Otwieram na oścież przesuwne drzwi, szukam różowego klapka. Pewnie jest pod samochodem. Muszę wejść bosą stopą na ostre kamienie. Robi się coraz jaśniej, lecz góry są jeszcze czarnymi cieniami na tle jasnego fioletu nieba. Przeciągam się jak kot po południowej drzemce. To niesamowite, jak się tutaj wysypiam. Zarzucam na siebie koc, na którym jest jeszcze sierść mojego kota. Śniadanie nie jest wykwintne, ale tu smakuje wybornie. Owsianka z odżywką białkową o smaku ciasteczek oreo, masłem orzechowym i bananem na pierwsze, a na drugie kawa czarna jak smoła, zaparzona w małej kawiarce. Taką lubię najbardziej. Powietrze już nie jest rześkie, staje się suche i ciepłe, a jest dopiero szósta rano. Składam szary koc w nierówną kostkę, dziś nie będzie mi już potrzebny. Z plastikowej skrzynki pod łóżkiem wyjmuję przewiewną koszulkę, która już nie jest tak idealnie poskładana, jak to zrobiłam w trakcie pakowania. Jest nawet jakaś mała plama nie wiadomo skąd, szorty pachną jeszcze płynem do płukania. Nie kłamali w reklamie. Piżamę w łabędzie zamieniam na rowerową stylówę, którą ubieram na spaloną skórę, trochę drapie, chyba zbyt długo byłam wczoraj na słońcu. Dwa bidony plus dwulitrowy bukłak powinny wystarczyć. Banan, czekolada, baton białkowy. Krem z filtrem i ochraniacze. Chyba spakowałam wszystko. Pora iść na rower.
Chorwacja
Chorwację znam namacalnie, mój wakacyjny wypoczynek niejednokrotnie spełzł na chorwackiej riwierze. Ale wtedy jeszcze si...
Pozostałe 90% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów
- 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
- Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
- Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
- ...i wiele więcej!