Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wybór redakcji 2021

5 stycznia 2022

NR 56 (Styczeń 2022)

Wybór redakcji 2021

0 236

Trzeci raz nasi publicyści całkiem subiektywnie wybierają najważniejsze produkty rowerowe mijającego sezonu. Głównie koncentrowaliśmy się na testowanym w „bB” sprzęcie, ale ponieważ nie chcemy krępować naszych redaktorek i redaktorów, poniżej znajdziecie zarówno opisy miejscówek, jak i całych zagadnień uważanych przez nas za istotne w 2021 roku.


Maciek Machowski
Jeden ze starszych testerów w bB. 
Pasjonat wszelkich form kolarstwa, czego konsekwencją jest jego flota zbyt wielu rowerów – od szoso­wego TCRa, przez gravelowego Revolta i przedatowanego Epica przerobionego na ścieżkowca, do fata na ramie open mould. Zimą również na Tacx Neo w Sufferfest i Zwift (od grudnia na wirtualnym Tron bike).

POLECAMY

Orbea Rise
 


Typowy e-bike kategorii trail lub enduro waży ok. 25 kg i zróżnicowanie wagi między modelami i producentami jest zadziwiająco małe. Przy pełnej mocy silnika można się poczuć nadczłowiekiem i dokonywać na podjazdach rzeczy niesłychanych. Technika jazdy takim potworem różni się jednak od roweru bez napędu i dla mnie to zmiana negatywna. Ze względu na wagę, wszystkie manewry, wybicia trzeba robić mocniej z większym zamachem. Nie mówiąc już o noszeniu takiego roweru do mieszkania, jeśli na wyposażeniu nie ma się garażu lub windy. Rowery typu Specialized Levo SL czy Orbea Rise, którą miałem okazję gruntownie przetestować w tym roku, są o 5–7 kg lżejsze. Rise z napędem EP8-RS ma o 30% słabsze wspomaganie niż flagowy silnik Shimano, ale nadal pozwala na komfortowe podjeżdżanie i wyprawy dłuższe niż bez wspomagania. Ten model z zawieszeniem 150/140 mm miał dla mnie trochę za dużo zawieszenia na naturalne ścieżki – wolałbym go w wersji 130/130, ale uważam, że lekki, mniej nadludzki e-bike ma przyszłość – sprawił mi więcej frajdy niż najnowsze ciężkie e-bike’i, coraz bardziej przypominające motocross.

Martombike Ermes 2.0
 


Właściwie chciałem kupić coś grubszego, ale dopasowanego na zimę i nie doczytałem opisu na stronie sklepu. Kiedy przyszła przesyłka i zobaczyłem, jak cienka jest ta kurtka, wahałem się, czy ją zwracać, czy wypróbować. Postanowiłem zaryzykować i pojeździć. Sprawdziła się, kompletnie przecząc moim wcześniejszym doświadczeniom z innymi ubraniami rowerowymi. Z jedną warstwą termoaktywnej bielizny jest OK dla temperatur w zakresie 3–10°C w terenie i na szosie. Z dodatkową warstwą wystarcza na lekkie przymrozki. Ten układ sprawdza się przy intensywnej jeździe. Wsiadając na rower, chcę się zmęczyć, więc nie robię przestojów na kawkę. Na rowerowy spacer takie ubranie by nie wystarczyło. W terenie trzeba uważać, bo kurtka nie przetrwa silniejszych otarć. Oddycha, ale przy mocnej jeździe nie ma co sobie wmawiać, że wróci się suchym. Nawet z mokrą wewnętrzną warstwą nie jest zimno, bo ochrona przed wiatrem jest pełna (również na zacienionych szosowych zjazdach powyżej 70 km/h). Rozmiar L jest w sam raz dla gościa o wzroście 193 cm i wadze 85 kg, może tułów mógłby być ciut dłuższy – nie jest krytycznie, rękawy są dość długie, ale naddatek nie przeszkadza. Ciasny krój i wąskie rękawy z elastycznymi wstawkami i mocnymi ściągaczami na nadgarstkach eliminują balonowanie i łopotanie (tylko mikroskopijne przy prędkościach powyżej 60 km/h). Ceną, którą chętnie płacę, jest trudniejsze wkładanie i zdejmowanie. Bardzo wysoka stójka eliminuje dylematy, czy zabrać dodatkowego buffa, czy nie. Podsumowując – Ermes 2.0 zapewnia bardzo dobrą ochronę termiczną, przeciwwiatrową i w lekkim deszczu, której się nie spodziewałem przy tak cienkim materiale. Warto popierać rodzimego producenta z takim produktem!

Woskowanie łańcucha
 


Zacząłem woskować łańcuchy w ubiegłym roku i nie zamierzam wracać do olejów. Zacząłem od szosówki i z czasem skonwertowałem też gravelówkę oraz rower terenowy. Brudzący łańcuch irytował mnie zawsze, ale woskowanie wydawało mi się archaiczne i niewarte wysiłku. Motywacji dodała mi lektura wyników niezależnych badań australijskiego sklepu ZeroFrictionCycles – woskowanie jest nie tylko czyste, ale szybsze, dzięki niskim oporom napędu, i tańsze, bo przedłuża życie mechanizmów. Na OLX kupiłem stary wolnowar i ledwie używaną myjkę ultradźwiękową. Myjka okazała się zbędnym akcesorium łatwym do zastąpienia zaimprowizowanym shakerem z butelki po smoothie. Wosk wymaga pewnej dyscypliny, bo nie ma szans na szybkie przesmarowanie tuż przed wyjściem. Można jednak przygotować zapasowy łańcuch albo po prostu pamiętać. Sprawdziłem woski Molten Speed Wax, Silca Hot Melt i absoluteBLACK GraphenWax – ekonomiczną odmianę ich abstrakcyjnie drogiego płynnego smaru. MSW i Silca są super – MSW utrzymuje najczystszy napęd, Silca jest trochę trwalsza. Wosk aB się nie sprawdził – jest mniej trwały i brudniejszy niż konkurencyjne produkty (więcej o woskowaniu pisaliśmy w bB#6/2011).

 


Anna Tkocz
Wiecznie niezdeklarowana – obojętne na czym, byle jeździć. Posiadaczka starej Madone poniżej 6,8 kg, złotego Crocketta, który myśli, że jest gravelem oraz Stumpjumpera z 2019 roku, na którego wydała swoje ostatnie pieniądze po dwóch dniach testowania go na zakazanych ścieżkach Małej Fatry. Zakorzeniona na Śląsku, miłośniczka czeskich szos oraz beskidzkich dzikich singli. Po latach przysiąg, że porzuci ściganie, w roku 2021 w końcu dotrzymała obietnic i nie wystartowała w żadnym wyścigu. Zobaczymy, ile wytrzyma! 

Singletrack Glacensis na gravela
 


Gdy otwarto pierwsze fragmenty Singletrack Glacensis w Kotlinie Kłodzkiej, wszystkie głosy riderów były w jednym tonie: fajne, łatwe trasy MTB, ale więcej dojazdówek niż trailowego jeżdżenia. Taka jednak była idea: Glacensis to nie miało być centrum ścieżkowe ani bike park, a zagospodarowane, utwardzone pętle dla każdego, skupione wokół kilkunastu popularnych turystycznych lokalizacji. Cechą wynikającą z tego założenia była konieczność pokonywania szutrowych i asfaltowych dojazdówek, które łączyły poszczególne pętle – na MTB trochę kicha. Ale asfaltowe i szutrowe dojazdówki to chleb powszedni, którym napychają sobie brzuchy miłośnicy gravelowej włóczęgi. Jeśli w tej włóczędze trafią się górskie leśne single o idealnej żwirowej nawierzchni, poprowadzone wśród sudeckiej przyrody, do pokonania na przełożeniu 38×42, i pozwalające na zjazd na kierownicy baranku… to sami wiecie, co zaczyna się dziać z poziomem adrenaliny w żyłach spokojnego gravel grindera! Szaleństwo!
I tak, zamiast jechać asfaltem ze Stronia Śląskiego do Czarnej Góry w Siennej, można pokonać ten dystans cudownym lasem i wąziutką ścieżką, na której pojawia się jedna przeszkoda w postaci przepustu dla strumyczka. Z Czarnej Góry otwierają się kolejne możliwości, łącznie z trasą do schroniska pod Śnieżnikiem, która na gravela jak najbardziej się nadaje, czy do Międzygórza, gdzie znów można oddać się gravelowej nirwanie na trasach wokół miejscowości. Z Lądka-Zdroju zamiast asfaltem pełnym samochodów uderza się w kierunku Złotego Stoku wijącą się wśród buków i świerków trasą Pętli Orłowiec i Złoty Stok. Najlepsze racuchy z czarnymi jagodami w schronisku Jagodna będą stanowiły doskonały posiłek gdzieś w drodze z Bystrzycy Kłodzkiej w stronę Gór Orlickich po czeskiej stronie Kotliny, Pętla Jagodna również poleca się na gravela.
Co stanowi o atrakcyjności Singletrack Glacensis? To, że nie zaburzają tego, o co chodzi w gravelowej jeździe – eksploracji, a jedynie dodają smaczku. Nie czynią trasy hardcorową, czynią ją bardziej urozmaiconą, odciągają od samochodów i niebezpieczeństw szos. Nikt, kto choć trochę jeździł na rowerze w terenie, nie powinien czuć się onieśmielony trudnościami w Glacensis, bo trasy są łatwe, bez niespodzianek, bez żadnych elementów wymagających szczególnych umiejętności. A kilometrów singli i dojazdówek starczy w Kotlinie Kłodzkiej na bardzo długi majowy weekend i z noclegiem w hamaku i kawą z turystycznej kuchenki o świcie. A wszystko bez zębatki 52T i z kierownicą barankiem.

Maxxis Velocita
 


Łyse opony, których nigdy nie wybrałabym do gravela. A jednak… Na szosie ma być szybko, na CX ma trzymać, a jak ma być na gravelu? Ma trzymać i ma być szybko! Niestety, tak się nie da. W momencie, gdy założyłam te opony do mojej przełajówki, wydałam niepisany dekret o tym, co wybieram w mojej jeździe. Otóż w roku 2021 wybrałam fun! Nie bezpieczeństwo, nie strome podjazdy po mokrej trawie, nie zjazdy w błotnistych żlebach, wybrałam czystą prędkość! Z tych wcześniej wymienionych po prostu zrezygnowałam, bo Velocita mówi im „nie”. Od czerwca te opony mają na swoim koncie tylko dwie gleby na zjazdach po mokrej glinie. Czy mam im to za złe? Nie, bo mogłam się tego spodziewać. Za co uwielbiam te opony? Za ich objętość (niewielkie ciśnienie, to wciąż wystarczająca ilość powietrza, żeby doskonale łykać korzenie i kamienie), za ich okrągłość (banda ukształtowana przez koło jeepa na leśnej ścieżce to wystarczająca banda, by się w nią wkleić czymś tak gładkim i idealnie okrągłym w swoim przekroju), za miękkość (ścianki poddają się jak masło i kleją się do gruzu jak ślimak do asfaltu), za wyjątkową wytrzymałość (jedno przebicie sklejone superglue), za niesamowitą szybkość w każdym, byle nie bardzo błotnistym terenie i za niesamowitą szybkość na asfalcie! Czy ja wymieniłam dwa razy „szybkość”?

