Dołącz do czytelników
Brak wyników

Przygoda , Turystyka

13 lipca 2021

NR 51 (Lipiec 2021)

Spotkania w egzotycznej podróży

0 150

Zbliża się południe. Wilgotny wiatr od morza nieznacznie łagodzi palące promienie tropikalnego słońca. Słyszę ryk silnika i za chwilę mija mnie samochód z przyciemnionymi szybami. Pojazd przystaje kilkaset metrów dalej. Kierowca wysiada. Daje znaki, bym się zatrzymał.

Wszystko to dzieje się na karaibskim wybrzeżu Kolumbii, kraju owianego złą sławą siedliska narkotykowych karteli i toczącej się od ponad pół wieku wojny domowej.

POLECAMY

Stereotypy

Bezpieczeństwo to kwestia, która może najbardziej niepokoi tych, którzy bez doświadczenia rozważają wyjazd na południe naszego świata. Padają pytania: czy nie okradną, nie porwą, nie zamordują?
Moje pierwsze spotkanie podczas podróży po Ameryce Łacińskiej wspominam absolutnie zawsze, gdy odkręcam koło, by po raz kolejny załatać przebitą dętkę. To było na obrzeżach meksykańskiego Cancún, blisko milionowego miasta, skąd osiem lat temu wyruszałem w długą drogę. Okazało się, że składając rower na lotnisku, nie zamocowałem siodełka tak, jak należy i teraz zsuwało się, aż do osiągnięcia poziomu ramy. Przystanąłem, oparłem pojazd o znak drogowy, wyciągnąłem torbę z narzędziami. I nie mogłem nic zrobić, bo do prawidłowego dokręcenia śruby potrzebowałem dwóch kluczy, a miałem ze sobą tylko jeden niewielki klucz francuski. Pamiętałem, że kilka przecznic wcześniej minąłem rachityczny warsztat rowerowy. Zawróciłem.
Mężczyzna wziął do lewej dłoni mojego francuza, do prawej klucz piętnastkę, i pomógł mi wyregulować siodełko. Podziękowałem i spytałem, ile się należy. Usłyszałem, że nic. Uśmiechnięty mechanik poklepał mnie po plecach, życzył szczęśliwej podróży i wcisnął mi do ręki klucz piętnastkę. Do dziś odkręcam i dokręcam nią koła.
Myślę sobie, że na koniec podróży dobrze by było wrócić do Cancún, odnaleźć warsztat i zwrócić mężczyźnie podarowane narzędzie.
 

 

 

 


Zdrowy rozsądek

W tym samym Cancún po raz pierwszy w życiu widziałem cywilów z długą bronią. Bardzo długą: karabiny meksykańskich ochroniarzy w supermarketach, bankach, a nawet dzielnicowych sklepach mierzą metr i więcej. Zwłaszcza w Ameryce Środkowej problem przestępczości jest tematem codziennych rozmów i głównym zainteresowaniem lokalnych mediów. Do tego stopnia, że w Salwadorze dzienniki opisują z detalami każdy przypadek morderstwa. A każdego dnia ich liczba waha się od ośmiu do dwunastu.
Ale nie ma co wpadać w panikę. Rekordowe liczby zabójstw w regionie w znacznej mierze wiążą się z porachunkami gangów narkotykowych. Czy to dobra wiadomość? Paradoksalnie tak, bo jeśli przypadkowo nie jesteśmy pracownikami którejś z lokalnych mafii, handlarze kokainą nie mają specjalnych powodów, by do nas strzelać: na swoim biznesie zarabiają znacznie więcej niż na parze brudnych majtek i starych butach, jakie mogliby ukraść objuczonemu starym szpejem rowerzyście.
Nie mam zamiaru zaprzeczać, że w regionie istnieje również przestępczość niezorganizowana, zajmująca się właśnie drobną kradzieżą. Nie należy jednak zapominać, że stoi za nią krzywda znacznie większych rozmiarów. Ameryka Łacińska to miejsce historycznie pokrzywdzone, w którym Europejczycy przyczynili się do masowych zbrodni na miejscowej ludności, i skąd zarówno w XVI wieku, jak i dziś międzynarodowe koncerny (dawniej: baskijska flota handlowa) wywożą za bezcen drogocenne surowce, zostawiając na miejscu ubóstwo, zniszczone środowisko naturalne i zysk dla wąskiej klasy właścicieli ziemskich. Reszta społeczeństwa nie ma wielu alternatyw.
Czasem wystarczy o tym pamiętać i zdać się na zdrowy rozsądek. Co mam na myśli? Na przykład do wielkich miast, gdzie ubóstwo koncentruje się w kotle frustracji i niemocy, nie należałoby wjeżdżać na luksusowych rowerach, w najmodniejszych strojach i wywijając na lewo i prawo najnowszym modelem telefonu komórkowego. Po co mielibyśmy to robić? Żeby zaostrzać i tak już dobrze widoczną różnicę między miejscowym a przyjezdnym? Żeby wzbudzać zazdrość? To się może źle skończyć. Nie mówię, żeby udawać obdartusa: wystarczy zachować zwyczajną skromność w ubiorze i wyposażeniu. Wówczas bogate dzieci miejscowych elit z łatwością prześcigną nas w zwracaniu na siebie uwagi i – ubrane w okulary RayBan i z iPhonem w dłoni – zdeklasują nas w rankingu najatrakcyjniejszych celów ulicznych kradzieży.
 

 

 

 


Ludzie są dobrzy

Jeśli kiedykolwiek słuchaliście opowieści podróżników – rowerowych, autostopowych i innych – na pewno słyszeliście już to zdanie. Nie pozostaje mi nic innego, jak je powtórzyć: ludzie są dobrzy. Być może telewizja i serwisy informacyjne zdają się twierdzić coś innego, ale prawda wynikająca z doświadczenia codziennych spotkań jest właśnie taka: mieszkańcy naszej planety mają zazwyczaj jak najlepsze intencje wobec innych. Prędzej niż rewolwer, wyciągną w naszą stronę pomocną dłoń. A my dodatkowo mamy ze sobą rower, który wzbudza ciekawość i zaufanie.
W jednej z meksykańskich wiosek niedaleko Cancún pytałem starszego mężczyznę, gdzie znajduje się miejscowe boisko do piłki nożnej. Wytłumaczyłem mu, że szukam miejsca, by rozbić namiot. Mężczyzna zabrał mnie do domu.
W sąsiedniej miejscowości siedziałem już na drewnianych trybunach. Czekałem, aż skromna garstka uczniaków zakończy trening ze szkolnym instruktorem WF-u. 
Po treningu nauczyciel zaprosił mnie do domu.
Do wenezuelskiego Puerto La Cruz dojechałem nocą. Zmęczony, przyglądałem się miejscowym plażom. Szukałem miejsca na obozowisko. Zjawiły się dwie dziewczyny i zrobiły to, co już dwukrotnie zanotowałem powyżej.
W zeszłym tygodniu, gdy jechałem w stronę Chalten, wiał wyjątkowo silny wiatr. W połowie drogi do Esperanza ktoś się zatrzymał i wręczył mi paczkę kanapek z szynką. W Esperanzy ktoś podarował m...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy