Wyjdźmy od tego, co działo się, zanim rozpoczęło się lądowanie w Puli, małym chorwackim lotnisku na Istrii. Dawno nie przeżyłem takich turbulencji skakania po fotelach i panicznego usadzania pasażerów przez obsługę pokładową. Nie widziałem, co działo się za oknem, bo mi zasłaniali, ale błyskało się jak diabli i najpierw trochę polataliśmy nad półwyspem, żeby po jakiejś pół godzinie wreszcie wcisnąć się w kolejkę oczekujących na lądowanie samolotów.
Kiedy pilot postanowił tuż nad ziemią odwinąć kilkukilometrowego whipa, lekko mnie zemdliło i przyłożyliśmy w ziemię jak wór z ziemniakami. A potem, jak to powiedział Sean Estes szef marketingu Speca podczas przywitania nas: Sky was on fire. Takiej burzy jeszcze nie widziałem. Waliło jak jasny piorun, a całe niebo było nasycone elektrycznością. Duch Nikoli Tesli pochodzącego z nieodległych okolic cieszył się aż mu w grobie włosy stawały dęba.
Prawdziwie żywiołowe rozpoczęcie prezentacji elektryzującej premiery.