę podsiodłową oraz torbę na kierownicę. Jednym z pionierów tego typu rozwiązań na szeroką skalę jest angielska firma Apidura. Szybko doszlusował do niej niemiecki Ortlieb i Topeak.

 

Najważniejszą sprawą przy tego typu torbach, jak i przy wszystkich innych sakwach rowerowych, jest ich nieprzemakalność. Suche ubrania na przebranie, niezalana elektronika czy suchy prowiant to podstawowe sprawy.

Funkcjonalność i sposób montażu także odgrywają ważną rolę. Dodatkowo producenci oferują wiele dodatkowych toreb do bikepackingu, mocowanych chociażby w głównym trójkącie ramy, na niej lub np. bezpośrednio do ramion przedniego widelca. Pytanie tylko, czy montowanie wszystkich możliwych toreb nie sprawi, że rower przestanie być już taki lekki i minimalistycznie objuczony. Inną ważną sprawą przy mocowaniu toreb paskami do ramy jest konieczność jej wcześniejszego obklejenia. W innym wypadku możemy być pewni, że rama roweru będzie doszczętnie porysowana i wytarta. Dlatego ograniczenie się jedynie do torby podsiodłowej i na kierownicę pozostawia nie tylko lżejszy rower, ale także ramę w nienaruszonym stanie.

Warto jednak zaznaczyć, że jest też bardziej ekstremalny odłam bikepackingu, w którym staramy się pozostać samowystarczalni i zabieramy mikroskopijny namiot, matę samopompującą i śpiwór lub hamak oraz płachtę biwakową. Nie każdy jednak chce to wszystko wozić, zwłaszcza gdy przed sobą mamy naprawdę solidne przewyższenia albo jedziemy na pustynię, gdzie hamaku powiesić się nie da.

 

Śpiwór to istotny element ekwipunku nie tylko w wypadku bikepackingu, ale wszelkich wyjazdów, podczas których śpimy pod chmurką. Najlepszym wyborem są śpiwory puchowe, które są lekkie i bardzo ciepłe. Dobrym przykładem są śpiwory rodzimej produkcji, firmy Cumulus, np. model Lite Line 200.

Wadą puchu jest to, że jest droższy, pranie kłopotliwe, a gdy śpiwór zostanie zamoczony, traci swoje właściwości. Odporniejsze na częstsze pranie są cięższe śpiwory syntetyczne.

Poza śpiworem warto też pomyśleć o dobrej kurtce przeciwdeszczowej. Dobre parametry oddychalności i wodoodporności zapewnią nam komfort termiczny przez cały dzień, zarówno w deszczu, jak i przy porywistym wietrze. Dobrym rozwiązaniem są poncza rowerowe, które chronią także nogi, ale niestety, nie są oddychające, co powoduje, że działają jak szklarnia, a dodatkowo bardzo upośledzają aerodynamikę.

W wypadku zarówno krótkich, jak i długich wypraw podstawowa jest oczywiście kwestia roweru. Z jednej strony jest to temat rzeka, bo każdy ma jakiś preferowany typ – ze względów finansowych lub zgoła odmiennych. Jednak na potrzeby tego artykułu zakładamy, że nie mamy żadnego sprzętu, który warunkuje nasze późniejsze wybory. Zaczynamy od zera. Gdy ktoś pyta mnie, jaki rower zabrać na wyprawę zwykle pierwszy na myśl przychodzi mi rower trekkingowy, ale przy dzisiejszej specjalizacji rowerów nie zawsze będzie to wybór optymalny. Na krótkie wypady dobry będzie rower szosowy endurance lub gravel. Wygodna geometria, stosunkowo niska masa oraz grubsze opony sprawdzą się przy całodniowej jeździe. Jednocześnie jednak niższa niż w rowerze trekkingowym pozycja pozwoli utrzymywać wyższą średnią prędkość i łatwiej walczyć z silnymi wiatrami. W wypadku wypadów w teren hardtail, fullsuspension czy fatbike są z oczywistych względów lepsze od roweru trekkingowego.

Wyprawa rowerowa w najszerszym znaczeniu tego pojęcia zwykle kojarzy się jednak z jazdą z sakwami po drogach asfaltowych i przemierzaniu wielu tysięcy kilometrów. Wtedy na horyzoncie pojawia się wspomniany już wcześniej rower trekkingowy. Rama przygotowana do montażu solidnego tylnego bagażnika oraz lowridera na przednim widelcu, wygodna pozycja, nóżka, błotniki czy wreszcie dynamo w piaście – to wszystko elementy, które zapewniają dużo wygody. Przy długiej wyprawie nowoczesna piasta z dynamem pozwala nam ładować elektronikę w czasie jazdy, ale także poprawia bezpieczeństwo, umożliwiając jazdę na światłach przez całą dobę.

 

Nie sposób nie wspomnieć o bardzo niedocenianym typie roweru, czyli rowerze poziomym, a zwłaszcza jego trójkołowej odmianie, produkowanej np. przez Hasebikes, Icetrikes czy czeski Azub. Trójkołowce wydają się wymarzonym środkiem transportu na wyprawy. Pozioma pozycja jest aerodynamiczna, bardzo efektywna i jednocześnie nie męczy naszego ,,siedzenia”. Tego typu rowery są trochę cięższe, ale jednocześnie zazwyczaj mają składane ramy, co...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy