Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport

20 listopada 2019

NR 36 (Listopad 2019)

AlpenTour Trophy

0 34

Oto jesteśmy. Alpy witają nas piękną pogodą, ale wciąż jeszcze odczuwalną… zimą. Tak, tak! W jednej chwili jest 31 stopni Celsjusza, w ciągu minuty temperatura spada o 10 stopni, a po kilkunastu minutach znowu wzrasta do upalnych wartości. I to właśnie zima dyktuje warunki zawodów w tym roku.

Pierwszy etap jest uboższy o 7 kilometrów i 500 metrów przewyższenia z powodu zalegającego śniegu i nieprzejezdności niektórych szlaków. Powyżej 1500 metrów n.p.m. wciąż leżą spore ilości śniegu, powyżej 2000 metrów n.p.m. jest go – uwaga – od 2,5 do nawet 4 metrów! Organizatorzy ostrzegli także, że na bieżąco układają przebieg trasy i może się on zmienić z dnia na dzień, bo miejscowi pracują w terenie nad różnymi wariantami, tak aby jak najmniej nas ominęło. Trzymamy kciuki za pracę ekipy.

Etap pierwszy: lato, zima i smażone hamulce

Pierwszy etap nie okazał się specjalnie krótszy: zaledwie 4 kilometry mniej. AlpenTour ewoluuje ku coraz bardziej wymagającej etapówce. O ile podjazdy to typowy podjazd po szutrze, choć nie zawsze, ponieważ podjazd pod wyciągiem i dalej szutrem męczył nachyleniem i techniczną trudnością, o tyle zjazdy są na poziomie światowym: bardzo ciężkie, trudne techniczne, o wyjątkowej stromiźnie, i to nie tylko miejscami. Naprawdę trzeba pracować, aby je pokonać. Z przyjemnością jechałem ten etap. To mój trzeci start w zawodach AlpenTour. I jak na razie najbardziej soczysty. Doświadczamy tu wszystkich warunków: letnich, wiosennych, zimowych (taka kolejność podczas podjazdu na Türlwandhütte), by potem usmażyć hamulce na bardzo długim, stromym i technicznym zjeździe. Smród spalenizny towarzyszył mi przy każdym zjeździe, a wcale nie oszczędzałem się na zjazdach.
 


Etap drugi

Nieudany: nie dlatego, że mi się źle jechało lub coś było nie tak z formą czy rowerem. Liczyłem na to, że po pierwszym etapie podzielą stawkę na większą liczbę sektorów. Nic z tego. Ponieważ przyszedłem na start na kwadrans przed zamknięciem sektorów, startowałem z końca. I nie ominęły mnie korki, zwężenia, przestoje, opóźnienia. Jak duże, miałem porównać dnia następnego. Na szczęście dwa potężne podjazdy – na Reiteralm i Hochwurzen – dawały szansę na dojście „swoich”. I rzeczywiście doszedłem, ale dopiero po dwóch godzinach jazdy: najpierw Anię, by większość trasy z nią przejechać, przegadać, zaliczyć głupawkę i berka. Później nieco od niej odjechałem, by ukończyć etap. Mniej już technicznych zjazdów, głównie szutry, choć końcówka trasą pucharową daje radę. Bardzo techniczna, łatwo o błąd, który naprawdę może się źle skończyć. Ale później jest mnóstwo satysfakcji.

Etap trzeci

Tym razem poranna mobilizacja: 9.15 już na starcie, niemal pierwsza linia startowa – super. Niestety, trochę chłodniej, więc 45 minut marznięcia nie było przyjemne. Ale komfort startu nieporównywalny: płynnie, bez opóźnień, dziwnych błędów na podjazdach, zero stania na zwężeniach. I stawka dużo bardziej mobilizująca do walki. W swojej kategorii nie byłem dużo wyżej, ale w klasyfikacji ogólnej to były już trzydzieści dwa miejsca wyżej. Przepaść: przede wszystkim poziomu umiejętności kolarskich. Tempo było bardzo mocne, nie było czasu na wytchnienie, od początki „dzida”. Doszedłem Sabrinę Spitz, by pojechać z nią dłuższą chwilę. Później wyprzedziłem grupę, z którą jechała. Mobilizacja własna o wiele wyższa, to już nie było spotkanie towarzyskie na trasie, berek nie wchodził w rachubę. Średnia prędkość na koniec także wyższa: mimo podobnych warunków jazdy, przewyższeń, zbliżonych odległości prędkość wzrosła z 16,4 km/h na pierwszym etapie do 18 km/h na trzecim. Dodam jeszcze, że osobistym rekordem jest progres, jaki osiągam pod okiem trenera. Warto systematycznie pracować. Wystarczy soczysta godzina dziennie z konkretnym zadaniem. 
 


AlpenTour 2019

AlpenTour to impreza, na którą za każdym razem z przyjemnością przyjeżdżam. Piękna, czysta i spokojna okolica, góry regionu Dachstein, sympatyczni ludzie i gościnność na najwyższym poziomie. W każdym innym miejscu trzeba iść na większe lub mniejsze kompromisy. Tu dbałość o zawodnika jest na najwyższym poziomie. 
Zawody te ewoluują. Mieliśmy obawy, że startując tam kolejny raz, zamkniemy się w schemacie, że znowu poruszymy ten sam temat, który może znudzić, że sami stoimy w miejscu, jeżdżąc tam, gdzie jest znajomo, wygodnie, a trasy są po germańsku wymuskane. Że stajemy się „wygładzeni”. Ale nie. Na szczęście. Oczywiście Alpy mają kapitalnie rozwiniętą infrastrukturę, ale...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy