Dołącz do czytelników
Brak wyników

Przygoda

15 września 2020

NR 43 (Wrzesień 2020)

Wakacje w Kotlinie Kłodzkiej

0 414

Czy wszyscy najbardziej na świecie lubią jazdę rowerem? Czy każdy, a zwłaszcza każda, lubi jazdę terenową? Jak pogodzić różne zainteresowania w rodzinie i czy można wszystkim sprawić przyjemność wyjazdem na rowerowe ścieżki. I w ogóle, dlaczego co roku ten Glacensis? Opisujemy sytuacje, które wydarzyły się naprawdę w Kotlinie Kłodzkiej. Niektórzy z nas to seryjni glacensianie, dla innych był to pierwszy kontakt z tym zespołem ścieżek, nieodmiennie jednak wszyscy wróciliśmy zachwyceni i to bez względu na poziom kondycyjny i umiejętności.

W zasadzie zawołanego kompana na rower górski mam tylko w starszym synu licealiście. Żona to control freak i musi panować nad sprzętem i prędkością w stopniu, który pozbawia każdy zjazd emocji, a młodszy nastolatek... no cóż, dojrzewa i ma w nosie, czym żyją rodzice. A przynajmniej robi wszystko, żeby tak wyglądało. Postanowiłem mu utrudnić przyjęcie tej pozy i wydębiłem od Canyona najnowszy produkt młodzieżowy, czyli Neurona Al Young Hero. Koła 27,5” czterozawiasowy system amortyzacji o skoku 130 mm i kapitalnie dobrane kolory faktycznie sprawiły mu przykrość. Nie panował nad mową ciała, a werbalizację – „no dobra, jak już muszę, to pojadę, ale i tak was nienawidzę” – puściliśmy mimo uszu. Potwierdzeniem moich pozytywnych przeczuć, że tylko walczy jak lew o utrzymanie wizerunku buntownika, podkreślił fakt, że w ciągu kilkunastu minut od pojawienia się roweru Antek perfekcyjnie dobrał do zestawu swoje ulubione turfy w kolorze elementów ramy i z zadowoleniem sprawdzał, jak to się w lustrze ze sobą „maczuje” (spolszczone „to match” – pasować; to takie słowo młodego polskiego dizajnu modowego). Kiedy mierzył kask, wiedziałem, że ryba złapała haczyk. 

POLECAMY

Serpentymy podjazdowe na pętli Orłowiec.
 Zakosy pozwalają zdobywać wysokość po minimalnym nachyleniu.
  Inicjatywa Glacensis Flow Trip pozwala przejechać najsmakowitsze kąski Glacensis Singletrack w ciągu jednego dnia.
Wsparcie samochodu pozwala szybko pominąć odcinki dojazdowe i sporą część podjazdów, żeby zaznać „uczucia przepływu”.
Wsparcie przewodników umożliwia zaznajomienie się z charakterystyką tras i gorąco polecam ją jako pierwszy kontakt 
z systemem tras Kotliny Kłodzkiej.

Precyzyjne przygotowania

Eksperyment miał wyglądać następująco: jedziemy do Srebrnej Góry, bo znam tam pensjonat, w którym rowerzystów wręcz się zachęca do przywiezienia rowerów. Nikt nie pyskuje, że rower jest brudny. Nie nakłaniają do pozostawienia go w niezamykanej wiacie, dlatego nie muszę po kryjomu o północy wnosić rowerów do pokoju, żeby przed szóstą odstawić ich z powrotem. Nie lubię tego tak samo, jak tłumaczyć się, dlaczego „dziecięcy rowerek” musi kosztować siedem klocków. Bo przecież nie dam rady przekonać kogoś do tego, że widelec musi się uginać płynnie pod lekkim delikwentem, wahacz (A co to jest wahacz?! Skaranie boskie!) działać jednogłośnie, hamulce mają pasować do drobniejszej dłoni, a rama do człowieka uczącego się w podstawówce. Villa Stara Apteka ma garaż przystosowany do wieszania rowerów, stanowisko do ich mycia oraz warsztat zintegrowany z barkiem i głośnikiem Marschala, żeby sobie wieczorem coś wyregulować i podłubać. Sauna i beczki z lodem oraz sala do jogi z podgrzewaną podłogą uzupełniają plan podziemia, a cała Villa mieści się o pięć minut spacerem od urokliwego ryneczku Srebrnej Góry, piwiarni z czeskim piwem i o trzy minuty jazdy rowerem od centrum ścieżek enduro Srebrna Góra. To był dla mnie główny magnes. No i jacuzzi też pewnie mają? Zapytasz z przekąsem. Owszem, stoi. W starym ogrodzie. Ten burżujski element był moim bezpiecznikiem w razie sytuacji, w której żona i młodszy syn odmówią dalszych eksploracji Glacensisa – głównego bohatera tego artykułu. Zwiedzanie mieliśmy realizować pętla po pętli, a dojeżdżać do nich samochodem. 

W dolinach też czuć przestrzeń i spokój. Kotlina okazała się mniej ludnym obszarem niż legendarne Bieszczady. 
Lądek Zdrój odzyskuje kolorki. 
 Pętla Jagodna okazała się naszym objawieniem, pod względem widokowym, urozmaiceniem nawierzchni
i odpowiedzi na oczekiwania rowerzystów o różnym poziomie przygotowania.

Przedstawiać?

Singletrack – wiadomix: falująca, utwardzona żwirem, sztuczna ścieżka o szerokości około metra. Glacensis to łacińskie, jeszcze średniowieczne określenie Ziemi Kłodzkiej. Singletrack Glacensis to system 23 zapętlonych jednokierunkowych tras (i jeden odcinek dwukierunkowy), rozmieszczonych po ziemi kłodzkiej, przeznaczony do jazdy rowerem górskim. Pętle można pokonać osobno jako pojedynczą wycieczkę. Można łączyć je po dwie, po trzy albo pokonać jako jedyny w swoim rodzaju górski szlak rowerowy, pozwalający objechać całą ziemię kłodzką ścieżkami typu singletrack. Pętle mieszczą się w okolicach Srebrnej Góry, Barda, Kłodzka, Złotego Stoku, Lądka-Zdroju, Stroni Śląskich, Międzygórza, Międzylesia, Bystrzycy Kłodzkiej, a w zasadzie Spalonej, Duszników Zdroju i położonego nieco na uboczu systemu Brzozowa k. Kudowy-Zdroju. Całość z łącznikami asfaltowymi lub szutrowymi to razem około 260 km. 

Trasy Enduro Srebrna Góra są przeznaczone dla zaawansowanych. 
W naszym przypadku były gwoździem programu. Korzystaliśmy z nich wtedy,
gdy druga część naszej ekipy przeznaczała dzień na pozarowerowe atrakcje. 
Iwona Kurczab prowadzi szkolenia z techniki jazdy nie tylko dla dzieci. Ze wszystkimi łapie kontakt w lot i potrafi rozładować najbardziej zbuntowanych kursantów.
W tej części dzielnie wspiera ją Kreska, uroczy kundelek uratowany ze schroniska.
Nawet asfaltowe dojazdówki nie są nudne
i można na nich natknąć się na takie perełki jak ta kapliczka. 

Pogrom mitów

Jest kilka prawd o Singletrack Glacensis, a sam system obrósł też kilkoma legendami. Choć często wzajemnie sobie zaprzeczają, to paradoksalnie większość z nich pokrywa się z prawdą. Do promocji pierwszej z nich przyczyniłem się osobiście, ponieważ najbardziej przemawia do mnie właśnie imponujący wymiar Glacensis Singletrack. Niestety, jak na razie przejechanie całości w jednym rzucie wciąż tylko planuję i czekam na jakiś nieprzewidziany wcześniej wolny tydzień, żeby się wreszcie rozprawić z tym dystansem. Myśląc o tym, oczyma romantyka widzę wielką przestrzeń naznaczoną wąską wstęgą pofalowanej ścieżki... Kojarzy mi się wtedy z wydarzeniem na miarę Serum Run to Nome znanym jako Wielki Wyścig Miłosierdzia z 1925 r., w którym psie zaprzęgi załadowane szczepionką przeciw dyfterytowi ruszyły słynnym szlakiem Iditarod ratować życie mieszkańców portu Nome na alaskańskim wybrzeżu. Singletrack Glacensis też ma 260, ale kilometrów, nie mil. Promując ten zespół tras na Polski Iditarod, popełnia się jeszcze jeden kardynalny błąd. Owszem, jest długi, ale za to fantastycznie oznaczony. Punktów rozpoczęcia poszczególnych pętli nie sposób przeoczyć. Znajdują się przy nich parkingi, jazda jest jednoznaczna i naprawdę trudno zginąć. Wiem z autopsji, że dla wielu ojców rodzin pytanie się o drogę nie licuje z godnością bycia mężczyzną. Mam dla nich ważne oświadczenie: tu nie będziecie musieli pytać się o drogę. Gwarantuję. 

