Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport

29 kwietnia 2019

NR 27 (Styczeń 2019)

Jedna dyscyplina to za mało

0 191

Ania Tomica – od pływania przez kolarstwo górskie do zawodowego cross triathlonu. Szósta zawodniczka w klasyfikacji Pro kobiet Xterra Euro Tour, zwyciężczyni Beskidy MTB Trophy w 2018 r.

Ania Tomica – od pływania przez kolarstwo górskie do zawodowego cross triathlonu. Szósta zawodniczka w klasyfikacji Pro kobiet Xterra Euro Tour, zwyciężczyni Beskidy MTB Trophy w 2018 r.

 

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda ze sportem?

Kiedy miałam 14 lat, byłam trudnym dzieckiem. Uciekałam z zajęć w szkole, w tym z WF-u. W ramach resocjalizacji rodzice zapisali mnie na basen, żebym gdzieś spożytkowała nadmiar energii. Chodziłam z grupą młodszych dzieci, brakowało mi entuzjazmu i motywacji. W końcu podsłuchałam rozmowę trenera z rodzicami, w której stwierdził, że tak leniwe dziecko jak ja nigdy nic nie osiągnie. Z przekory postanowiłam więc jednak coś osiągnąć. Od kolejnego treningu wypruwałam sobie żyły, żeby być jak najlepsza. Obudziła się we mnie dotąd nieznana cecha – ambicja. Po pewnym czasie basen przestał mi wystarczać. Szczęśliwie tak się złożyło, że pojechałam z mamą na objazd trasy zawodów MTB, w których początkowo to ona miała wystartować jako brakujące ogniwo do utworzenia mieszanego składu drużyny. Ku powszechnemu zaskoczeniu radziłam sobie całkiem nieźle i ostatecznie zawodnicy z drużyny postanowili zastąpić mną moją mamę. W zawodach wystartowałam, ukończyłam je z całkiem dobrym rezultatem, a drużyna zajęła trzecie miejsce. Tak właśnie narodziła się moja miłość do kolarstwa górskiego.

Zaczynałaś od pływania, następnie padło na kolarstwo górskie. Co było dla Ciebie najtrudniejsze przy zmianie dyscypliny?

Panicznie bałam się zjazdów. Żeby przezwyciężyć strach, próbowałam pokonać każdy zjazd, jaki napotkałam na swojej drodze. W wyniku czego nieustannie się przewracałam. Ludzie z mojego otoczenia zaczęli podejrzewać, że jestem ofiarą przemocy w rodzinie. Mój najbardziej spektakularny upadek nastąpił na trasie Pucharu Polski XC w Szczawnie-Zdroju. Podczas objazdu trasy podobno pokonałam słynną ściankę, już jednak podjazd, który znajdował się zaraz na nią, zaatakowałam własną twarzą. Skończyło się szwami na wargach, na całej twarzy, przestawionej szczęce i wstrząśnieniu mózgu, mimo to moja miłość do MTB trwała dalej.

Przez wiele lat należałaś do czołówki kobiecego maratonu MTB. Dlaczego akurat maraton? Jak przebiegała Twoja kariera i co wpłynęło na decyzję o jej zakończeniu?

Maraton wybrałam dlatego, że preferowałam dłuższy wysiłek – były to głównie maratony na dystansie mega, przede wszystkim te organizowane przez Grześka Golonkę ze względu na bardziej wymagające trasy. Z ciekawostek dotyczących mojej kariery: chcąc sprawdzić, czy sobie poradzę na koronnym dystansie giga, podczas zawodów Grabka w Ustroniu wystartowałam na dystansie długim, niestety, na nim startować można było po ukończeniu 19 lat,
ja miałam 17… Zrobił się z tego całkiem duży skandal, w wyniku czego dostałam dwuletnią dyskwalifikację na zawodach organizowanych przez Grabka, dodatkowo wyrzucono mnie z drużyny. Do 2013 r. startowałam w maratonach MTB i etapówkach MTB, odnosząc większe lub mniejsze sukcesy na krajowym podwórku. Ostatni sezon w 2013 r. był dla mnie trudny: z powodu problemów zdrowotnych moja forma była nierówna – w jednym tygodniu potrafiłam wygrać klasyfikację open kobiet, a w następnym nie kończyłam wyścigu. Podjęłam wtedy trudną dla mnie decyzję i zrezygnowałam z dalszego udziału w zawodach. Skupiłam się na pracy jako trener pływania oraz na studiach na dwóch kierunkach: pedagogicznym i graficznym, moje ambicje zaspokajałam przez udział w konkursach i wystawach artystycznych.

 

W takim razie skąd wziął się pomysł na triathlon?

Z czasem – w 2016 r. – pojawiło się kilka osób, które pod moim okiem chciały doskonalić lub nabyć umiejętności pływackie w celu wykorzystania ich w triathlonie. Żeby lepiej ich przygotować, postanowiłam sama wystartować w zawodach triathlonowych. Padło na zawody w wersji Cross w Zabierzowie.

Zupełnie niespodziewanie odkryłam nową pasję i zdecydowałam się wrócić do regularnych treningów kolarskich, tym razem dołączając do tego pływanie i bieganie. W Zabierzowie wygrałam, na Mocarnym Zbóju byłam druga. Pełna wiary we własne możliwości zapisałam się na zawody Xterra Poland (gdzie można było zdobyć kwalifikację na Mistrzostwa Świata Xterra na Hawajach) oraz na odbywające się tydzień później Mistrzostwa Polski w Cross Triathlonie. Znając profil i dystanse MP, byłam przygotowana na wysiłek dwu-, maksymalnie dwuipółgodzinny. A tu zawody Xterra trwały prawie cztery godziny. Na początku etapu biegowego zupełnie mnie odcięło i dwa razy potknęłam się o własną nogę, przytulając glebę twarzą, naderwałam wtedy torebkę stawową i więzadła w obu kostkach, zawody ukończyłam trzecia wśród amatorek i wygrałam slota na Hawaje. Nie zważając na kontuzję, stanęłam na starcie mistrzostw Polski, ostatecznie ukończyłam zawody na czwartej pozycji open, włączając zawodniczki elity, i wygrałam klasyfikację amatorów. Wynik był na tyle dobry, że pozwolił mi na awans do kategorii Pro. Wtedy pomyślałam: „Czemu nie?”. Było to sweg...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy