Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport

11 września 2019

NR 34 (Wrzesień 2019)

Grand Prix Amatorów na Szosie

0 99

Grand Prix Amatorów (GPA) brzmi szalenie dostojnie i głęboko zapada w pamięć każdego kolarza amatora – i słusznie, bo jest to całkiem ciekawa inicjatywa obejmująca cały kraj. Mimo że są to amatorskie wyścigi na rowerach każdego rodzaju, to radocha, jaką przynoszą, jest niebywała.

GPA to cykl szesnastu wyścigów w trakcie sezonu, rozsianych po całej Polsce. Jedne łatwe, drugie trudniejsze – w zależności od lokalizacji i pogody oczywiście. Osobiście miałem okazję wziąć udział tylko w jednych zawodach tegorocznej edycji cyklu, nad czym bardzo ubolewam. Liczę jednak, że w przyszłym roku uda mi się pokręcić coś więcej. 

Wyścig, o którym chciałbym napisać, odbył się na początku sierpnia w dolinie Noteci. Leżący niedaleko granicy województwa wielkopolskiego Czarnków okazał się świetnym miejscem na zorganizowanie wyścigu, jest zresztą doskonałą bazą na wszelkie rowerowe wypady na łono natury. Mając wsparcie ze strony burmistrza miasta i lokalnej grupy rowerowej, organizatorom udało się ustalić dwie trasy o długości około 115 km i 80 km. 
 



Trasy, biegnące przez urzekające pięknem okolice, obfitowały głównie w odcinki płaskie, choć zdarzały się także podjazdy, które mocno przetasowały peleton i zweryfikowały dyspozycję zawodników. Dla mnie pierwszy podjazd kilka kilometrów po wyjechaniu z Czarnkowa był pierwszą próbą sprawdzenia dyspozycji i możliwości moich nóg. Jak się okazało, już na początku tej górki nogi podały odpowiednią liczbę watów, by zostawić pozostałych w tyle i odskoczyć na kilkadziesiąt metrów. Pogoda nie zamierzała mi jednak pomóc – uciekając samotnie pod wiatr, szybko zostałem dogoniony. Tak czasami bywa, na szczęście selekcja została zrobiona i z przodu zostało nas już tylko sześcioro, w tym jedna reprezentantka płci pięknej. W tym wyścigu cisnąłem na gravelu, który znacznie odstawał od droższych i znacznie lżejszych rowerów szosowych innych uczestników. Po trzydziestokilometrowej jeździe wreszcie chwilka przerwy na obowiązkowym bufecie. Niby wyścig amatorski bez większej presji czasu i szansy na ogromną sławę (jak to się dzieje w wypadku TdP, Memoriału Królaka czy Baranowski Tour), a każdy w ciągu kilku minut był już gotowy do dalszej jazdy. Uzupełnienie bidonów, banan w kieszeń i lecimy dalej. Przecinaliśmy kolejne pola, wioski i lasy, które tego dnia były wyjątkowo zbawienne, dostarczając odrobinę cienia i przynosząc ulgę przed palącym niemiłosiernie słońcem. Podczas drugiego tego dnia i znacznie większego podjazdu w Ujściu (na mniej więcej 40. kilometrze trasy) z naszej sześcioosobowej grupy zostało już tylko trzech. Dwóch triathlonistów (tak wskazywały ich stroje z jednego teamu WUEF Tri Team – poMOCNI) i ja, zapaleniec amator, redaktor naczelny, który całkiem nieźle p...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy