Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport , Otwarty dostęp

3 stycznia 2021

NR 45 (Listopad 2020)

Pandemiczny rollercoaster. Szalony szosowy sezon 2020

0 335

Gdy Richie Porte (Trek-Segafredo) zwycięstwem w Tour Down Under zainaugurował tegoroczny cykl World Tour, nikt się nie spodziewał, że będzie to tak szalony rok. Z zaplanowanych 36 imprez najwyższej rangi obyło się zaledwie 21 (łącznie z trwającą obecnie, według planów aż do 8 listopada, La Vueltą), mimo to – emocji nie brakowało.

 

POLECAMY

Wspomniany Tour Down Under rozgrywał się w cieniu masowych pożarów, które w tym czasie atakowały Australię, a do tego doszły bardzo wysokie temperatury. Wyścig rozegrany bez niespodzianek, etapami sprinterskimi podzielili się Caleb Ewan (Lotto-Soudal), Sam Bennett (Deceuninck-QuickStep) oraz Giacomo Nizzolo (Team NTT), natomiast po zwycięstwo w klasyfikacji generalnej sięgnął Porte, wygrywając po drodze jeden z etapów. To stało się już tradycją tego wyścigu – Australijczyk wygrywa tam etapy rokrocznie od siedmiu lat. 
Polscy kibice wyścig ten mogą zapamiętać z powodu dużych nadziei na walkę o etapy w wykonaniu Szymona Sajnoka (CCC Team). Pochodzący z Kartuz sprinter nie był jednak w stanie odnaleźć się na australijskich finiszach. Dodatkowo na czwartym odcinku nabawił się kontuzji prawej dłoni, która wymusiła kilkutygodniową przerwę od roweru. 
 

 

 


Niedokończone wyścigi początków pandemii

Pierwszym dużym testem dla górali były jednak zmagania w UAE Tour. Do Zjednoczonych Emiratów Arabskich przyjechało wiele gwiazd, w tym Rafał Majka (Bora-Hansgrohe). Polak już na trzecim etapie pokazał, że jego dyspozycja jest dobra – zajął 5. miejsce. Wygrał Simon Yates (Mitchelton-Scott). Kolejnym testem był piąty odcinek z metą na Jebel Hafeet, tam najlepszy okazał się Tadej Pogacar (UAE Team Emirates), a Majka minimalizował starty, zajmując 10. miejsce. Wtedy nikt jeszcze nie wiedział, że będzie to ostatni etap. Po pojawieniu się podejrzenia koronawirusa w kolumnie wyścigu organizatorzy podjęli decyzję o przedwczesnym zakończeniu zmagań. 
Przed całkowitym wstrzymaniem sezonu udało się jeszcze rozegrać Omloop Het Nieuwsblad, gdzie swoją klasę udowodnił Jasper Stuyven (Trek-Segafredo) oraz Paryż-Nicea, które podobnie jak UAE Tour nie dojechało do końca. Kolarze zdążyli przejechać siedem z zaplanowanych ośmiu etapów. Od pierwszego do ostatniego odcinka żółtą koszulkę lidera przywdziewał Maximilian Schachmann (Bora-Hansgrohe). 
W połowie marca nastąpiło wstrzymanie sezonu. Mało kto się spodziewał, że przerwa trwać będzie aż do sierpnia. 
 

 

 

 

 

Lockdown

Brak ścigania nie był jednak jedynym problemem, który dotknął kolarzy – część państw wprowadziła ograniczenia dotyczące uprawiania aktywności fizycznej, co spowodowało konieczność treningów na trenażerach. 
Nie znoszę uprawiania sportu w zamknięciu. To psychicznie wyczerpujące. Kiedy widzę innych zawodników, którzy chwalą się jazdą w terenie, jest mi przykro. Nawet jeżeli w ich krajach jest to dozwolone, nie muszą nam w ten sposób dopiekać – mówił Thibaut Pinot (Groupama-FDJ). 
W zawrotnym tempie rozwijał się rynek aplikacji umożliwiających wirtualne ściganie, wcześniej głównie zabawka dla amatorów, która w połowie sezonu stała się codziennością zawodowców. Oprócz urozmaicenia monotonnych treningów na trenażerze stało się to także szansą na podtrzymanie marketingu grup zawodowych. Kolarze startowali w wirtualnych wyścigach, na których odwzorowywane były realne trasy. (Osobny artykuł na ten temat możecie przeczytać na str. 42). 
 

 

 

 

 


Powrót do życia

Wraz z początkiem sierpnia wznowiony został sezon wyścigów rangi World Tour. Wszystko zaczęło się od Strade Bianche – wyścigu, z którego mamy bardzo dobre wspomnienia, gdyż dwukrotnie triumfował w nim Michał Kwiatkowski. W tym roku „Kwiato” nie odegrał kluczowej roli w wyścigu, ale na brak emocji nie mogliśmy narzekać. Solowy triumf Wouta van Aerta (Team Jumbo-Visma), który we wszystkich trzech edycjach włoskiego wyścigu, w których startował, stał na podium. Podium uzupełnili Davide Formolo (UAE Team Emirates) oraz Maximilian Schachmann. 

 

 

Pierwsze duże ściganie

Pierwszym wyścigiem etapowym najwyższej rangi po wznowieniu sezonu był natomiast Tour de Pologne. 77. edycja polskiego wyścigu miała wymiar symboliczny. Kolarze ruszyli w rocznicę śmierci Bjorga Lambrechta, który zginął na trasie Tour de Pologne w 2019 r. Kolarze przejechali etap z Chorzowa do Katowic, który także zakończył się poważnym wypadkiem. Dylan Groenewegen (Team Jumbo Visma) zmienił tor jazdy na ostatnich metrach, spychając na barierki Fabio Jakobsena (Deceuninck-QuickStep). Jakobsen przeleciał na drugą stronę, uderzając po drodze sędziego stojącego na wysokości linii mety. Wyglądało to dramatycznie. Oprócz kolarza Deceunick-QuickStep na asfalcie wylądowała prawie cała czołówka, w tym winowajca – Groenewegen. Konsekwencją tego upadku była śpiączka farmakologiczna, w której Jakobsen spędził dwie doby oraz liczne złamanie twarzoczaszki i wybicie prawie wszystkich zębów. 
Wyścig jechał jednak dalej, a na drugim etapie z metą w Zabrzu swoją niebywałą szybkość zaprezentował nam Mads Pedersen (Trek-Segafredo). Etap z metą w Bielsku-Białej padł łupem Richarda Carapaza (Team Ineos), ale całe show skradł Remco Evenepoel (Deceunick-QuickStep), który na drugi dzień w Bukowinie Tatrzańskiej zaatakował na 40 kilometrów do mety i samotnie utrzymał bezpieczną przewagę do samego końca. Zapewnił sobie tym samym zwycięstwo w klasyfikacji generalnej. Ostatni etap z Zakopanego do Krakowa to popis sprinterów i triumf kolegi klubowego Evenepoela – Davide’a Balleriniego. 

 


Z dobrej strony prezentowali się Polacy – w klasyfikacji generalnej 4. miejsce zajął Rafał Majka, w górskiej zwyciężył Patryk Stosz (Reprezentacja Polski/Voster ATS Team), pokonując Kamila Gradka (CCC Team), a miano najaktywniejszego kolarza przypadło Maciejowi Paterskiemu (Reprezentacja Polski/Wibatech Merx Wrocław). 
Jednocześnie rozegrany został włoski monument Mediolan-Sanremo, tam najlepszy okazał się van Aert, pokonując w dwuosobowym finiszu Alaphilippe’a, peleton przyprowadził Michael Matthews (Team Sunweb). Drugim włoskim monumentem była legendarna Il Lombardia – tam popis swoich umiejętności dał Jakob Fuglsang (Astana Pro Team), pokonując George’a Bennetta (Team Jumbo Visma) oraz swojego kolegę z drużyny – Aleksandra Vlasova. 

 

 

Żółty Tour de France

W tym sezonie to Tour de France, a nie jak tradycja nakazuje – Giro d’Italia, było pierwszym wielkim tourem w kalendarzu. Wielka Pętla rozpoczęła się pod koniec sierpnia w Nicei. Pierwszy etap padł łupem Alexandra Kristoffa (UAE Team Emirates) i to on jako pierwszy stał się posiadaczem żółtej koszulki lidera. W maillot jaune przejechał tylko jeden etap, gdyż już na drugi dzień odebrał mu ją Alaphilippe. 


Z czego zapamiętamy tegoroczne Tour de France? Na pewno z niesamowitej czasówki w wykonaniu Tadeja Pogacara (UAE Team Emirates), młody Słoweniec przed etapem jazdy indywidualnej na czas miał 57 sekund straty do Primoża Roglicia (Team Jumbo Visma), który na papierze wydawał się lepszym czasowcem od Pogacara. 23-latek jednak wszedł na wyżyny swoich umiejętności i zanotował najlepszy czas pod La Planche des Belles Filles. Kolarz Teamu Jumbo Visma stracił do Pogacara niecałe dwie minuty i stracił pozycję lidera wyścigu. Trzecie miejsce przypadło innej rewelacji tej czasówki – Richie Porte wskoczył na podium wyścigu rzutem na taśmę, pokonując Mikaela Landę (Bahrain-McLaren). 


 Kolejną rewelacją „Wielkiej Pętli” był Wout van Aert, który oprócz tytanicznej pracy na rzecz Roglicia był w stanie wygrać dwa sprinterskie etapy. Belg był mocny w każdym terenie – przeprowadzał swojego lidera na etapach płaskich, nadawał tempo w górach oraz skutecznie finiszował na sprinterskich końcówkach. 
Dla nas najważniejszy był jednak etap 18., na którym zwycięstwo odniósł Michał Kwiatkowski (Team Ineos Grenadiers). 30-latek jechał do Francji jako pomocnik Egana Bernala, który jednak nie dojechał do Paryża. To dało Michałowi szansę na próbę ucieczki, którą wykorzystał bezbłędnie i na metę w La Roche wjechał wraz z kolegą z drużyny Richardem Carapazem, ale to „Kwiato” jako pierwszy przekroczył linię mety. 

 


 

 

 

 

Walka o tęczę

Pandemia spowodowała także zamieszanie przy organizacji mistrzostw świata – planowo miały się odbyć w Szwajcarii na górskiej trasie, lecz w połowie sierpnia organizatorzy wydali oświadczenie, że ze względu na liczbę zakażeń na terenie Szwajcarii, mistrzostwa się nie odbędą. UCI rozpoczęło poszukiwania nowego organizatora. Ostatecznie kolarze rywalizowali o „tęczę” we włoskiej Imoli. W jeździe na czas konkurencję zdominował reprezentant gospodarzy – Filippo Ganna, zaś w wyścigu ze startu wspólnego mieliśmy emocjonującą walkę do samego końca. Na ostatnim podjeździe ataku spróbował Kwiatkowski, lecz „poprawił mu” Alaphilippe. Francuz dzięki doskonałej technice zjazdu dotarł do mety samotnie, a Kwiatkowski wraz z van Aertem, Fuglsangiem i Hirschim stoczył walkę o podium. Ze srebrem skończył van Aert, brąz zawisł na szyi Hirschiego, a Kwiatkowski zakończył rywalizację na czwartym miejscu.

 


 

 

 

Różowe Giro

W serii wielkich tourów po Tour de France przyszedł czas na Giro d’Italia, do którego jednym z etapów przygotowań było Tirreno-Adriatico. Tam bardzo dobrze zaprezentował się Majka, zajmując drugie miejsce na jednym z etapów oraz kończąc klasyfikację generalną wyścigu na najniższym stopniu podium. To dawało nadzieję na ciekawą walkę podczas „Corsa Rosa”. 
Włoskie święto rozpoczęło się od zwycięstwa Filippo Ganny – świeżo upieczony mistrz świata w jeździe indywidualnej na czas poradził sobie najlepiej z 15-kilometrowym odcinkiem z metą w Palermo. Koszulkę lidera stracił na etapie z podjazdem pod Etnę, gdzie przejął ją Joao Almeida (Deceunick-QuickStep). Portugalczyk walczył bardzo dzielnie o utrzymanie „maglia rosy”, stracił ją dopiero na etapie 18. Wtedy przejął ją Wilco Keldermann, ale jechał w niej tylko dwa etapy. Po Holendrze plastron lidera wdział jego kolega klubowy – Jai Hindley. Australijczyk przystąpił do startu ostatniego etapu, którym była jazda indywidualna na czas w Mediolanie, mając zaledwie setne sekundy przewagi nad Tao Geogheganem Hartem (Team Ineos Grenadiers). Brytyjczyk pojechał dużo lepiej czasówkę, dzięki czemu rzutem na taśmę wyrywał „maglia rosę” z rąk Hindleya. Trzecie miejsca w klasyfikacji generalnej zajął Keldermann. 
Rafał Majka utrzymywał kontakt z czołówką do etapu z metą na Stelvio, lecz problemy żołądkowe, których nabawił się w drugim tygodniu zmagań, spowodowały, że nie był w stanie nawiązać walki z najlepszymi. Wyścig ukończył na 12. miejscu w klasyfikacji generalnej. 


W czasie Giro d’Italia rozegrany został kolejny monument, tym razem belgijski, a mianowicie Liege–Bastogne–Liege, który wpisał się w historię kolarstwa. Julian Alaphilippe, mający szanse na pierwsze zwycięstwo w tęczowej koszulce, pospieszył się z celebracją zwycięstwa, gdyż koło wystawił mu Roglić. Komisja sędziowska dodatkowo ukarała Alaphilippe’a za zmienienie toru jazdy podczas finiszowania. Francuz został przeniesiony na ostatnie miejsce w grupie. 

 

 

„Bruków nie będzie”

Jak grom z jasnego nieba spadła na nas informacja o odwołaniu Paryż–Roubaix – wyścigu, który dla każdego fana kolarstwa jest obowiązkowym punktem w kalendarzu. Ze względu na to wzrosło jeszcze bardziej zainteresowanie i prestiż wyścigu Ronde van Vlaanderen. Na flandryjskich szosach najlepiej radziła sobie trójka van Aert, Alaphilippe oraz van der Poel, stopniowo odjeżdżali oni od konkurencji, aż w pewnym momencie Francuz uderzył w zwalniający po prawej stronie motor, który był częścią kolumny wyścigowej. Alaphilippe nie był w stanie kontynuować jazdy i wiadome było, że o zwycięstwo powalczy duet świetnie znających się z wyścigów przełajowych – Wouta van Aerta oraz Mathieu van der Poela. Na finiszu minimalnie lepszy okazał się ten drugi, wygrywając tym samym pierwszy monument w karierze. 

 

 

La Vuelta i nadzieje na przyszłość

Mimo tego, że czekamy jeszcze na rozstrzygnięcia w hiszpańskiej Vuelcie – tam wszystko wskazuje na walkę między Primożem Rogliciem a Richardem Carapazem – już teraz śmiało możemy powiedzieć, że mimo skrócenia tego szalonego sezonu emocji na trasach nie zabrakło. Mamy nadzieję, że przyszły sezon odbędzie się w całości, a pandemia nie pokrzyżuje planów kolarzy. 
 

Przypisy