Dołącz do czytelników
Brak wyników

Przygoda , Turystyka

20 sierpnia 2021

NR 52 (Sierpień 2021)

Tam, gdzie błoto błyszczy jak srebro

0 185

Trzęsą mi się ręce, kiedy rano zakładam ubranie i sypię kawę do kubka, by potem zalać ją wrzątkiem, zamieszać łyżeczką i łapczywie wypić. Wiem, że nie pomoże, ale potrzebuję jej, żeby zebrać myśli. Ledwo stoję na nogach po tygodniu wyjazdów, godzin spędzonych w samochodzie i pracy do późna. Od tygodnia, a może i od dwóch na tamtych trasach już jeżdżą, szukają bezpiecznych linii na ściankach, próbują, zapamiętują. Po tamtym dniu wiem, że niczego nie zjechałabym lepiej, gdybym trenowała tam wcześniej.

 

POLECAMY

Trochę wcześniej jedynie wiedziałabym, gdzie za chwilę będę sprowadzać rower. Tamten dzień nie był dniem, w którym powinnam w ogóle wsiadać na MTB, zwłaszcza na trasie mistrzostw Polski enduro. Przypuszczam, że jadąc do sklepu po bułki, wywinęłabym orła na rysie w chodniku. Przez kolejne tygodnie będę pracować z jedną spuchniętą stopą opartą o drugie krzesło i co kilka dni prosić o zrobienie zakupów. Po takich upokorzeniach (uuu! po korzeniach), jakie sobie zafundowałam tamtego dnia, powinnam przestać lubić to miejsce. Chyba że to miejsce nazywa się Srebrna Góra.


Kiedy mieszka się we Wrocławiu, w półtorej godziny jest się w Srebrnej, pod warunkiem że DK8 nie blokuje stojący w poprzek drogi tir, którego kierowca wymachuje właśnie rękami w stronę innego kierowcy. Wrocławianie nie znoszą tej drogi, przyjezdni natomiast pokonują ją w zachwycie. To jedna z najbardziej malowniczych krajówek na południu. Wije się pomiędzy pofałdowanymi polami i szpalerami jesionów oraz topoli. Ponawlekane są na nią jak paciorki kolejne niezwykłe miejscowości: Niemcza, Ząbkowice Śląskie, Bardo, Kłodzko, Polanica, Duszniki, aż w końcu Kudowa. Ja jestem przyjezdna, dla mnie ta droga to wstęp do niesamowitego rowerowania i do fascynującej historii tych terenów, a Srebrna Góra to portal do innego wymiaru.

 

Frankenstein

Zwykle zjeżdżamy z autostrady A4 na Strzelin i, jadąc spokojnymi drogami przez Wzgórza Niemczańsko-Strzelińskie, docieramy ostatecznie do Frankensteinu. Mówi się, że Mary Shelley, pisząc powieść o doktorze Frankensteinie i jego potworze, nazwisko głównego bohatera zaczerpnęła z nazwy tej miejscowości. Czy to możliwe? Pokrętne, ale możliwe, gdyż w 1606 roku miała tu miejsce afera grabarzy, o której głośno było w całej Europie. Dziś Frankenstein to Ząbkowice Śląskie i stąd do Srebrnej Góry jest już tylko kilkanaście kilometrów.
 

 

1. Fragment trasy D na Trasach Enduro Srebrna Góra by NS Bikes.

 

2. Wnętrze Twierdzy Srebrna Góra udostępnione do zwiedzania zarówno samodzielnego, jak i z przewodnikiem. 

 

3. Jeden z potężnych wiaduktów Kolei Sowiogórskiej, która od początku XX wieku woziła tutaj turystów.

 


Srebrna

Wiadomo, że do Srebrnej jeździ się jeździć. Oh, wait! Największe parkingi w Srebrnej nie są wcale przy Trasach Enduro! Od Ząbkowic teren jest płaski, samochód przepływa przez poniemieckie wioski, które są jak szachownica starego i nowego. Jest ładnie, ale nie w austriackim stylu, to nie są wypieszczone okolice obsadzone pelargoniami, a raczej urocze resztki dawnej ziemskiej świetności – wielkie gospodarstwa, ogromne stodoły i domostwa, nad którymi z pewnością pracował architekt. Nad tymi miejscami trzeba się pochylić, by widzieć ich piękno – tkwi ono w kształtach, układzie i proporcjach, nie w zewnętrznej zniszczonej już powłoce. Na końcu drogi (oczywiście to nie żaden koniec drogi, bo droga wiedzie dalej przez przełęcz) zaczynają się góry. To też nie takie góry jak w Leogangu, ale gdy patrzy się w dół z jednej ze ścieżek, które je oplatają, człowiek nie może uwierzyć, że paręset metrów dalej jest tak płasko – pola i stare drzewa na miedzach – jak widok z drona na Mazowszu.


Niezależnie od pory roku, na szczycie wzniesienia, na którego zboczu siedzi sobie srebrnogórska osada, majaczy spłaszczony u góry kształt. To tam jadą wszystkie wycieczki – Festung Silberberg, czyli Twierdza Srebrna Góra. Jest potężna, ale zwiedzając ją, dostrzega się tylko ogrom głównego donżona. Ciągnące się w podziemiach trójpoziomowe kazamaty o murowanych z ceramiki sklepieniach są tylko częścią tego, co robi naprawdę wrażenie. Resztę kryją lasy, w których wiją się Trasy Enduro Srebrna Góra, ale trzeba być tu jesienią lub wczesną wiosną, żeby dostrzec więcej niż tylko fragmenty murów przy trasie A1 czy C. Latem reszta chowa się pod liśćmi coraz większych chaszczy i drzew, można nie zdawać sobie nawet sprawy, że jedzie się właśnie szczytem muru lub wału obronnego, a woda, którą widać w dole, jest fosą. Fosą 250-letniej pruskiej twierdzy!

 

 

Trasy

Po lipcowych burzach w lesie na uboczu trasy C znów pojawiła się ekipa. Przyroda lubi sama popracować nad ukształtowaniem terenu i robi to lepiej niż koparki, zagęszczarki i łopaty. Czekamy na deszcz, żeby trochę to ułożył i zagęścił, poprawiamy ostatnie miejsca i można otwierać – mówi Piotrek Kurczab z PM Bike Experts. Trudno go złapać w bazie Tras, bo kawałek dalej, w Zieleńcu, trwają prace nad familijnym bike parkiem i Piotrek nadzoruje postęp robót. Mam szczęście, że udało się go ściągnąć na szybką kawę i opowieści. Oficjalnie nowy F-line w Srebrnej jest jeszcze zamknięty, ale kierownik daje zgodę na przejazd. Jestem już trochę zmęczona po dwóch poprzednich dniach spędzonych na trailach. Nie korzystamy z tarpanów, które wożą riderów na start tras, ale za każdym razem podjeżdżamy albo podjazdówką E (na której ciągle jeden czy dwa nawroty potrafią zachwiać moją równowagę) lub szutrową drogą, mając pod nogą 250 watów dodatkowego wspomagania. To spore ułatwienie, ale nie podjeżdżamy spacerowym tempem, a tętno na zjazdach też potrafi mocno się podnieść, w skrócie mówiąc: większość mięśni mojego ciała dowiedziało się już, że jestem w Srebrnej. A na F-line mięśnie muszą być gotowe na dużą pracę!


Co to była za jazda! Autostrada! Rollercoaster! Bandy, stoliki i muldy jak hawajskie fale, przed którymi moje umiejętności chciały rozłożyć swoje wirtualne ręce, a po których przejechaniu wyrzucały je w górę z euforycznym piskiem. Niecałe dwa kilometry trasy sprawiło, że nogi i ręce trzęsły mi się z ekscytacji i wysiłku. Nico Vink, który wcześniej budował trasę w okolicy Kudowy na użytek filmu The Old World Red Bulla i którą wraz z Szymonem Godźkiem pokonywał w płonących ubraniach, zgodził się wpaść do Srebrnej i przy użyciu wynajętej w tym celu koparki pobawić się nią na terenie wokół pruskiej twierdzy. Nie zrobił tego za darmo, pewnie wielu z Was dołożyło się do publicznej zbiórki na ten cel, ale efekt zmusił zawieszenie mojego roweru do głębokich ochoczych pokłonów. Gdyby to była jedyna trasa w Srebrnej, pewnie napisałabym, że warto wpaść chociaż na pół dnia, żeby zrobić tu kilka rund, bo rekordy życiowe można tu bić co okrążenie, testując najlepsze linie przejazdu. Ale nie jest to jedyna trasa w Srebrnej i nie zaryzykowałabym nazwania jej najlepszą. Jest za to na pewno najszybsza!


Są w Srebrnej miejsca na oficjalnych trasach, których wciąż nie mam odwagi przejechać. Mój mózg być może już nigdy mi na to nie pozwoli, gdyż z roku na rok moje kości i stawy robią się słabsze, a on sam niewiele już się uczy nowego, gdyż ma do czynienia głównie z szerokimi, szybkimi szutrówkami, które w ekstremalnych przypadkach zmieniają się w leśne ścieżki. Niezjechanie ścianki na krótkim łączniku A2 z pewnością zabiorę do grobu, bo nawet nie mam ochoty bliżej się jej przyglądać, nie mówiąc o przymierzaniu do zjechania. Dropościanka na C też mnie jakoś nie przekonuje. Poza tymi punktami jazda w Srebrnej, nawet na ekstremalnym zmęczeniu, zawsze wzbudza we mnie zwyczajną, nieskomplikowaną radość. Każda z tych tras reprezentuje dla mnie idealny miks trudności i łatwości, bym w jakimś momencie kompletnie zatracała się w jeździe, osiągając podręcznikowy stan przepływu (flow). Daleki może od nirwany, ale bardzo bliski stanowi, w którym wszystkie problemy mam zwyczajnie gdzieś. Przynajmniej przez chwilę.


 

4, 5. SGR Lab w Villi Stara Apteka w Srebrnej nie jest miejscem oczywistym. Stara poniemiecka willa kryje w swoich podziemiach laboratorium bikefittingu, kriokomorę, saunę i wiele innych kolarskich „atrakcji”. 

 

6. Srebrna Góra o zmierzchu robi się jeszcze bardziej urokliwa.

 


Dom, w którym straszy i srebrny pył

Za oknem błyska. Wróciłam właśnie z owocnego bikefittingu, który skończył się jedynie przełożeniem mostka do góry nogami i bardzo ciągnie mnie jeszcze na rower. Jest prawie 21:00 i jeszcze nie pada. Zanim dotrzemy do połowy podjazdu, będziemy już kompletnie mokrzy. Im wyżej, tym gorzej widać: światło z lampek na kierownicy rozprasza się we mgle – im mocniejsze światło, tym intensywniejsza i bardziej nieprzezierna dla wzroku robi się ściana świetlistych drobinek wody zawieszonych w powietrzu. Podjeżdżanie singlem do początku trasy D (najdłuższej i najłatwiejszej w całym ośrodku) już jest trudne, zjazd będzie jak płynięcie dziwną łodzią przez płytką rafę. W każdej sekundzie jestem gotowa na opuszczenie statku i mam świadomość, że na zrzucenie szalup ratunkowych może nie być czasu, wyląduję całą sobą w tym przeklętym morzu błota, korzeni, mgły i żab. W połowie zjazdu odbijamy na szutrówkę i ewakuujemy się do bazy. Przestało błyskać. Teraz pioruny walą w ziemię parę kilometrów od nas! To się nazywa rozsądek blisko granicy nierozsądku…


Ciepłe światło w pokoju przygasa nagle, miga, brzęczy, rozbłyskuje i znów przygasa. Na jedną długą sekundę robi się całkowicie ciemno. O jedną sekundę za długo, by nie przypomniały mi się historie o niemieckich właścicielach budynku, którzy pod koniec wojny odebrali sobie tutaj życie. Wiem mniej więcej, jak jeździć po trailach w środku nocy, ale nie wiem, co się robi, gdy do pokoju wchodzi przejrzysta postać kobiety w sukience zapinanej pod szyją na rząd drobnych guziczków, nie mam kompletnie doświadczenia. Światło przygasa jeszcze dwa razy, ale jestem tak zmęczona, że olewam babę, która być może istotnie łazi po pokoju i drażni żarówki; budzę się rano zaskoczona budzikiem. Burza podobno była całkiem długa.


Nad ranem moje mokre jeszcze buty lśnią pokryte karnawałowym srebrnym brokatem – srebrnogórskie błoto mieni się mikroskopijnej grubości blaszkami miki, mogę rozetrzeć je na skórze, nic nie czując, a ona będzie lśnić w słońcu przyklejona, dopóki jej nie zmyję – czarowny widok. Jednak to nie mika dała nazwę miejscowości. W Srebrnej już od XIV wieku wydobywano srebro i góry wokół poorane są sztolniami – jedną znaleźliśmy zaraz przy drodze prowadzącej do Woliborza. Jedna została niedawno odkryta w pobliżu miejscowości i być może już niedługo będzie można ją zwiedzać. Czy w którymś domu w Srebrnej naprawdę straszy? Z pewnością każdy stary dom tutaj chowa historie, które dają do myślenia.

 

Zębata Kolej Sowiogórska

Górującą nad Srebrną Górą Festung Silberberg budowano dwanaście lat na zlecenia króla pruskiego Fryderyka Wielkiego w latach 1765–1777 na potrzeby obrony przed Austriakami, z którymi trochę się tu poprztykano o granice, wydano na nią kupę hajsu, z czego większość pochodziła ze specjalnego podatku ściąganego na Śląsku, zwanego dopustem srebrnogórskim. Twierdza miała okazję „wykazać” się walorami obronnymi przez zaledwie kilka dni w 1807 roku podczas oblężenia przez wojska napoleońskie podczas wojny Prus z Francją. Po latach swojej świetności była więzieniem, poligonem doświadczalnym artylerii i materiałów wybuchowych, atrakcją turystyczną, restauracją, karnym obozem jenieckim, (po zmianie właściciela) padła łupem szabrowników, została prawie ruiną, aż w końcu decyzją Prezydenta RP z 14 kwietnia 2004 r. pomnikiem historii i muzeum.

Po czasach, gdy w twierdzy stacjonowało wojsko pruskie, pozostały budynki koszar – z czerwonego sudeckiego piaskowca, o ścianach grubości 80 cm, które wyglądają jak architektura północnej Anglii. Nie da się ich przeoczyć, stoją rzędem przy drodze prowadzącej z miasteczka (nie mam śmiałości mówić o Srebrnej „wieś”, mimo że miejscowość nie posiada praw miejskich) ku warowni.


W drugiej połowie XIX wieku twierdza militarnie była już całkowicie bezużyteczna, ale na szczęście zaczęto dostrzegać w niej potencjał turystyczny. Władze pruskie nakazały zaprzestać niszczenia twierdzy i uczynić z niej atrakcję dla przyjezdnych. Na początku XX wieku dojazd do znajdującej się między fortami Przełęczy Srebrnej umożliwiła zębata Kolej Sowiogórska. Po I wojnie światowej główny fort wyremontowano i urządzono w jego wnętrzu restaurację Donjon, a turyści zaczęli tłumnie napływać do Silberbergu.


Jeden z OS-ów mistrzostw Polski enduro kończył się pod łukami jednego z wiaduktów, po których pędziła niegdyś kolej. Pamiętam jeszcze swoje zdziwienie, bo akurat czegoś takiego wcale się nie sp...

Artykuł jest dostępny w całości tylko dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

Przypisy