Liv Approach
 


To siodełko zmieniło wszystko! Zniknął przymus zaciskania zębów na wertepach, zniknął ból: rozsiadam się wygodnie i po prostu jadę: 100 kilometrów, 160, 200, albo 15. 
To nie jest lekkie siodełko (300 g), nie jest ze skóry, nie jest włoskie, ale działa. To jest tanie siodełko, które w tym roku stało się dla mnie absolutnym game changerem. Po latach spędzonych na wąskich męskich siodełkach okazało się, że 155 mm podparcia dla kości miednicy jest tym, czego potrzebowało moje siedzenie. 
Bikefitting tylko to potwierdził. Szerokość tego siodła jest tylko jednym z czynników, które czyni je tak komfortowym dla kobiecej pupy. Drugą cechą jest zastosowana tu technologia Particle Flow, którą Giant stosuje również w męskich siodełkach – to, wg informacji producenta, wysokoelastyczne, sypkie granulki umieszczone w dwóch oddzielnych kieszeniach w siodle, które kształtują unikalne warunki kontaktu miednicy niezależnie od jej indywidualnego kształtu. Wbrew słowu „flow”, nie odczuwa się tu przelewania substancji w bryle siodełka, a jedynie przyjemną miękkość, której daleko do miękkości turystycznej kanapy – to siodełko ma ścigancki kształt i bardzo dobrze wygląda. Trzecią cechą, która sprawia, że siodło łagodzi uciążliwości długiej jazdy, jest ergonomiczne wycięcie, dzięki któremu osobiście unikam nieprzyjemnego drętwienia, które dotychczas skutecznie odbierało mi komfort jazdy. Poza tymi cechami siodło jest absolutnie standardowe, pasuje do większości jarzm sztycy, plastikowy tył chroni materiał pokrycia, gdy rower opiera się o ścianę czy kładzie na ziemi.
 

Rafał Czarkowski
W branży od ładnych kilku lat, konstruktor i tester. Prywatnie ujeżdżający Antidote Carbonjack 27,5 oraz znane z legend koło 26” w rowerze XC. W kolekcji ma też szosę z napędem 1×11, bo gardzi przednią przerzutką.

Trek Checkpoint
 


Firma długo kazała czekać na pełnoprawnego gravela. Z roweru do cyclocrossu zrobili trzy rowery o tej samej nazwie. Seria SLR to nic dla mnie, ale dla zapalonych ścigantów to coś. Carbonową ramę z IsoSpeed oraz sztycę nasuwaną na rurę podsiodłową przeniesiono prosto z szosowych wyścigówek Madone. Nie ma też możliwości mocowania bagażników i błotników. SL wykonano ze słabszego kompozytu, ale ma już klasyczną sztycę, więc od biedy można zamontować też regulowaną, ma więcej mocowań pod akcesoria i przyjmuje błotniki. Modele carbonowe mają dodany schowek w ramię. ALR to wersja aluminiowa i występuje tylko w jednej konfiguracji, ale jako wół roboczy powinna się sprawdzić. Trek zdecydował trochę namieszać w kwestii napędów, bo jak wiadomo, są zarówno zwolennicy 1x, jak i 2x w tego typu sprzęcie i teraz mamy pełną opcję. Nie ma aluminiowej wersji z jedną zębatką z przodu, ale chyba badania rynku potwierdzają, że nie ma zapotrzebowania na taką konfigurację. Mój osobisty wybór to wersja SL6 eTap. Idealny gravel dla mnie bez zbytnich udziwnień i z napędem, jaki lubię.

Rock Shox Flight Attendant
 


Testowałem już elektronicznie sterowane zawieszenie. Fox Live Valve miał swoje zalety, ale liczba przewodów porażała. Zresztą jego przeznaczenie było trochę inne, miał maksymalizować zyski w lżejszych rowerach do ścigania, a że wsadzili go do rowerów ścieżkowych i enduro… Też dawał radę.
Flight Attendant to poważne uproszczenie dla projektantów rowerów. Tak jak AXS nie potrzebuje linek i pancerzy, tak damper i widelec nie wymagają fizycznego połączenia. Nie trzeba projektować dodatkowych prowadnic dla kabli, nie trzeba specjalnych miejsc na akcelerometry. Można go zamontować do każdego roweru, w którym zmieści się przerośnięty damper i zainstalowano korbę SRAM DUB. Producent stworzył go do rowerów z większym skokiem, które nie są demonami podjazdów, a mogą stać się bardziej przyjazne. Dzięki regulacji tłumienia kompresji wsadzonej do w zasadzie standardowych widelców i dampera nie ma potrzeby sięgać do wajch i bawić się nimi przed podjazdem. Jak to jest z nowościami na rynku, jednak ma swoje wady, które od razu rzuciły mi się w oczy. Rozmiar dampera jest taki, że możesz go nie zmieścić do swojej ramy, chyba że masz coś z modeli prezentowanych przy okazji premiery. SRAM powinien już również pomyśleć nad stacją ładowania na co najmniej cztery akumulatory.
Jednak nie sam widelec czy damper są tu ważne, ale rozwój bezprzewodowej komunikacji w rowerach i FA to duży krok w kierunku superroweru, w którym będą tylko przewody hydrauliczne do hamulców, a sterować ustawieniami będziemy za pomocą smartfona, popijając kawę przed następnym zjazdem.

Nowe miejscówki MTB dla rodzin
 


Nie samymi „hardcorami” człowiek żyje i w końcu przychodzi czas, że trzeba gdzieś zabrać rodzinę. Family Bike Park Zieleniec to miejscówka otwarta w tym roku z czterema trasami dostępnymi z wyciągu. Nie będę tu pisał o poziomie trudności, ale jak sama nazwa wskazuje, przeznaczona jest dla rodzin, bez ograniczeń wiekowych. Drugim miejscem jest Bike Park Słotwiny Arena w Krynicy, też nowość na mapie tras z dodatkową atrakcją w postaci wieży widokowej. Tutaj mamy większą różnorodność i są trasy dla zaawansowanych oraz łatwiejsza dla dzieci i młodzieży. Wjazd na górę też odbywa się wyciągiem. Nie są to miejsca jak Czarna Góra, Szczyrk czy Szyndzielnia, ale możesz tam nawet podjechać z kimś, kto nie za bardzo ogarnia jazdę i takie miejsca też nam są potrzebne.
 

Paweł Kisielewski
W „bB” od ponad 20 lat, większość tego czasu spędził na rowerach MTB, jednak od ładnych paru lat to jazda po szosie stała się dyscypliną wiodącą. I chociaż wśród doświadczeń nie brakuje mu epizodów ścigania się w pozycji aerodynamicznej, to tak naprawdę preferuje jazdę długodystansową, najchętniej krętymi, górskimi drogami. Nie zamyka się jednak tylko w świecie gładkich opon, wakacyjna gravelowa włóczęga z północy na południe Polski rozpoczęła kolejny, bikepackingowy, rozdział kolarskiego życia, który na pewno będzie kontynuowany.

absoluteBLACK HOLLOWcage
 


Nie jest to produkt, który pcha świat rowerów na nowe tory, jednak dla mnie jest to szosowy gadżet roku i gdyby nie bariera 699 dolców, już miałbym go w swoim rowerze. Cena nie jest zaskoczeniem, bo podobnie jak wszystko inne z manufaktury aB, wózek jest produktem najwyższej jakości, wyprodukowanym z użyciem zaawansowanych materiałów oraz technologii. HOLLOWcage to konstrukcja monopłytowa z carbopolimeru, z ponadnormatywnie dużymi kółeczkami mającymi 12 i 18 zębów, obracających się na wykonanych na zamówienie w pełni ceramicznych łożyskach. Kółeczka wykonane są z kompozytu, mają wysoki profil zębów oraz opatentowane rozwiązanie, jakim są specjalne gumowe opaski tłumiące uderzenia łańcucha o zęby. Wszystkie te rozwiązania sprawiają, że HOLLOWcage ma lepiej zmieniać biegi, być cichszym, lżejszym oraz bardziej aerody­namicznym niż oryginalny wózek Dura Ace. A dodatkowo dostępny jest w pięciu wersjach kolorystycznych, co też ma znaczenie dla perfekcjonistów dopieszczających swoje maszyny pod każdym względem.

Diamant 136
 


Rower urzekł mnie od samego początku. Nie wyglądem czy sentymentalną kolorystyką nawiązującą do klimatów lat dziewięćdziesiątych, ale koncepcją nowoczesnego roweru multifunkcyjnego, która, co najważniejsze, została konsekwentnie zrealizowana. Wygodna geometria niepozbawiona sportowych akcentów doskonale sprawdza się zarówno w mieście, jak i poza nim. Opony o szerokości 50 mm to ponadprzeciętna amortyzacja i trakcja w szerokim spektrum warunków, a jedenastobiegowy napęd z kasetą 11–51 zapewnia zaskakująco szeroki zakres przełożeń, także do jazdy w górzystym terenie. Te najważniejsze atuty roweru uzupełniają równie dobrze dobrane mniej widoczne komponenty, jak świetne chwyty ESI, ergonomiczne rogi czy skuteczne ledowe oświetlenie zasilane z dynama w przedniej piaście. Dla mnie wszystko pasowało perfekcyjnie zarówno technicznie, jak i koncepcyjnie, czyniąc ze „sto trzydziestki szóstki” rower o uniwersalności gravela, tylko wygodniejszy, zarówno dobry na dojazdy do pracy, jak i weekendowe, a nawet wakacyjne wypady.

SRAM Rival eTAP AXS

 


Wypuszczając tę grupę na rynek, SRAM udowadnia, że poważnie podchodzi do swoich zapowiedzi o zaprzestaniu rozwoju mechanicznych grup napędu i skupieniu się wyłącznie na wersjach sterowanych elektrycznie. Bezprzewodowy i 12-rzędowy Rival to rękawica rzucona prosto w twarz największemu rywalowi, bo jego cena jest o połowę niższa niż nowej Ultegry Di2 R8100, jest nawet tańszy niż jej mechaniczna, 11-biegowa wersja. Atutem Rivala eTAP AXS jest to, że działa tak samo jak droższe grupy Force i Red, bo SRAM zachował ten sam system zmiany biegów, a przerzutki pracują na tych samych podzespołach elektrycznych. Grupa bazuje na systemie biegów X-Range, więc jest w pełni kompatybilny z komponentami grup Red i Force oraz Eagle AXS. Korby Rival AXS mogą być wyposażone w miernik mocy ukryty wewnątrz osi DUB, mają też wersję dla rowerów gravelowych o powiększonym Q-Factorze i mniejszych koronkach. Tak samo jak w droższych grupach wszystkie główne komponenty mają wbudowane moduły Bluetooth, dzięki którym komunikują się z aplikacją SRAM AXS, umożliwiającą m.in. modyfikację trybu zmiany przełożeń. Oszczędności poczynione zostały głównie na tańszych materiałach i rozwiązaniach konstrukcyjnych, co odbiło się na wyższej masie komponentów. Jest też dość długa lista funkcji, jakich nowy Rival jest pozbawiony oraz uproszczeń, z jakimi muszą liczyć się jego użytkownicy, jednak moim zdaniem w większości są to mało istotne drobiazgi.
Ważąc wszystkie zalety i wady, uważam, że przy cenie 6400 zł za całą grupę z miernikiem mocy, Rival eTAP AXS ma obecnie najlepszy stosunek ceny do możliwości wśród szosowych (a także gravelowych) grup oferowanych na rynku.
 


 


Piotr Oleksy
Z „bikeBoardem” niemal od początku jego istnienia. Z górskich sportów nie próbował chyba tylko base jumpingu. Starty w zawodach przeszły mu jakiś czas temu. Na szczycie listy od zawsze ma samotne długie wyprawy po górskich szlakach – na rowerze, biegiem, a gdy śniegu jest za dużo – na skiturach lub nartach śladowych. W garażu ma ciągle zmieniający się rower szlakowy i trzech stałych mieszkańców: hardtaila, szosówkę (oba z włoskiej stali, rzemieślnicza robota na zamówienie) i miejskiego transportera. W czasie wolnym od roweru prawnik i bankowiec. Edit 2021: hardtail powędrował do rodzinnego muzeum, czyli na strych. Zastąpiła go bezczelnie rozpychająca się carbonowa grawelówka, a reszta mieszkańców garażu zastanawia się, co z tym zrobić ;-)

Trek Top Fuel
 


Nie jest wcale lekki jak piórko, nie zaszpanujesz na nim wielkością skoku ani grubością opon, gdy z kolegami z pracy wyskoczysz w weekend na małe enduro do Szczyrku, Bielska lub Srebrnej, bo teraz wszyscy jeżdżą. Na wyścigu XC też nie zabłyśnie. Właściwie w żadnej kategorii, no może poza supertrudnymi, technicznymi podjazdami, nie jest wybitny. Mimo tych oczywistych niedomagań to najlepszy rower, na jakim jeździłem w tym sezonie. Trek wykorzystał wieloletnie doświadczenia do stworzenia piekielnie wszechstronnej i skutecznej maszyny, która wręcz pachnie przygodą. Jeśli chciałbyś się na nim pościgać, polecam Carpatię. Jeśli nie chcesz się ścigać, przejedź na nim GSB sam albo w towarzystwie sprawdzonego kumpla. Będziecie się cieszyć z zalanych potem oczu na stromych ścieżkach, nerwowo przełykać ślinę na zjazdach, zachłystywać przestrzenią na otwartych halach, a wieczorem przy piwie w schronisku milczeć o tym wszystkim. Między takimi wypadami możesz zabierać Top Fuela do Srebrnej, Czarnej czy Szczyrku i zapewniam, jeśli umiesz jeździć, nie będzie Cię ograniczał na większości tras. W Świeradowie i Kaczawskich też się odnajdzie. Nie, nie skopiowałem marketingowej gadki Treka, wolę własną. Jeśli ktoś woli bardziej techniczne uzasadnienie wyboru, to proszę bardzo – progresywna geometria zapewniająca efektywność na podjazdach i duży margines bezpieczeństwa na zjazdach; bardzo czułe zawieszenie z genialnym systemem ABP, sztyca z wielkim, jak na ten typ roweru, skokiem, dobrze dobrane opony i sztywne koła. Schowek w aluminiowej ramie. Do tego dyskretny wygląd. Gdyby jeszcze zachowali obecną w poprzednim modelu obrotową manetkę blokującą oba koła…

No-Limited XC29 Pro Team

 


Waga kompletu to 1129 g przy wewnętrznej szerokości obręczy 29 mm i bardzo dobrej sztywności. Brak ultraegzotycznych części, na których wymianę trzeba czekać miesiącami. Ręcznie składane w Polsce. Ten komplet kół pod względem masy i sztywności zostawia w pokonanym polu produkty wielu innych renomowanych producentów kół MTB. Do tego producent objął go programem bezwarunkowej wymiany w ciągu dwóch lat od zakupu, bez względu na to, czy uszkodzisz koła w kraksie, zazdrosny konkurent wsadzi Ci kij w szprychy czy też przesadzisz z obniżeniem ciśnienia w oponach i rozwalisz obręcz na kamieniu. Po okresie dwóch lat dożywotnio dostaniesz 40% rabatu na naprawy i wymianę części. Jak dla mnie bomba i gdybym szukał kół do XC na najwyższym poziomie,...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy