Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport

13 czerwca 2019

NR 31 (Czerwiec 2019)

Wiosennych klasyków czar

0 178

Początek kolarskiego sezonu to ogromna dawka emocji związana z wiosennymi klasykami. Dla wielu zawodników jest to najważniejszy czas w sezonie, to w tych wyścigach chcą się pokazać z jak najlepszej strony. Dzięki temu co roku rywalizacja jest na niezwykle wysokim poziomie.

W porównaniu z latami ubiegłymi okres klasyków zdecydowanie się wydłużył. Jeszcze kilka lat temu właściwa kampania zaczynała się od Mediolan–San Remo i kończyła na Liege–Bastonge–Liege. Teraz prawdziwym początkiem sezonu jest belgijski Omloop Het Nieuwsblad, podczas którego największe gwiazdy sprawdzają swoje osiągi i nie pogardzą zwycięstwem lub dobrym wynikiem. Taka zmiana sprawia, że prawie w każdym wyścigu na podium stają inni zawodnicy. Trudno jest przewidzieć scenariusz danego wyścigu oraz wskazać potencjalnych faworytów, a to przyciąga rzesze fanów na trasy oraz przed telewizory.

Omloop Het Nieuwsblad: 
1. Zdenek Stybar, 2. Greg Van Avermaet, 3. Tim Wellens
Strade Bianche: 
1. Julian Alaphilippe, 2. Jacob Fuglsang, 3. Wout Van Aert
Mediolan–San Remo: 
1. Julian Alaphilippe, 2. Oliver Naesen, 3. Michał Kwiatkowski
Driedaagse Brugge–De Panne: 
1. Dylan Groenewegen, 2. Fernando Gaviria, 3. Elia Viviani
E3 BinckBank Classic: 
1. Zdenek Stybar, 2. Wout Van Aert, 3. Greg Van Avermaet
Gandawa–Wevelgem: 
1. Alexander Kristoff, 2. John Degenkolb, 3. Oliver Naesen
Dwars door Vlaanderen: 
1. Mathieu Van der Poel, 2. Anthony Turgis, 3. Bob Jungels
Ronde van Vlaanderen: 
1. Alberto Bettiol, 2. Kasper Asgreen, 3. Alexander Kristoff
Paryż–Roubaix: 
1. Philippe Gilbert, 2. Nils Pollit, 3. Yves Lampaert
Amstel Gold Race: 
1. Mathieu Van der Poel, 2. Simon Clarke, 3. Jacob Fuglsang
La Fleche Wallonne: 
1. Julien Alaphilippe, 2. Jacob Fuglsang, 3. Diego Ulissi
Liege–Bastonge–Liege: 
1. Jacob Fuglsang, 2. Davide Formolo, 3. Maximilian Schachmann
Eschborn–Frankfurt: 
1. Pascal Ackermann, 2. John Degenkolb, 3. Alexander Kristoff

Wiosna pod dyktando Alaphilippe’a i Fuglsanga


Julian Alaphilippe jest świetnym kolarzem, o czym wiadomo nie od dziś. W tym roku Francuz wskoczył na kolejny poziom – poprawił swoje umiejętności w każdym aspekcie i stał się do bólu skuteczny, co zaprezentował już w wyścigach etapowych otwierających sezon. Jednak w tym roku czoła stawił mu równy przeciwnik. W kilku aspektach gorszy, ale zdecydowanie lepszy w jeździe pod górę. Mowa tu o Jacobie Fuglsangu, który tej wiosny osiągnął najlepszą dyspozycję w swojej karierze.

Walka rozpoczęła się od mocnego uderzenia na Strade Bianche. Alaphilippe był najlepszy na trasie, ale do końca jego koła pilnował Duńczyk. Po ponad 200 km przejechanych wśród słynnych „białych dróg” Francuz wykorzystał swoje przyśpieszenie na finałowym podjeździe w Sienie i sięgnął po pierwsze zwycięstwo we włoskim klasyku.

Dwa tygodnie później Francuz stanął na starcie kolejnej włoskiej imprezy. Tym razem była to prestiżowa „Primavera”. Pierwszy z tegorocznych monumentów. Dwudziestosiedmiolatek dobrze znał ten wyścig, w 2017 r. bowiem liczył się w końcowej rozgrywce o zwycięstwo i ostatecznie uległ jedynie Michałowi Kwiatkowskiemu i Peterowi Saganowi. Dwa lata później scenariusz wyścigu był podobny. Na finiszu niespełna trzystukilometrowego monumentu walczyli ci sami zawodnicy. Ale teraz na najwyższym stopniu podium stanął Alaphilippe. W ten sposób odniósł swój największy sukces w karierze. Zwycięstwo przyszło mu dość łatwo, być może dlatego, że na trasie zabrakło Fuglsanga.

Głównym celem Francuza tej wiosny były ardeńskie klasyki. Wszyscy zastanawiali się, czy zdoła on utrzymać formę przez tak długi czas. Rozważania były zbędne, gdyż „Muszkieter” od razu pokazał, kto będzie tu rozdawał karty. Z nadzieją ku Ardenom spoglądał także Fuglsang, który pragnął udowodnić, że jego dyspozycja nie jest dziełem przypadku. 

Na ok. 35 km przed metą na trasie wyścigu otwierającego ardeński tryptyk, Amstel Gold Race, Francuz zdecydował się rozerwać stawkę. Jego koło zdołał utrzymać nie kto inny, jak znajomy Duńczyk. Dwójka wypracowała solidną przewagę i wydawało się, że nic nie zabierze im zwycięstwa. Ale na ostatnim kilometrze doszło do czarowania, przez co na finiszu zostali ograni przez Mathieu Van der Poela. Ostatecznie Fuglsang skończył wyścig na trzeciej pozycji, a Alaphilippe na czwartej, ale nie był to dla Duńczyka powód do radości.

Do trzeciego starcia między Duńczykiem a Francuzem doszło cztery dni później na La Fleche Wallonne. Belgijski klasyk słynie ze stromej ścianki Mur de Huy, która rozstrzyga o losach wyścigu i sprawia wiele kłopotów językoznawcom oraz polskim komentatorom. Na ostatnim podjeździe pod Huy pierwszy zaatakował Fuglsang, ale momentalnie na jego kole pojawił się Alaphilippe. Reszta stawki się nie liczyła. Finalnie Francuz okazał się lepszy o kilkanaście centymetrów, dzięki czemu drugi raz z rzędu okazał się zwycięzcą na Fleche Wallonne. Jacob Fuglsang ponownie musiał zadowolić się drugim miejscem na podium. Do trzech razy sztuka? Nie tym razem.

Powiedzenie mówi, że w przyrodzie nic nie ginie. W pojedynku Alaphilippe vs Fuglsang było dwa do jednego dla Francuza, ale przed nimi pozostał najważniejszy start tej wiosny – Liege–Bastonge–Liege. Trasa słynnej „Staruszki” została nieco zmieniona, przez co miała stać się otwartym wyścigiem. Wydawało się, że taka zmiana będzie idealna dla Francuza. Jednak wyścig nie zyskał na atrakcyjności. Faworyci przez większość dystansu oglądali się na siebie. W końcu sprawy w swoje ręce wziął Fuglsang. Na ostatnim stromym podjeździe ruszył do przodu, zabierając z sobą dwóch towarzyszy – Davide’a Formolo i Michaela Woodsa. Na ten ruch nie zdołał odpowiedzieć Alaphilippe. Fuglsang był tego dnia najmocniejszy i na metę wpadł samotnie z trzydziestosekundową przewagą nad Formolo. Trzydziestoczterolatek odniósł swoje największe zwycięstwo w karierze, zdobywając monument „Liege–Bastonge–Liege”.

W ten sposób Duńczyk spiął klamrą kampanię klasyków, którą zdominowali Julian Alaphilippe i Jacob Fuglsang. Obaj wygrali po monumencie, a w bezpośredniej rywalizacji zanotowali remis – dwa do dwóch. Okazją do kontynuowania batalii będzie lipcowy Tour de France.

 

 

Przełajowiec lepszy od szosowców 


Jeśli poszukalibyśmy wśród zawodników takiego, który specjalizuje się w wielu dziedzinach, to do miana „kolarza renesansu” z pewnością mógłby pretendować Mathieu Van der Poel. Holender wywodzi się z kolarstwa przełajowego, w którym wygrał już chyba wszystko, co mógł wygrać – został mistrzem świata, mistrzem Europy, mistrzem Holandii oraz wygrał puchar świata. Swoich sił próbował także w kolarstwie górskim i rok temu został brązowym medalistą w mistrzostwach świata. Od tego roku poważnie postawił na szosę i od razu zaczął odnosić świetne wyniki. 

Swoją wiosenną kampanię dwudziestoczterolatek rozpoczął od startu w wyścigu Gandawa–Wevelgem. Jego udział w tej imprezie traktowano raczej jako ciekawostkę, nikt nie uznawał go bowiem za jednego z faworytów. Eksperci swoje, a wyścig swoje. Holender od razu pokazał, że świetnie czuje się na brukach północy i nie zamierza odpuszczać bardziej utytułowanym rywalom. Wyścig zakończył na czwartym miejscu, ale było wiadomo, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. 

Cztery dni później stanął na starcie mniej popularnego, ale równie poważanego wyścigu Dwars door Vlaanderen. Pojechał kapitalny wyścig, nie dając nikomu złudzeń i odnosząc swoje pierwsze zwycięstwo w kolarskiej elicie. Kolejnym celem Holendra b...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy