Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport

18 lipca 2019

SPEN #3 + MSR Branisko

276

W poszukiwaniu zawodów enduro trafiłem na ciekawą propozycję naszych południowych sąsiadów. Seria SPEN czyli Pucharu Słowacji w Enduro zapowiadała się bardzo ciekawie. 5 edycji zawodów w 5 różnych lokalizacjach na Słowacji, a co najważniejsze- wszystkie stosunkowo blisko naszej granicy. Pierwsza odbyła się na Wielkiej Raczy, druga w Visnovem niedaleko Żyliny, a trzecia 14.07 w Branisku. Ta edycja była przy okazji Mistrzostwami Słowacji Enduro.

Kiedy 12 lipca w piątek dotarłem na miejsce organizacji zawodów moim oczom ukazał się położony na wysokości 650m n.p.m. bar dla turystów i kilka domków. Brak sklepu, zasięgu i ogólnie cywilizacji nie zachęcał. Wstępne spostrzeżenia zeszły na drugi plan gdy wsiadłem na rower i pojechałem w teren. To miejsce otoczone było technicznymi i długimi singlami, które zapowiadały ciekawą rywalizację.

W dzień treningów od rana trasy zapełniły się trenującymi zawodnikami, a okolica ożyła. Wszędzie pojawiły się namioty, kampery i głodni rywalizacji zawodnicy. Pogoda była średnia, co chwilę padał lekki deszcz co utrudniało treningi. Organizator zaplanował 6 odcinków specjalnych dla zawodników z licencją i o jeden mniej dla pozostałych. Trasa wg mapy mierzyła 38km i 1850 metrów deniwelacji, a wytyczająca trasy ekipa Kralovskiego Bajkobrania przyłożyła się do swojej pracy i wytyczyła długie, wymagających oesy. Większość odcinków była średnio trudna przy czym kondycyjna, za to jeden- startujący z wysokości 1200m n.p.m. Carbon Killer, był wisienką na torcie. W skrócie był to wielki rockgarden bez jasno określonej linii przejazdu wijący się między krzakami borówek. Do późnej nocy trwały rozmowy organizatorów czy nie jest on zbyt niebezpieczny dla zawodników. W dniu zawodów rano spadł deszcz przypieczętowawszy decyzję o skróceniu zawodów o ten odcinek. Wszystkie kategorie oprócz elity miały pojechać 5 odcinków, bez wspomnianego Carbon Killera. Większość zawodników przyjęła decyzję z ulgą bowiem na treningach mało kto zjechał kamienną ściankę. Część riderów żałowała anulowania odcinka, który cytując jedną ze światowej klasy zawodniczek: „Czynił te zawody prawdziwym enduro”. Zostało nam jednak 5 ciekawych singli do przejechania, więc bez ociągania ruszyliśmy na trasę. Odcinek pierwszy- „Rastodrom”, to wąska ścieżka między drzewami co chwila wpadająca do wąwozu, w którym czułem się jak Anakin Skywalker podczas wyścigu na planecie Tatooine. Dodajcie do tego ostre kamienie i ciasne, strome nawroty, a wyłoni się Wam wizja tego singla. Wielu zawodników zakończyło go z defektem eliminującym z dalszej walki. Do odcinka drugiego, na którego starcie czekał bufet, dotarliśmy asfaltowymi serpentynami. Os.2- „Żiletka” rozpoczynał się szybkim trawersem, by w połowie poprowadzić nas wąskim, kamienistym grzbietem grzebienia, któremu zapewne zawdzięczał swoją nazwę ten fragment trasy. Kto nie zachował równowagi i prędkości spadał kilka metrów w dół na prawo lub lewo. Po tym najkrótszym lecz tr...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy