Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport

16 lipca 2019

Tatra Road Race 2019

0 170

W miniony weekend odbyła się już V edycja najtrudniejszego w Polsce, a może i w tej części Europy wyścigu szosowego dla amatorów Tatra Road Race. O skali trudności już dobrze mówią nam same cyfry: 1560 metrów w pionie na 56 kilometrach przy dystansie HARD i zawrotne 3240 metrów przewyższenia dla 121 km przy dystansie HELL. Ale czy to kogoś odstraszyło, chyba nie… na starcie zawodów mimo, bardzo niekorzystnych zapowiedzi synoptyków, odnośnie obfitych opadów deszczu stanęło 614 uczestników próbujących swych sił na krótszym dystansie - HARD, a z ‘piekłem’ trasy HELL zechciało się zmierzyć 443 śmiałków. 

Jak już wspomniałem języczkiem uwagi tegorocznej edycji były bardzo złe prognozy pogody, ale jak to bywa, górale (a więc możemy włączyć to zdecydowanie organizatorów) wiedzą lepiej! Jakież zdziwienie uczestników niosło ze sobą to że zamiast ściany deszczu, przyszło się mierzyć z trudami przez dłuższy czas niemal w idealnych warunkach, suche drogi i słońce, dopiero w ¾ rywalizacji nadciągnęła chmura burzowa która nie niosła za sobą już takiego zagrożenia gdyż trudy samych podjazdów na tyle dobrze wyklarowały sytuacje, kto jest mocny a kto nie, że większość uczestników poruszała się maksymalnie w kilkuosobowych grupach, a nierzadko w pojedynkę, dlatego też ulewne opady które towarzyszyły uczestnikom przez około 30 minut nie niosły takiego zagrożenia. Również organizatorzy jak zawsze starali się o zapewnienie maksimum profesjonalizmu w przygotowaniach, trasa jak zawsze świetnie oznaczona i zabezpieczona przez policjantów, strażaków i wolontariuszy którzy zapewniali poczucie bezpieczeństwa, na tak niebezpiecznym terenie. Oprócz oznaczeń trasy na uczestników czekał też w pełni profesjonalny bufet, gdzie lotnie serwowane były kubeczki z wodą lub napojem energetycznym, dalej do wyboru bidon z izotonikiem lub woda, a dalej osoby podające ciastka bądź owoce, nic tylko jechać i  jeść, albo jeść i jechać… zwłaszcza że na dystansie Hell uczestnicy mieli do pokonania trasę która trzykrotnie przebiegała przez strefę bufetu, tu dystans krótki może tylko rzewnie zapłakać, bo do ich dyspozycji był on przewidziany tylko raz. 


 

Jeśli chodzi o przebieg rywalizacji to tego dnia osoby uważające że można się będzie schować gdzieś w grupie żeby dopiero na ostatnich km dać z siebie wszystko dość mocno się przeliczyły, od samego początku wiadome było kto jest silny a kto nie, bo już pierwsze kilometry to ostry podjazd pod Butorowy Wierch, a dalej już tylko lepiej: Ostrysz, Zoki, Bachledówka, Bustryk, Pitoniówka, Słodyczki - nazwy tych podjazdów przeplatane w różnych konfiguracjach w różnym etapie rywalizacji dobrze dały się zapamiętać uczestnikom, a  wśród nich z trudami najlepiej poradzili sobie na dystansie HARD: Adam Wójcik z czasem 1h 46m 16s zdeklasował konkurentów i pozostawił za sobą o przeszło 7 minut drugiego Jakuba Baszczyńskiego i Mateusza Burde - który uzupełnił podium. Wśród pań rywalizujących na krótszym dystansie bezkonkurencyjna okazała się Natalia Kołodziej - Skwarczyńska, której na pokonanie trasy potrzeba było 2h 11m 19s w pokonanym polu zostawiła za sobą o blisko 9 minut Agatę Miękkinie i trzecią tego dnia Basie Buławę. 


 

Trochę dłużej trzeba było poczekać na rozwiązania w grupie rywalizującej na dystansie HELL, a tu bezkonkurencyjny okazał się Marek Wojnarowski wygrywając z czasem 3h 56m 36s wyprzedzając o kilkanaście sekund Amadeusza Brochaczka i trzeciego Arka Petke. Wśród pań triumf padł łupem Aliny Myłki, której na pokonanie czasu potrzeba było 4h 38m i 23s w pokonanym polu pozostawiła z przewagą kilku minut Angelike Tlołke i kolejnych kilku minut trzecią Agatę Wawrzaszek! Dodatkowo na trasie ulokowanych było kilka premii górskich za zwycięstwo w których można było zdobyć wiele cennych nagród, oraz sięgnąć po tytuł ‘Króla Gór’ - za zdobycie największej ilości punktów na premiach górskich, tego zaszczytnego tytułu zdołał sięgnąć Adam Adamkiewicz - serdecznie gratulujemy,  nie tylko zwycięzcom, ale każdemu kto postanowił wystartować, tym co dojechali do mety, jak i tym którym się nie udało z różnych przyczyny również, chociażby dlatego że zdecydowali się spróbować. Z ciekawych liczby na dystansie HARD do mety zdołało dojechać 506 uczestników, ale aż 108 poległo z trudami, jeszcze bardziej spektakularnie wyglądają liczby przy dystansie HELL, do mety dojechało 313 zawodników, ale aż 130 z jakiejś przyczyny nie dotarło do mety, a różnica pomiędzy pierwszym a ostatnim sklasyfikowanym zawodnikiem wyniosła aż 2 godziny 51 minut!

Po wyścigu każdy z uczestników miał szansę na skorzystanie z bogactwa zaplecza jakie przygotował organizator, pod postacią posiłku regeneracyjnego, bufetu zimnego z dużą ilością kalorii, ale także wielu innych dodatkowych atrakcji, chociażby masażu regenerującego jak i serwisu maszyn, która w ten dzień też dostały nieźle w kość. Jak już wspomniałem perfekcjonizm organizacyjny jest czymś do czego każda impreza sportowa może aspirować, po prostu Tatra Cycling Events - robicie to dobrze! Dziękuję i już zaczynam szlifować formę żeby móc spotkać się za rok! 

Przypisy