O ile wschodnie sekcje SG pozwalają myśleć o imponującym przejeździe, w którym większą część czasu spędza się na ścieżce, a nie drodze, o tyle zachodnie pętle, takie jak Międzylesie, Jagodna, ścieżki obok Duszników i Kudowy stanowią mocno oddalone od siebie niezależne segmenty. Połączenie ich w jedną offroadową wyprawę nie jest możliwe i asfaltowania będzie więcej niż ścieżkowania. Glacensis Epic? Możliwe, ale raczej na gravelówce. To naprowadza nas na kolejny mit. Na zdjęciach ze szlaków najczęściej pojawiają się riderzy na wypasionych endurówkach, bywa, że w fullface’ach i goglach. Drugi gatunek to dzieciaki... na wypasionych endurówkach i w fullface’ach. Ten wizerunek z jednej strony podnosi prestiż szlaku, ale z drugiej nie do końca odpowiada rzeczywistości. Znakomita część tras SG przebiega po utwardzonej drobnym żwirem nawierzchni. Jest ona gładka, nośna i szybka. Nachylenie ścieżek jest silnie ograniczone, a jedyną trudnością mogą się okazać zakosy, dzięki którym szlak nie opada (lub też się nie wznosi) z pieca na łeb. To coś zupełnie innego niż eksploracja dzikich górskich szlaków. Brak luźnego rumoszu, niespodzianych progów, a trudność jest bardzo zhomogenizowana, więc choć na samych pętlach najlepiej sprawdzi się porządny górski rower, to widelec amortyzowany wystarczy. Przyda się opuszczana sztyca (bo tak łatwiej meandrować wśród band). Gravel... byłby sporym wyzwaniem, ale w mojej opinii jest bardziej à propos niż fullenduro 160 mm skoku, na którym tam regularnie bywam (no bo potrzebuję go do jazdy w Srebrnej Górze). Mimo wszystko Glacensis przyciąga endurowców łatwym dostępem do stanu „przepływu”. Na trasach aż gęsto jest od band w zakrętach, pojawiają się liczne hopki i rollery. Rowerem ze ścieżkową geometrią i z opuszczanym siodłem jeździ się bajecznie. Ale do wywołania odczucia flow na Singletrack Glacensis

System Glacensis Singletrack można traktować jako pretekst 
do eksploracji szlaków turystycznych.
Powyżej Pętli Trojak biegnie szlak przez szczyt o tej nazwie. 
Fenomenalne formacje skalne są warte obejrzenia 
i objechania. Nieopodal Pętli Jodłów i Ostoja
wznosi się Trójmorski Wierch, z którego prowadzą ekscytujące ścieżki.
Ale trzeba powiedzieć przeznaczone są tylko dla bardzo zaawansowanych.

wielgachny skok zawieszenia z tyłu nie jest niezbędny. Ale to nie jest tak, że jedzie się cały czas po alejce. Bandy bywają wysokie, a zakręty gęste. Sztuczne przeszkody w postaci wbudowanych w trasy kamieni i głazów są bezpieczne i nie aż tak trudne, jak wyglądają. Sądzę, że są świetne, ale z chęcią widziałbym ich jeszcze więcej. Moja piękniejsza połowa powiedziała, że nie jest ich na szczęście tak dużo, żeby przeszkadzały w percepcji urody szlaków. Ot, dwa wzajemnie wykluczające się punkty widzenia. Budowniczym ścieżek udało się tak wyważyć proporcje, że przy kolacji, w zgodzie i harmonii z zadowoleniem można się stuknąć kieliszkiem wina i wznieść za nich toast. Na zdrowie! 
Ale żebyście nie musieli polegać wyłącznie na opinii Kędrackich, jest jeszcze rodzina Oleksych.

Opisują:
  

Maciek: wyrośnięty 10-latek, na rowerze jeździ tak samo długo, jak chodzi. Aktualnie jeździ na lekkim hardtailu na kołach 27,5, lubi jeździć w terenie, ale raczej w dół. Ulubiona trasa to Milky Way w Czarnej Górze i podobne. Długie, mozolne podjazdy w tajemniczy sposób odbierają mu moc i chęć do życia.

Magda: mama Maćka, jeździ na trailowym fullu 27,5. Z trudnych zjazdów i podjazdów wybiera te pierwsze. 

Piotr: tata Maćka, jeździ na wszystkim, w terenie najczęściej na minienduro, na kołach 29. Nie gardzi przygotowanymi trasami, ale najczęściej widywany jest z rowerem na beskidzkich szlakach.

Co Ci się najbardziej podobało na GS (Glacensis Singletracks)?

Maciek: To, że w jeden dzień zrobiliśmy ponad 40 km tras i prawie tysiąc metrów w pionie, a ja ani razu nie musiałem prowadzić roweru. I jeszcze sekcje z bandami i te po większych kamieniach. I w ogóle to, że nie można się nudzić, bo cały czas coś się dzieje.

Magda: Na GS można jeździć przez las i po prawdziwych górach, ale bez tego, czego nie lubię, czyli luźnych kamieni i karkołomnych zjazdów. Dzięki temu ktoś, kto normalnie miałby kłopoty z jazdą po Sudetach, może zwiedzać te góry na rowerze i mieć z tego dużo przyjemności. Trasy poprowadzone są w urozmaicony sposób, pełne zakrętów, krótkich zjazdów i podjazdów. Są też bardzo pouczające – pozwalają skupić się na doborze optymalnej linii przejazdu, zachowaniu prędkości, pokonywaniu zakrętów. Fajnie, że są wiaty i stacje obsługi.

Piotr: Najbardziej podoba mi się to, że jest ich około 200 km na stosunkowo niewielkim obszarze. To niesamowita długość i nie znam drugiego takiego miejsca. I to, że osoby jeżdżące na różnym poziomie będą usatysfakcjonowane jazdą po nich, bo trudności zależą od szybkości pokonywania trasy. Tak, to brzmi jak trasy na wycieczki rodzinne, ale mówiąc o tym, w głowie mam coś innego, niż tradycyjnie widywana karawana w składzie tata prowadzi, dzieci w środku, mam zamyka stawkę. Ogólny poziom wykonania oceniam bardzo wysoko. Oczywiście łatwo znaleźć miejsca do poprawy i marudzić, ale to nie jest bike park z dziesięcioma kilometrami tras, które można codziennie wygładzać, tylko gigantyczny projekt. Zobaczymy, jak będzie wyglądał za pięć lat, ale na razie grzech nie skorzystać.

Czego na GS było za mało?

Maciek: Sekcji z bandami i małych stolików do bezpiecznej nauki skakania. Na niektórych trasach nie było ich prawie wcale i to mi się nie podobało.

Magda: Brakowało mi miejsc na bezpieczny postój, takich szerszych zatoczek na trasie, gdzie kilka osób mogłoby czekać na wolniejszych członków ekipy lub coś naprawić. Nie mam tu na myśli wiat na punktach dostępowych, bo te są super. Na szczęście ruch na GS nie jest duży, ale jest to coś, nad czym warto pomyśleć. Oznaczenie w terenie jest dobre, ale nie jest jednolite. Na niektórych pętlach jest czytelna informacja, ile jeszcze trasy przed nami, na innych tego brakuje. Przydałyby się tablice z profilem trasy, bo oznaczenia czerwone i niebieskie nie mają związku z podjazdowym lub zjazdowym charakterem danego odcinka pętli.

Piotr: Miejsc widokowych. Niektóre pętle poprowadzone są praktycznie w całości przez bukowe lasy i przez to dość monotonne krajobrazowo. Oznaczenia, o którym pisała Magda. Sensownego określenia trudności tras – proponowany przez twórców GS nie jest dla mnie zrozumiały. Łatwo dostępnych map (w prominentnej Villa Stara Apteka dostaliśmy bardzo dobrą mapę na podkładach wydawnictwa PLAN, pt.: Singletrack Glacensis. Na jednej karcie w skali 
1:95 000 prezentowana jest cała Kotlina Kłodzka ze wszystkimi...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy