Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport , Otwarty dostęp

25 sierpnia 2021

NR 52 (Sierpień 2021)

Po co w World Tourze fizjoterapeuta?

0 112

Siedzimy w Villi Stara Apteka w Srebrnej Górze i dyskutujemy, czy mój mostek z ujemnym wznosem nie wykańcza moich nadgarstków i pleców. Siedzę na mojej przełajówce podpięta pod kabelki poprzyklejane do moich nóg, bioder oraz ramion i wpatruję się w monitor, na którym migają zielone i czarne cyferki.

 

POLECAMY

Nie mogę z honorem przyjąć diagnozy, że w takim ustawieniu pochylenie moich pleców jest za duże, no bo przecież mostek na plus to jakiś obciach, ale bikefitter uparcie tłumaczy, że leżę na rowerze jak pijaczyna na barze i tak się nie godzi. Nawet w pro peletonie. Nagle Marcin, który namówił mnie na te bikefittingowe czary w SGR Lab, przygląda się, jak jego młodszy bikefitter ostatecznie odkręca kapsel w mojej rurze sterowej, odbiera telefon z triumfalnym okrzykiem: „mamy telefon z Tour de France!”.
Dzwoni Bartek Czerwiński, fizjoterapeuta i starszy bikefitter przy SGR Lab w Srebrnej Górze. To z nim miałam się spotkać, by dokonać czarów z ustawieniem mojego głównego wyprawowego roweru, ale Bartek miał inne plany – 21 dni z teamem Bora-Hansgrohe na największym wyścigu świata! Prosimy o pozdrowienie Petera Sagana, a ja trzy dni później mam wywiad z fizjoterapeutą, który współpracuje z trzykrotnym mistrzem świata. Tak się to robi w kolarskim światku!

 

 

Foto: Christof Kreutzer Bora-Hansgrohe 

 

 

Anna Tkocz: Kim jest Bartłomiej Czerwiński, co robi na TdF i jak tam trafił?

Bartłomiej Czerwiński: Jestem fizjoterapeutą z dziesięcioletnią praktyką w zawodzie. Od początku swojej zawodowej kariery byłem ukierunkowany na pracę w kolarstwie, ponieważ osobiście jestem pasjonatem tego sportu.
Współpracę z ekipą Bora-Hansgrohe rozpocząłem rok temu i już teraz wiem, że przez najbliższe lata nie będę zmieniał klubowych barw. Wcześniej przez pięć lat byłem związany z zespołem CCC Team. Jednocześnie wspierałem swoją pracą zawodników Kadry Narodowej (m.in. podczas Mistrzostw Świata w Bergen w 2017 roku).
Tour de France jest jednym z moich ulubionych wyścigów, przede wszystkim ze względu na świetną organizację oraz prestiż. To już drugi raz, gdy mam przyjemność uczestniczyć w TdF i za każdym razem towarzyszą temu podobne emocje, mimo że jestem tu w pracy, nie zawsze lekkiej. Moim głównym zadaniem jest opieka nad zawodnikami, przywracanie im utraconych funkcji po kraksach, ale również utrzymywanie ich ciał na najwyższym możliwym poziomie funkcjonowania podczas etapów. W czasie tak ciężkiego wieloetapowego wyścig każda najmniejsza część ciała zawodnika poddawana jest ogromnym przeciążeniom.

 

 

Foto: Christof Kreutzer Bora-Hansgrohe 

 

A.T.: Na czym polega Twoja rola, czy są w Bora-Hansgrohe osoby, które mają podobne zadania?

B.Cz.: Moją główną rolą jest doprowadzanie i utrzymywanie zawodników na najwyższym poziomie funkcjonowania. Naturalnie najwięcej pracy jest, gdy zawodnik zostaje poszkodowany w wypadku. Wtedy tak naprawdę zaczyna się prawdziwy wyścig z czasem. Po kraksie zawodnik najpierw ma spotkanie z doktorem, zwykle ma to miejsce w trakcie podróży autokarem z mety do hotelu. Wówczas lekarz opatruje rany. Następnie zawodnik trafia na mój stół fizjoterapeutyczny, gdzie do późnych godzin staramy się maksymalnie zredukować opuchliznę, stan zapalny i wtórne napięcie mięśni.
Nazwałem to wyścigiem z czasem, ponieważ mamy zaledwie kilkanaście godzin, aby postawić zawodnika na nogi i doprowadzić do stanu, który pozwoli mu wystartować następnego dnia. Najgorszy dla zawodnika jest dzień po urazie, ponieważ wtedy ból jest najbardziej dokuczliwy.
Obecnie w ekipie jest pięciu fizjoterapeutów z trzech różnych krajów: z Niemiec, Czech i Polski. Na każdym wyścigu jest tylko jeden z nas. Mnie przypadła przyjemność pracy podczas TdF. Z pozostałymi fizjoterapeutami widzimy się wyłącznie podczas okresu przygotowawczego i zgrupowań.

 

A.T.: Czy miałeś dzień wolny, tak jak i reszta zawodników?

B.Cz.: Nie do końca, gdyż nasze dni i role się różnią. W dniu wolnym faktycznie jest trochę więcej czasu niż podczas dnia wyścigowego. Zwykle kolarze jadą na krótki trening, natomiast obsługa przygotowuje się do kolejnego etapu, mechanicy przygotowują rowery, grupa masażystów przygotowuje bidony i jedzenie na etap zarówno dla kolarzy, jak i dla obsługi.

 

 

Foto: Christof Kreutzer Bora-Hansgrohe 

 

A.T.: Jak wyglądają obecnie nastroje w teamie?

B.Cz.: (Rozmawiamy we wtorek, 13 lipca, po drugim dniu wolnym. Do końca wyścigu pozostało pięć dni. Peter Sagan z uwagi na kontuzję i operację kolana wycofał się z wyścigu w poprzedni czwartek).
Nastroje wbrew pozorom są bardzo dobre, ekipa ma jasno wyznaczone cele na ten wyścig i każdy stara się dołożyć swoją cegiełkę, aby ten cel osiągnąć. Morale troszkę spadły po tym, jak Peter musiał się wycofać z wyścigu z powodu kraksy, ale tego samo dnia Nils Politt odniósł zwycięstwo etapowe, a dzisiaj wracamy z kolejnym zwycięstwem Patricka Konrada. Czasem słońce, czasem deszcz, są wzloty i upadki, ale do Paryża już niedaleko.

 

A.T.: Co robisz w dniu wolnym? Co robią zawodnicy?

B.Cz.: Rano oczywiście porządne śniadanie i kawa. Gdy zawodnicy jadą na trening, staram się pomóc masażystom w przygotowaniu wszystkiego na kolejny dzień, bidony, jedzenie, zakupy itp. Po treningu zawodnicy biorą prysznic i udają się na obiad, a później odpoczywają w pokojach. W godzinach południowych jestem zaangażowany w masaż i terapię. Staram się spotkać z każdym kolarzem podczas dnia wolnego, aby zrobić krótki check-up przed kolejnym tygodniem wyścigowym. Nie zawsze jest tak, że zawodnik przychodzi z problemem bólowym, ale na przykład czuje, że jest zablokowany, czy też ma wrażenie, że nie siedzi prosto na rowerze. Wtedy skupiam się...

Artykuł jest dostępny w całości tylko dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

Przypisy