Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport

28 kwietnia 2019

NR 28 (Marzec 2019)

Mistrzostwa Europy adventure racing w Polsce!

0 189

Tegoroczne zawody Adventure Trophy zyskały rangę mistrzostw Eujustyropy. Po sześciu latach przerwy rywalizacja o mistrzostwo Starego Kontynentu powróci w polskie góry, a meta zlokalizowana będzie w Krakowie. Na liście startowej międzynarodowa obsada, obecnie blisko 20 zespołów z całej Europy.

Adventure + racing = rajdy przygodowe. O co w tym biega?

Jechać po przygodę to jedna z głównych myśli przewodnich w tym sporcie. Przygoda, którą zapamiętasz na długo. Masz to jak w banku. Nie, to nie będzie kolejny odhaczony maraton w sezonie. To będzie coś, czym Twoja głowa będzie się karmić przez dłuższy czas.

Na pytanie „Jak to wygląda?” odpowiem krótko: to taki dłuższy maraton rowerowy albo wycieczka, która może potrwać nawet dwie, trzy doby, a czasem dłużej. Tylko że od czasu do czasu zostawisz rower, żeby pobiegać po górach i zaroślach lub popływać kajakiem, niekiedy zaś pojeździsz na rolkach.

Niemożliwe staje się możliwe, kiedy masz w zespole trzech takich samych pomyleńców jak ty.

 

 

Dodatkowe urozmaicenie to zadania linowe: tyrolka, most linowy, nierzadko eksploracja jaskini. Niemożliwe staje się możliwe, kiedy masz w zespole trzech takich samych pomyleńców jak ty. Bo to jest dyscyplina dla czteroosobowych drużyn, w których musi być przynajmniej jedna osoba przeciwnej płci. W zdecydowanej większości proporcje wynoszą trzy do jednego (trzech mężczyzn i jedna kobieta), ale nie ma reguły, może być na odwrót. Nie można zapomnieć o integralnej części adventure racing, jaką jest orientacja w terenie. Przez całe zawody zespół nawiguje i porusza się po trasie, używając kompasu i mapy, tak aby odnajdować punkty kontrolne. Tak, tak, wracamy do lat 90. Nie ma GPS-sów, nie ma pętli wyznaczonej taśmami i nie ma strzałek na drzewach. Trzeba się dobrze nagimnastykować, by wybrać najlepszy, czyli najkrótszy i najmniej męczący wariant dojścia do punktu. To jednak, co najważniejsze w drodze do sukcesu w tym sporcie, to współpraca w zespole i wsparcie w trudniejszych momentach.

Podobnie jak w innych dyscyplinach wytrzymałościowych, także tutaj magnesem przyciągającym zawodników jest chęć sprawdzenia się, obcowanie z przyrodą i przeżycie przygody. Brzmi to banalnie, ale jak w każdym sporcie wymagającym długotrwałego wysiłku chodzi o to, żeby się dobrze sponiewierać, poznać granice swego ciała i umysłu, a później długo to wspominać.

 

HISTORIA rajdów przygodowych

Od czego się zaczęło w Polsce? Musimy zatem cofnąć czas do 1999 r. Z koncepcją organizacji rajdu przygodowego do sekcji biegów na orientację w WKS Wawel w Krakowie przyszedł znany narciarz, przedstawiciel marki Salomon w Polsce – wspomina Roman Trzmielewski (organizator pierwszych zawodów typu adventure). Wówczas firma Salomon była kojarzona z nartami, a zależało im na wypromowaniu sprzętu outdoorowego. Francuzi, w których rękach była wówczas firma, zdecydowanie chcieli powierzyć przeprowadzenie zawodów orientalistom z Krakowa, ci bowiem z kolei mieli dobrą renomę jako organizatorzy wcześniejszych pucharów świata w biegach na orientację. Tak narodziła się inicjatywa rodem z Francji, gdzie rajdy cieszyły się powodzeniem, a wraz z nią pojawił się budżet, w końcu znaleźli się realizatorzy. Teraz trzeba było znaleźć zawodników, którzy zapragną konkretnie się zmęczyć. Ponieważ polskie środowisko rajdowe wtedy nawet nie raczkowało, nie było to łatwe zadnie. Jak dodaje Roman Trzmielewski: W tamtych czasach internet był w powijakach, ale rzuciliśmy temat na popularne grupy dyskusyjne: rowery, wspinaczka, bieganie, wysłaliśmy mailowo zaproszenia pod wszystkie adresy, które znalazły się bazie klubu. Pojawiły się zapowiedzi w czasopismach i na stronach internetowych. Oddźwięk był, i to duży.

Nie ma GPS-sów, nie ma pętli wyznaczonej taśmami i nie ma strzałek na drzewach. Trzeba się dobrze nagimnastykować, by wybrać najlepszy, czyli najkrótszy i najmniej męczący wariant dojścia do punktu.

 

Salomon Adventure Trophy odbywał się z sukcesami w latach 1999–2003. Pierwsza edycja na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej była jeszcze dla zespołów dwuosobowych, w formule dwudniowej z przerwą na sen. Dopiero kolejne edycje przybrały właściwą formę non stop, w czteroosobowych drużynach, choć dopuszczano zespoły tylko męskie w odrębnej kategorii. Zawody najwidoczniej przypadły uczestnikom do gustu, bo przez kolejne lata zapaleńców przybywało. Do tego stopnia, że w 2000 i 2001 r. organizatorzy musieli przeprowadzać eliminacje. Nastąpiła eksplozja zgłoszeń. W Bieszczadach w 2001 r. rajd był niezwykle ciekawy i dynamiczny, kosztował nas sporo wysiłku organizatorskiego. To były złote czasy – wraca pamięcią Roman Trzmielewski. Następne edycje w 2002 i 2003 r. stały na wysokim poziomie trudności. Wyśrubowane limity czasowe pozwalały ukończyć w całości rajd tylko najlepszym zespołom. Po rocznej przerwie i po podjęciu współpracy z nowym sponsorem kolejne edycje Adventure Trophy w latach 2005–2007 gościły pod Tatrami. W 2008 r. zawody miały format mistrzostw Europy, a zwyciężył zespół z Polski. Ostatni dla Romana Trzmielewskiego i jego ekipy był rajd w 2010 r. w Arłamowie. Niestety, zaobserwować można było mniejsze zainteresowanie ze strony startujących i sponsorów. Zawody można zorganizować, jak się ma dla kogo – podsumowuje Roman Trzmielewski. Na szczęście tendencja spadkowa w Pol...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy