Dołącz do czytelników
Brak wyników

Sport , Otwarty dostęp

10 stycznia 2022

NR 56 (Styczeń 2022)

Rok nieoczywistości

0 182

Gdyby rok 2021 był człowiekiem, już w okolicach lutego miałby prawo poskarżyć się na to, że nie radzi sobie z oczekiwaniami. Po tym, co kolarstwu zafundował jego poprzednik, byłoby to całkowicie usprawiedliwione. Osiem miesięcy później mógłby odetchnąć z ulgą.

 

POLECAMY

Rok 2021 może nie był dla kolarstwa szosowego przełomowy, ale patrząc na miniony sezon z pewnej już perspektywy, śmiało możemy powiedzieć, że „dał radę”. A kilka wydarzeń z pewnością warto zapamiętać na dłużej, bo niewykluczone, że ich konsekwencje będą w przyszłości o sobie przypominać. Ich wybór jest całkowicie subiektywny. Na powtarzanie tego, co bez problemu można znaleźć w statystykach, szkoda cennego papieru.
 

1. Stan Dewulf na mecie Paris-Roubaix 2021.


„Pierwszy krok w chmurach”

Gdybym miał określić miniony sezon jedną krótką frazą, bez wahania nazwałbym go „rokiem kobiet”. Kolarstwo szosowe w końcu je bowiem zauważyło i zaczęło traktować nieco poważniej.
Z pewnością nie jest to jeszcze oparty na dojrzałym partnerstwie związek, raczej coś w rodzaju pierwszych randek. Ale bez wątpienia przestały być nareszcie traktowane jak niezrozumiałe i hałaśliwe zjawisko, z konieczności kręcące się w okolicach „poważnego” sportu. Doczekały się nieco większej uwagi i pierwszych prób zrozumienia ich potrzeb. A to już całkiem sporo, przynajmniej na początek.
Po raz pierwszy na tak szeroką skalę zaczęto mówić o tym, że kolarstwo kobiet nie może służyć wyłącznie zaspokajaniu ich potrzeby rywalizacji. W zawodowym sporcie kluczową rolę odgrywają pieniądze, nie można więc bez końca uciekać od tego tematu. Przekonali się o tym organizatorzy kobiecego Omloop Het Nieuwsblad, na których spadła potężna fala krytyki po ujawnieniu, że nagrody dla pań były kilkunastokrotnie niższe niż dla mężczyzn. Przekonali się również włodarze Strade Bianche, którzy musieli przełknąć żabę, ugotowaną im przez kibiców zbierających pieniądze na wyrównanie różnic w nagrodach. Przekonali się szefowie pierwszego w historii wyścigu kobiecego Paryż-Roubaix, których zawstydził zespół Trek-Segafredo. Drużyna historycznej triumfatorki pierwszej edycji „Piekła Północy” Elizabeth Deignan dołożyła do nagrody z własnej kieszeni tyle, ile brakowało do kwoty widniejącej na czeku Sonny’ego Colbrellego. A brakowało sporo.
 

2. Kasia Niewiadoma na jednym z etapów Ceratizit Challenge by La Vuelta 2021. 


Szerzej o całym problemie pisaliśmy w jednym z numerów „bB” („Błędne koło, czyli kasa w kobiecym peletonie” bB 5/2021). Jako suplement do tamtego tekstu i toczących się później wokół niego dyskusji warto dodać kilka zdań. Wynagrodzenia za pracę zawodniczek płacą ich drużyny. Mowa jest o nagrodach, których rola w sporcie jest zupełnie inna i bardziej wiąże się z prestiżem samej imprezy niż z liczbą kilometrów przejechanych przez dane grupy zawodników. Nie bez powodu do opisu wielu prestiżowych wydarzeń w sporcie dodawana jest informacja o puli dostępnych nagród. Gdy kolarstwo w końcu to zrozumie, jego związek z kobiecym sportem wejdzie w kolejną, znacznie bardziej dojrzałą fazę.
 

3. Mark Cavendish (DECEUNINCK - QUICK - STEP) i Michael Matthews (TEAM BIKEEXCHANGE) podczas TdF 2021.


Na razie wchodzi w nią dość nieśmiało, potykając się czasem o własne nogi. W beczce miodu, jaką miała być zapowiedź „pierwszego z prawdziwego zdarzenia Tour de France Kobiet”, również znalazła się łyżka dziegciu, gdy przyszło do rozmowy o nagrodach. Na tym tle o wiele korzystniej wypadli organizatorzy niewielkiego Nokere Koerse, którzy pod koniec listopada bez ogródek zapowiedzieli, że u nich nagrody będą po prostu równe i kropka. Pozostaje trzymać kciuki, by ten odważny „pierwszy krok w chmurach” nie okazał się ostatnim.

Poza wszelkimi schematami

Na szczęście jednak kobiece kolarstwo żyje nie tylko sprawą pieniędzy. Mijający sezon dostarczył nam również wielu pozytywnych emocji sportowych. Dla polskich kibiców bez wątpienia autorką największych była Kasia Niewiadoma, która we flandryjskich mistrzostwach świata wywalczyła brązowy medal. Ten niepodważalny sukces najlepszej polskiej zawodniczki był jednocześnie w 2021 roku 
największym osiągnięciem całego polskiego kolarstwa. I chociaż wielu kibiców, kiwając głowami, powtarzało z wyczuwalnym znudzeniem, że Kasi się ten medal „po prostu należał”, Niewiadoma wydarła go rywalkom, zostawiając na flandryjskich pagórkach mnóstwo sił i potu, bo na czyjąkolwiek pomoc liczyć za bardzo nie mogła. Kobieta była również autorką największej w tym roku kolarskiej niespodzianki, bo chyba wyłącznie w takich kategoriach można oceniać olimpijskie złoto Anny Kiesenhofer. Mało znana 30-letnia Austriaczka, która na co dzień nie jeździ nawet w profesjonalnej ekipie, a przed olimpijskim wyścigiem w Tokio wystartowała na szosie tylko w mistrzostwach swojego kraju, zawstydziła niezwykle pewne siebie Holenderki. Tylko wielka szkoda, że towarzyszącą jej przez większość genialnej ucieczki Annę Plichtę rywalki dopadły niecałe sześć kilometrów przed metą…
 

4. Pierwszy w historii Paris-Roubaix Femmes i od razu warunki dla koneserów. 

Radość i łzy

Jeśli o olimpijskich wyścigach mowa, nie sposób nie wspomnieć o wyczynie Richarda Carapaza, choć w gruncie rzeczy Ekwadorczyk zrobił jedynie to, co powoli staje się jego znakiem firmowym: odjechał tam, gdzie inni uznali, że nie ma to najmniejszego sensu. Z metra różnicy zrobiły się cztery. Z tych czterech metrów kilka sekund, które na ostatnich dzielących go od mety kilometrach zamieniły się w ponad minutę przewagi, choć goniło go wielu solidnych fachowców od wyścigów jednodniowych.
Do pewnego momentu był wśród nich również Michał Kwiatkowski, ale polski mistrz świata z Ponferrady wziął na siebie nieco zbyt duży ciężar. Tak zaciekle pilnował najgroźniejszych rywali i tak wytrwale kasował ich próby odjazdów, że w końcu sił mu zabrakło w decydującym momencie. Do mety dojechał jedenasty. Wyścig, który dla polskiego kolarza był najważniejszym celem minionego sezonu, ułożył się ostatecznie zupełnie nie po jego myśli. Bywa i tak.
Znacznie więcej powodów do radości miał w tym roku Rafał Majka. Po kilku latach spędzonych w ekipie BORA-hansgrohe nadszedł dla niego właściwy moment na zmianę klubowych barw. Jak sam mówił jeszcze przed pierwszym startem: dla złapania oddechu.
Cel najwyraźniej osiągnął, bo patrząc na jazdę „Zgreda”, znacznie częściej niż w poprzednich sezonach można było dostrzec na jego twarzy prawdziwą radość ze ścigania. Najwięcej do niej powodów miał oczywiście po 15. etapie Vuelta a España, wygranym po ponad 80-kilometrowej ucieczce. Szczęście polskiego kolarza przeplatało się ze łzami; wygraną zadedykował zmarłemu niedługo przed tym ojcu.
Ale nie tylko piąte już etapowe zwycięstwo Majki w Wielkim Tourze wywoływało na jego twarzy uśmiech. Jeździł z wyraźnie mniejszą presją, co zresztą było celem przejścia do UAE Team Emirates. Przede wszystkim znalazł tam poczucie, że stanowi część zespołu, czemu dał wyraz podczas kilku ważnych etapów Tour de France, wygranego po raz drugi z rzędu – również dzięki zaangażowaniu Majki – przez Tadeja Pogačara.
 

5. Kasia Niewiadoma (CANYON SRAM RACING) podczas La Fleche Wallonne Femmes 2021. 


Skreślony zbyt wcześnie

Wielka Pętla miała, oprócz 23-letniego triumfatora wyścigu, również innego zwycięzcę. Kolarski świat zadziwił o 13 lat starszy od Słoweńca Mark Cavendish, który dokonał rzeczy niemal niemożliwej: wygrał cztery etapy i wyrównał ponad 40-letni rekord Eddy’ego Merckxa 34-etapowych zwycięstw w Tourze.
Jego wyczyn być może nie byłby tak doniosły, gdyby nie towarzyszące mu okoliczności. Cavendish znalazł się bowiem w składzie Deceuninck-Quick Step niemal przypadkiem, w ostatniej chwili zastępując Sama Bennetta, skłóconego z szefem zespołu Patrickiem Lefevere. Ten ostatni nie mógł przypuszczać, że zatrudniając zapowiadającego przed rokiem koniec kariery Brytyjczyka za najmniejsze możliwe wynagrodzenie, doczeka się współautorstwa jednego z największych powrotów w sporcie XXI wieku. Cavendish był bowiem uznawany za kolarza, który najlepsze lata ma już za sobą, a rywalizację toczonego przez kilka lat chorobą, licznymi kontuzjami i głęboką depresją kolarza ze znacznie młodszymi rywalami większość obserwatorów uznała za niemożliwą. Cav udowodnił, że niemożliwe nie istnieje.
Podobnego dowodu, choć może nie tak spektakularnego, dostarczyli w tym roku kolarze Alpecin-Fenix. Jeżdżąca z licencją Pro Team ekipa zawstydziła niejedną drużynę World Touru i, dysponując znacząco mniejszym budżetem, zakończyła sezon z dorobkiem 33 zwycięstw. Większość z nich stanowiły wygrane w prestiżowych imprezach, od etapów we wszystkich trzech Wielkich Tourach poczynając, na kilku poważnych klasykach skończywszy.
Trzon zespołu zbudowano wokół Mathieu van der Poela, ale to jego koledzy, zwłaszcza Jasper Philipsen i Tim Merlier, grali w minionym sezonie pierwsze skrzypce. Sam wszechstronnie utalentowany Holender również dołożył sporo od siebie, począwszy od zwycięstwa w Strade Bianche, a na jeździe w żółtej koszulce przez kilka etapów Tour de France skończywszy. Jego zwycięstwo na drugim etapie Wielkiej Pętli, zadedykowane „wiecznie drugiemu” dziadkowi, Raymondowi Poulidorowi, było jednym z najbardziej wzruszających obrazów z kolarskich tras. Zresztą, nie ma co ukrywać, w tym sezonie z oczu kolarzy popłynęło wyjątkowo dużo łez.
 

6. Rafał Majka wygrywa 15. Etap Vuelty 2021.


Pierwsza druga liga

Znakomitym wynikom belgijskiego Alpecin-Fenix smaczku dodaje informacja, która pojawiła się w ostatnich dniach listopada, gdy marka Deceuninck ogłosiła, że po wygaśn...

Artykuł jest dostępny w całości tylko dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

Przypisy